Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Sposoby fotografowania | Dokument i reportaż | Ludzie | Przyroda i krajobraz | 24.08.2017 | Średnio zaawansowani | Powiększ tekst:

Twoje zdjęcia okiem ekspertów – sierpień 2017

Joanna Kinowska i Łukasz Kacperczyk

Dodaj do schowka Komentarze: 2

Autor fotografii: Tomasz Stacherczak

Wybór ekspertów 02 03 04 05 06 07 08 09

Opis fotografii: Na zdjęciach znajduje się mój przyjaciel, który ma specyficzny wygląd przypominający trochę kogoś z czasów PRL-u. Postanowiłem to wykorzystać i zrobić mu sesję w kilku kawiarniach we Wrocławiu, które klimatem przypominają właśnie pomieszczenia z tamtych czasów.

Opinia naszych ekspertów:

Joanna Kinowska:

Mam wrażenie, że znam człowieka ze zdjęcia. Ale nie tak, żeby wiedzieć, jak się nazywa, kim jest czy skąd się znamy. Przypomina kogoś widzianego wcześniej, z jakiś dawnych zdjęć. Wnętrze, sweter modela – to wszystko też gdzieś z przeszłości. Dodatkowo zarówno światło, jak i wyczucie koloru, jego spłowienie, także budują to zdjęcie. Mógłby to być bohater Marka Sieprawskiego z książki Miasteczko z ludzką twarzą, Zygmunt, który po pracy w korpo jako spec od PR wraca do domu rodziców, do miasteczka, które postanowiło samo wrócić do PRL-u. W takim odbiorze zdjęcia przeszkadza tylko ten angielski napis w prawym górnym rogu. Fotografia zatrzymuje uwagę, odtwarza pewną sytuację, sprawia pozory, wciąga i zadaje zagadkę. To portret, który nie oddaje charakteru osoby, nie dopowiada, ale jest wynikiem pomysłu autora, jego kreacją. Świetna zabawa.

W zgłoszeniu było więcej zdjęć. Ale muszę przyznać, że nie nazwałabym serią kilku zdjęć tej samej osoby w identycznych pozach i ubraniu w kilku wnętrzach. Nazwałabym to raczej problemem z wyborem najlepszej klatki. Dla mnie jest nią pierwsza praca z zestawu – niewymuszona, niewystudiowana, najbardziej naturalna, owiana aurą tajemnicy do rozwikłania przez widza.

Łukasz Kacperczyk:

Nie do końca rozumiem, co w wyglądzie mężczyzny na zdjęciach (poza niezwykle efektownym swetrem – czy to słynna marka Carlo Colucci?) kojarzy się autorowi z PRL-em, bo chyba nie równo przystrzyżona broda, która jest jak najbardziej na czasie. Ale nic to, mamy rozmawiać o fotografii. Zacznę od narzekania – muszę się zgodzić z Joanną, że zamiast tworzącego spójną całość cyklu otrzymaliśmy do oceny zestaw zdjęć obrazujących problem autora z wyborem. Może gdyby celem było sfotografowanie tej samej osoby w tym samym ubraniu w różnych kawiarniach i to te kawiarnie byłyby tematem cyklu? Ale wtedy całość należałoby zrealizować nieco inaczej. Tymczasem musieliśmy sobie sami poradzić i jako najciekawszą wybraliśmy prezentowaną fotografię (zresztą pierwszą w zestawie).

Podoba mi się kolorystyka i niski kontrast. Podoba mi się tak bardzo centralna kompozycja (głowa modela dokładnie na środku klatki!), choć chyba wolałbym nieco mniej czytelne wciskanie w kadr elementów otoczenia fotografowanej osoby. Może dałoby się nieco przearanżować wnętrze, żeby można było skadrować nieco inaczej? Albo po prostu uciąć nieco góry, żeby obraz nabrał więcej naturalności? Ale to czepialstwo, przyznaję. Zgadzam się z Joanną w kwestii skuteczności odtwarzania klimatu dawnych lat, choć nie byłbym taki pewny co do anglojęzycznej reklamy w prawym górnym rogu. W PRL-u takie znaleziska były na wagę złota i z dumą je eksponowano (skrajnym przypadkiem fascynacji niedostępnym światem wyklętego konsumpcyjnego Zachodu były kolekcje puszek po piwie), więc reklama pasuje tu jak ulał. Nie odbieram tego zdjęcia inaczej niż jako cennej wprawki, solidnie wykonanego ćwiczenia będącego potwierdzeniem sprawności fotografa. Ćwiczenia zaliczonego na ocenę bardzo dobrą.

Autor fotografii: Edyta Ziółkowska

Wybór ekspertów 02 03 04 05 06 07 08

Opis fotografii: Circle. Zdjęcia są częścią projektu, który realizuję od około 2 lat, zatytułowanego Based on a True Story / Oparte na faktach. Inspiracja pochodzi ze szkoły MFF, gdzie jedna z koleżanek tworzyła niezwykle wysmakowane krajobrazy w czasie dojazdów do pracy. Ponieważ do tamtej pory gardziłam zdjęciami robionymi zza szyby (pstrykami z autokaru), jej prace były dla mnie odkryciem. Dodatkowym czynnikiem była najzwyklejsza chęć odwrócenia uwagi własnych myśli od problematycznego tematu i potrzeba skupienia ich na czymś innym. Tak też powstały fotografie z moich długich i krótkich podróży. Czasem są to całkowite abstrakcje nakreślające tylko ślad rzeczywistości widzianej oczami człowieka. Czasami to całkiem realnie wyglądający krajobraz, ale po przyjrzeniu się bliżej wyglądający jak namalowany. Efekty uzyskane na tych zdjęciach są czystą esencją malowania światłem. Nie ma tu Photoshopa (poza podstawowymi korektami).

Opinia naszych ekspertów:

Joanna Kinowska:

Chciałam napisać, że nie wiem kompletnie jak, że nie mogę oderwać wzroku, że porywa i ujmuje mnie to zdjęcie. Hipnotyzuje i usidla. Wracam do niego po raz kolejny i ciągle obraz cieszy oko, uspokaja i dalej wciąga. Jest przepełniony energią, niesamowity. Sen nocy letniej, a może noc świętojańska, jakaś Narnia albo chociaż Hobbiton. Znakomity ruch, tańczący krzak, wibrujące zielenie. To musi być większa magia, jakiś rytuał, zjawisko. I jeszcze to światło idealnie dopełniające złudzenia.

A potem przeczytałam opis. I trochę wysiadła magia. Na szczęście po powrocie do obrazu ona odżywa i wspaniale wciąga. Może dlatego, że opis nie wyjaśnia, ma się nijak do obrazu, może słowo „projekt” przy tej magii jest tak kompletnie nie na miejscu? Dalej nie wiem jak. Nie potrzebuję wiedzieć. W opisywaniu serii zdjęć pominęłabym to określenie, tym bardziej że zdjęcia są z absolutnie różnych stylistyk, kadrowane raczej przypadkowo. Skoro jest magia, to jej nie dobijajmy… Na co to komu wiedzieć, czy był Photoshop, czy nie i czy to jest „nakreślony ślad rzeczywistości widzianej oczami człowieka”? Wracam do patrzenia w ten obraz.

Łukasz Kacperczyk:

Zacznę od niemrawej obrony autorki zdjęcia. W końcu sami prosiliśmy o opisy do nadsyłanych propozycji, więc trochę głupio teraz na nie narzekać… Dlaczego moja obrona autorki jest niemrawa? Dlatego, że zgadzam się z Joanną – w tym wypadku długi i bardzo konkretny (żeby nie powiedzieć: zbyt przyziemny) opis nie pasuje do estetyki i wydźwięku fotografii. Fotografii, która jest wspaniała i zupełnie nie potrzebuje wyjaśnień. Zgadzam się też z Joanną co do zalet prezentowanego zdjęcia, nie ma sensu powtarzać jej słów. Dla mnie jest to taki wyjątkowy strzał, który trafia się fotografowi raz na jakiś czas, tak jak popowemu artyście piosenka zyskująca status hitu, mimo że wykonawca ma w swoim repertuarze utwory, które nie dość, że bardziej lubi, to jeszcze bardziej ceni. Tutaj po prostu wszystko ułożyło się najlepiej, jak się dało. Mam nadzieję, że nie zostanę opacznie zrozumiany – nie odbieram autorce zasług, w końcu szczęściu trzeba pomóc.

Szkoda tylko, że znów mamy do czynienia z pojedynczą pracą, którą Joanna lub ja wyłuskaliśmy z zestawu zgłoszonego jako cykl. To kolejny argument na poparcie tezy, że najtrudniejszym i najbardziej wymagającym etapem pracy fotografa jest edycja, czyli wybór zdjęć. Znacznie łatwiej zrobić dobre zdjęcia niż je odnaleźć w niekończącym się strumieniu obrazów, opierając się sentymentom i wspomnieniom związanym z pracami, które lubimy, lecz które nie zasługują na przejście pierwszej czy (od biedy) drugiej selekcji.

Autor fotografii: Robert Traczyński

01 02 03 04 05 06 07 08 09 10

Opis fotografii: Niewidzialni ludzie. Zjawisko bezdomności występuje na całym świecie. Jego skala jest trudna do ustalenia; według różnych źródeł przyjmuje się, że w Polsce jest od 30 do 300 tys. osób dotkniętych tym problemem, a w Europie – nawet 3 miliony. Tylko część ludzi pozbawionych schronienia faktycznie „żyje na ulicy”, a więc w ogóle może być zauważona. Bez czterech ścian, które zwykle skrywają nasze życie intymne, nasze naturalne znieruchomienie podczas snu czy odpoczynku, ludzie bezdomni zmuszeni są zastygać w bezruchu w publicznych przestrzeniach miast. Jest to zjawisko tak trudne do zaakceptowania, że pomimo swojej oczywistości jest wypierane ze świadomości przechodniów. Paradoksalnie, bezdomni śpiący na ulicy są jakby otoczeni niewidzialnymi, ale skutecznie odgradzającymi murami swoich „domów”. Ignorowani przez społeczeństwo, rzadko otrzymują niezbędną pomoc. Uczucie odrzucenia skutkuje coraz większą alienacją bezdomnych i uniemożliwia im powrót do społeczeństwa. Przez to osoby bezdomne coraz częściej stają się częścią marginesu społecznego.

Przedstawione zdjęcia mają zwrócić uwagę na problem bezdomności oraz pokazać, że nie jest to jedynie zjawisko lokalne, lecz kwestia dotycząca nas wszystkich niezależnie od narodowości i miejsca zamieszkania. Uświadamiając społeczeństwu, że temat bezdomności nie powinien być lekceważony, możemy pomóc wyjść na prostą ludziom, którzy znaleźli się w potrzebie. Zdjęcia zostały wykonane w Barcelonie, Brukseli, Paryżu, Mediolanie, Rzymie i Londynie.

Opinia naszych ekspertów:

Joanna Kinowska:

Chwilę mi zajęło spostrzeżenie tematu tej serii. Niemal każde zdjęcie wydaje się zupełnie przypadkowe i niedbałe. Zrobione na szybko, z ukrycia, trochę wstydliwie. Mnóstwo pleców i słabej kompozycji. Do tego ten miks kadrów poziomych i pionowych… No i podejrzenie, że autor próbował zawalczyć z kompozycją nożyczkami. Szczerze, to nie jest w ogóle dobra seria, ani dobre zdjęcia. Ale nie wiem, czy najbardziej nie drażni mnie temat – niewidzialni ludzie, czyli bezdomni na ulicach. Nie bardzo rozumiem domniemanie autora, że sfotografował bezdomnych. Na pewno śpiących i żebrzących. Opis jest bardzo patetyczny, ale dostarcza faktów. Niestety narzuca też sposób rozumienia obrazów; wyjaśnia, co autor chciał powiedzieć. Ale wróćmy do zdjęć. OK, to jest bardzo słaby street. To jest właśnie to pierwsze skojarzenie z fotografią uliczną – że musi być ulica. W takim powierzchownym rozumieniu streeta zwykle na zdjęciach są dzieci i żebracy. Mimo to coś mnie ciągnie do tych zdjęć.

Autor wcale nie chciał być streetowcem. Chciał zwrócić uwagę na ludzi na ulicach, którzy są mijani przez innych. Są sobie sami. Nie udało się. Wyszła z tego taka trochę gra „zgadnij, gdzie jest bezdomny”. Jak to zmienić? Dać sobie czas. Pochodzić po okolicy. Popatrzeć, ile mam chodnika w kadrze, ile pleców. Pozwolić skupić na czymś wzrok. Dopracować kompozycję, wyszukać ją. Można by też dodać emocje. Na pewno tych modeli trzeba bardziej wydobyć, nie mogą być wizualną zagadką – gdzie mam patrzeć, bo ten zabieg bardzo spłyca przekaz. Wcale niegłupim pomysłem wydaje się dodanie jednego zdjęcia na dłuższym czasie naświetlania, kiedy ci mijający przechodnie trochę się rozmyją.

Na koniec zastanawiam się: dlaczego czarnobiel? Zdjęcia powstały o różnych porach dnia i w sześciu różnych miastach, to dlatego? Rezygnacja z koloru, mam wrażenie, dodatkowo odrealnia i tym bardziej izoluje temat, wkłada go niechcący w historię, coś minionego. Wiem, że to trudne połączyć w spójnej opowieści zdjęcia z dnia i nocy, miejsca zacienionego i tego w pełnym słońcu, ale uciekanie do czarnobieli nie jest tutaj dobrym rozwiązaniem.

Łukasz Kacperczyk:

Muszę przyznać, że czytając opinię Joanny, cały czas czekałem na zwrot akcji, moment, w którym dojdę do fragmentu odwracającego kota ogonem. Daremnie – od początku do końca połajanki. Przyznaję, że sam nie przepadam za takimi zdjęciami, właśnie ze względu na sztampowość ujęcia tematu, ale mimo wszystko staram się szukać pozytywów. Widzę w tym zestawie cień dobrego pomysłu – plecy przechodniów mogą podkreślać barierę dzielącą bezdomnych od ludzi zmierzających z punktu A do punktu B. Zazwyczaj działają na szkodę zdjęć „ulicznych” (wciąż nie potrafię zrezygnować z tego cudzysłowu…), ale w projekcie dokumentalnym nie przeszkadzają. Nie zgodzę się też z Joanną w ocenie wyboru czerni i bieli – moim zdaniem to dobry pomysł na zwiększenie spójności prac. I to by było na tyle, jeśli chodzi o zalety.

Całość jest bardzo szkolna, jak wypracowanie na zadany temat, choć tutaj w formie połączenia tekstu i obrazu. Tak bardzo na poważnie, żeby nie powiedzieć: sierioznie, że aż zgrzytam zębami. Nie bagatelizuję oczywiście powagi problemu poruszanego przez autora i w żadnym wypadku nie apeluję o dystans czy lżejszy ton. Chodzi mi natomiast o kontrast między rozbudowanym opisem a zdjęciami. Czytam i nie widzę odzwierciedlenia tekstu na fotografiach. Najgorsze jest to, że w większości to są po prostu słabe, a na pewno nieciekawe zdjęcia (nie tylko kompozycyjnie, ale też np. pod względem zbyt czytelnej obróbki graficznej). Zwłaszcza w zestawieniu z poważnym tematem i równie poważnym opisem cyklu. Nie oczekuję tu pożądanej w fotografii ulicznej anegdoty, ponieważ celem był – chyba – dokument (bo przecież nie reportaż – nie mamy tu do czynienia z relacją z wydarzenia), ale i bez tych oczekiwań zdjęcia się nie bronią. Aż trudno uwierzyć, że fotografując osoby statyczne, nie dało się poczekać na lepszy układ przechodniów, wybrać lepszej kompozycji. A jeśli zdjęcia były robione przy okazji, w ruchu, to odchodzimy od dokumentu i wracamy do streeta – a wedle reguł streeta ten zestaw również zupełnie nie przekonuje. Przykro mi. Zgadzam się też z Joanną, że dobór fotografowanych osób nie jest najszczęśliwszy. Nie każda osoba śpiąca lub żebrząca na ulicy jest bezdomna. Ta niekonsekwencja działa na niekorzyść cyklu.

O cyklu:

Od maja 2017 ruszyliśmy z nowym cyklem artykułów, w którym dwoje naszych ekspertów komentuje i ocenia prace nadesłane przez użytkowników Szerokiego Kadru. Omówiają oni wybrane zdjęcia – czasem ganiąc, kiedy indziej chwaląc. Czekamy na zgłoszenia odważnych czytelników! Zdjęcia może przesłać każdy zainteresowany.

W każdym odcinku cyklu „Twoje zdjęcia okiem ekspertów" publikowane są trzy fotografie z komentarzem Joanny i Łukasza. Będą to fotografie różnych autorów. Tak, aby jak największa liczba odbiorców mogła uzyskać tę nietypową konsultację.
Pierwszy nabór zdjęć do eksperckiego cyklu artykułów odbył się w maju tego roku. Kolejny nabór planowany jest na początku jesieni.

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Zobacz podobne poradniki

rozwiń

Komentarze

piotrkubic

Szanowni Państwo, jeśli do oceny został przesłany cykl, prosiłbym o załączenie go w całości tutaj, na stronie. W tych trzech przypadkach, jak czytam, zdjęć było więcej, a zestaw umieściliście tylko w jednym przypadku. Dla nas, którzy nie widzimy reszty zdjęć, wasze recenzje są mało użyteczne – po prostu Wy i my, internauci, oglądamy inne dzieło.

Postuluję pokazywanie większej ilości zdjęć, również dlatego, że dopiero w serii zauważyć można autora. Co mówi pojedyncze zdjęcie o fotografie? Bardzo niewiele, o ile w ogóle. Dziwi mnie też, że w Waszych recenzjach, tak dużo poświęcacie miejsca opisom. Trzeba o nich wspomnieć, ale już ubolewanie, że „straciłam poczucie magii”, to brak dystansu do samego siebie. Zastanawiam się jeszcze nad jednym – prace tych trzech autorów prezentują trzy zupełnie różne płaszczyzny fotografii. Ale recenzenci są ci sami, powstaje więc wrażenie, że znają się „na wszystkim” :)

Robertowi Traczyńskiemu chciałbym napisać – Twoje zdjęcia posiadają jeden mocny punkt – jest nim konsekwencja spojrzenia w samych kadrach, brew temu, co twierdzą recenzenci. Próbują oni wtłoczyć Cię w znane sobie szufladki – dywagują, czy to „dokument” czy „street”. Wyraźnie widzę, że przyjąłeś (świadomie lub nie) określony punkt widzenia i realizujesz go. Tak, ci ludzie są marginalizowani, mentalnie „nie istnieją”, mimo że od przechodniów dzielą ich centymetry, czasem są wręcz zlepieni z tłumem. To, że trzeba ich szukać na zdjęciach, jest drugą ideą tej serii, a niestety, przez recenzentów została ona dostrzeżona, ale potraktowana jako wada.

W recenzjach najwyraźniej oczekuje się od Ciebie innej estetyki. Prawda, taką estetyką nie podbijesz świata konkursów fotograficznych. Ale ona dalej jest kwestią osobiście Twoją, Twojego wyczucia, wyboru. Dlaczego ten zestaw jest mi w pewien sposób bliski – nie próbuje upiększać. Oprócz ludzi z marginesu widać całą masę szczegółów naszej rzeczywistości, np. to, że przechodnie wcale nie wyglądają na lepszych, piękniejszych, że nasza rzeczywistość jest spękana, obklejona zdartymi plakatami, krzywa, chaotyczna, ale naprawdę chaotyczna, a nie w chaosie zaprogramowanym przez fotografa.

Pracuj dalej, wytyczaj własną ścieżkę przez gęstwinę, życzę nieustającej fascynacji i powodzenia.

edithz

Szanowni Państwo,
Chciałabym zwrócić uwagę na fakt, że moje zgłoszenie zawierało 8 zdjęć z czego 3 pochodziły z jednego cyklu fotografii (fotografie ‘Wybór eksperta’, numer 7 i 8). Pozostałe pięć fotografii to zdjęcia całkowicie odrębne, wysłane do oceny z własnym opisem (nie opublikowanym) nie mające nic wspólnego z opisem widniejącym pod ocenianą fotografią i absolutnie nie będące częścią cyklu. Umieszczanie ich w jednym zbiorze bez zaznaczenia tego faktu jest niekonsekwencją. Daje wrażenie całkowitej niespójności zbioru i jest pewnego rodzaju niesprawiedliwością. Poza tym na początku zamieszczonego opisu znalazło się słowo (Circle), które de facto jest tylko częścią nazwy pliku zgłoszonej pracy nie zaś jej tytułem. Błąd kopiowania?

Niemniej jednak chciałam podziękować za wybór i ocenę pracy. Ogromnie się cieszę, że zdjęcie się podoba. Mnie również urzeka. Praca została pięknie opisana przez Panią Joannę. Dziękuję :) Co do mojego opisu - cóż, nie każdy potrafi; każdy może, ale nie każdy powinien? Pewnie dlatego wybrałam inną formę ekspresji. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

jazz-

Wiktor Franko2018-05-22 20:28:41 jazz-

Fajny Koleś, dobrze gada, super zdjęcia. Takie jak lubię. Będę śledził twórczość.…

e-mol

Jolanta Rycerska2018-05-21 13:52:49 e-mol

Retrospekcja przeszłości , mocny przekaz…

e-mol

Kasia van Maren2018-05-21 13:50:31 e-mol

Ciekawy balans pomiędzy światłem i ciemnością, widać proces ewolucji ku światłu... bardzo mi…

e-mol

Bogdan Wańkowicz2018-05-21 13:43:36 e-mol

Te kieliszki są bardziej designerskie niż zakąska, pamiętam ten model z lat 70-tych ... to…