Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Sprzęt | Sposoby fotografowania | Po godzinach | 21.12.2018 | Średnio zaawansowani | Powiększ tekst:

Trening fotografa – trzecie starcie, czyli życie zaczyna się po pięćdziesiątce

Łukasz Kacperczyk

Łukasz Kacperczyk namawia czytelników do pracy jednym obiektywem stałoogniskowym, i do tego najnudniejszym z nudnych. Wbrew pozorom w tym szaleństwie jest metoda.

Dodaj do schowka Komentarze: 1

Wracamy do jesienno-zimowej tradycji treningu fotografa – co prawda to było dawno temu, ale przynajmniej prawda. Zachęcałem już do czytania i do oglądania cudzych zdjęć (w wygodnym fotelu, z ciepłą herbatką i niekoniecznie ciepłym ciasteczkiem w zasięgu ręki: Trening fotografa kontratakuje – ciemną zimową nocą), zachęcałem też do fotografowania wbrew sobie (Trening fotografa – zresztą uważny czytelnik zauważy zapewne, że niniejszy artykuł jest rozwinięciem kilku wątków z tamtego tekstu). Dzisiejsza propozycja będzie bardziej zbliżona do tej drugiej – krótko mówiąc, trzeba będzie się ruszyć z domu. No przykro mi.

Ograniczenia pobudzają kreatywność – ta myśl stoi za ćwiczeniem, które dziś zaproponuję szanownym czytelnikom. Proponuję bowiem fotografowanie tylko obiektywem 50 mm. Oczywiście nie tak już na zawsze, tylko przez jakiś czas, nawet jeśli miałby to być jeden dzień. Zachęcam jednak do przedłużenia tego okresu, bo im dłużej, tym lepiej. Wszystko zależy od częstotliwości, z jaką fotografujecie. Jeśli robicie zdjęcia codziennie, tydzień w zupełności wystarczy; jeśli parę razy w miesiącu – wydłużyłbym czas do miesiąca albo nawet bardziej.

Oburzonym, że przecież „po to mam superzooma, superoptykę, ekstraszerokie szkło i jaśniutkie tele, żeby ich używać”, odpowiem, że to tylko ćwiczenie, trening. Ćwiczący wprawki muzyk nikogo nie dziwi. Piłkarz powtarzający do znudzenia te same zagrania to również zupełnie normalny widok. Dlaczego więc fotograf miałby mieć lżej? Do roboty.

No, to kończymy artykuł. A nie, nie wykpię się tysiącem znaków. Brnijmy dalej.

*Uwaga – cały czas mówię o ogniskowych w kontekście aparatu pełnoklatkowego, czyli de facto odnosząc się do kojarzonych z tymi ogniskowymi pól widzenia. Dlatego dla formatów matrycy innych niż pełna klatka, czyli np. nikonowego DX, należy zwrócić uwagę na ekwiwalent ogniskowej po wykorzystaniu umownego mnożnika (najczęściej spotykany to ×1,5). Do D850 czy innej lustrzanki pełnoklatkowej wybierzemy obiektyw o ogniskowej 50 mm, a do D7500 czy innej lustrzanki z matrycą DX – 35 mm.

Dlaczego właśnie 50 mm?

Artystycznie/kreacyjnie pięćdziesiątka niczego nie ułatwia. Nie ma efektu łał, bo niczym się nie wyróżnia. Dlaczego to zaleta? Bo zmusza do kombinowania, myślenia o tym, gdzie się ustawić, co zrobić, żeby zdjęcie było ciekawe. Zmusza do rozważnego komponowania ujęć i zwrócenia uwagi na wszystkie plany kadru. Nie „przybliży” fotografowanego obiektu jak tele ani nie wciśnie w kadr imponującej panoramy jak obiektyw szerokokątny. W pewnym sensie pięćdziesiątka nie ma własnej osobowości, ale potrafi udawać. Jak się człowiek dobrze postara, to wyciśnie z niej wrażenie lekko szerokiego kąta albo krótkiego teleobiektywu. Brak możliwości szybkiej zmiany ogniskowej mobilizuje do główkowania, tutaj zdjęcie się samo nie zrobi. Trzeba się nachodzić. I tu dochodzimy do bardzo ważnej sprawy.

Chodzi mianowicie o niezbędne przy pracy wszystkimi obiektywami stałoogniskowymi zoomowanie nogami. Żeby pokazać coś z bliska, trzeba się do tego czegoś zbliżyć. Żeby zarejestrować krajobraz i w ogóle szeroki kąt widzenia, trzeba się od obiektu oddalić. Dziś czasy bez obiektywów zmiennoogniskowych wydają się prehistorią. Ale nie – chwileczkę, a telefony komórkowe? Wciąż większość z nich, nawet tych robiących całkiem dobre technicznie zdjęcia, ma wbudowany obiektyw stałoogniskowy. Istnieją telefony z wbudowanymi kilkoma obiektywami, z których każdy ma inną ogniskową, ale to wciąż nie zoomy. Tak czy siak, nawet jeśli w najbliższym czasie pojawią się telefony z aparatami dającymi możliwość płynnej zmiany ogniskowej obiektywu, większość z nas wciąż ma w kieszeni telefon ze stałką. Czyli w sumie wszyscy fotografujemy obiektywami stałoogniskowymi. Dlatego nawet osoby najmniej zainteresowane techniczno-artystyczną stroną fotografii podczas robienia zdjęć zoomują nogami. No i świetnie – może będzie was łatwiej namówić na to ćwiczenie ;-)

01 02 Dzięki niewielkiej najkrótszej odległości ogniskowania obiektywy 50 mm świetnie nadają się do fotografii niedużych przedmiotów. Nie jest to co prawda makro, ale to kolejny przykład, że przy odpowiednim nastawieniu fotografa pięćdziesiątka to prawdziwy szwajcarski scyzoryk.

Pięćdziesiątka (tak jak inne stałki) nie spowalnia procesu decyzyjnego i pozwala na błyskawiczne wykonanie zdjęcia, bo nie ma co szukać najlepszej ogniskowej – jest tylko jedna. Między innymi dlatego pięćdziesiątki (i inne umiarkowane ogniskowe, jak np. 35 mm) były i są powszechnie używane przez osoby zajmujące się fotografią uliczną, w której niezwykle ważna jest szybkość reakcji. Dodajmy do tego nabyte drogą doświadczenia wyczucie pola widzenia naszego obiektywu i mamy receptę na sukces. Oczywiście znaczenie przyswojenia sobie pola widzenia dotyczy nie tylko pięćdziesiątki, ale też każdej innej ogniskowej. Na pewno nikomu nie zaszkodziłoby powtórzenie niniejszego ćwiczenia z innymi obiektywami – zwłaszcza z 28 mm, 35 mm i 85 mm, bo są to ogniskowe, które choć mają swój charakter, nie wchodzą w ekstrema ultrawide/ultratele. Chodzi o to, żeby przyzwyczaić się do najważniejszych cech optyki (pole widzenia, perspektywa), dzięki czemu łatwiej i szybciej podejmuje się decyzje w trakcie fotografowania. Na przykład – będziemy wiedzieli, czy scena, której chcemy zrobić zdjęcie, wymaga 28, czy 35 mm.

01 02 Duży otwór względny w połączeniu z małą odległością ogniskowania pozwalają osiągnąć małą głębię ostrości i w pewnym sensie udawać krótki teleobiektyw.

Są też inne, już nie tylko edukacyjne i prędkościowe, zalety.
Obiektyw 50 mm to:

– obiektyw dobry optycznie, ponieważ nie jest to konstrukcja skomplikowana;
– obiektyw jasny; zazwyczaj w okolicach f/1.7–1.8, ale nie trzeba sprzedawać nerki, żeby kupić model z otworem względnym f/1.4 – w porównaniu z zoomami to znakomity wynik. Duży otwór względny zwiększa elastyczność kreatywną, dając dostęp do małej głębi ostrości, oraz umożliwia fotografowanie w słabym oświetleniu bez konieczności podnoszenia ISO.
– obiektyw tani, co jest ogromną zaletą :-) Tak naprawdę najważniejszy jest tu oczywiście ten stosunek jakości do ceny (parametry i jakość optyczna).

Kiedyś, w zamierzchłych czasach aparatów na klisze, obiektywy o ogniskowych z przedziału 40–55 mm były uznawane za standardowe i dodawano je do aparatów w zestawie. Były odpowiednikami dzisiejszych niezbyt wyrafinowanych zoomów „kitowych”. Elastyczność, jeśli chodzi o wybór ogniskowej, miały oczywiście znacznie mniejszą (czyli zerową), ale jakość obrazu i otwór względny (czyli jasność obiektywu) na zupełnie innym poziomie. Pięćdziesiątka była standardem, bo: 1) była prosta i tania w produkcji; 2) dawała neutralną perspektywę podobną do tego, co widzimy gołym okiem; 3) jej ogniskowa jest zbliżona do przekątnej materiału światłoczułego (czyli klatki małego obrazka). Co prawda matematyka przekonuje, że w przypadku małego obrazka ogniskowa ta powinna oscylować w okolicach czterdziestu paru milimetrów (i niektórzy producenci mieli w swojej ofercie takie szkła), ale najczęściej padało na 50 mm. W tych starych dobrych czasach niniejszy artykuł nie miałby sensu, bo i tak przez jakiś czas po zakupie aparatu wszyscy fotografowali obiektywem 50 mm – tylko taki był w zestawie z aparatem, a świat nie został jeszcze naznaczony piętnem zoomów.

Przebieranki

Wspomniałem, że pięćdziesiątka potrafi udawać inne ogniskowe. W celu uzyskania „efektu” teleobiektywu (np. do portretu) należałoby fotografować przy w pełni otwartej przysłonie (lub przymkniętej minimalnie). Fotografowany obiekt/człowiek powinien znajdować się dość blisko aparatu (ale nie na tyle, żeby pojawiły się przerysowania perspektywy – za duży nos itp.), a drugi plan/tło dość daleko od głównego obiektu, żeby podkreślić efekt rozmycia spowodowany małą głębią ostrości.

Z kolei by udać umiarkowany szeroki kąt, jeśli fotografujemy płaski widoczek, wystarczy odpowiednia odległość (taka, żeby objąć pożądany wycinek rzeczywistości). Jednak jeśli zależy nam na sfotografowaniu czegoś „na tle”, umieszczamy to coś lub tego kogoś blisko obiektywu (może być bardzo blisko – wtedy uzyskamy efekt przerysowania pierwszego planu charakterystyczny dla szerokiego kąta), a wartość przysłony wybieramy taką, żeby głębia ostrości obejmowała nie tylko główny element fotografii, ale również tło (wszak duża głębia ostrości to ważna cecha zdjęć wykonanych optyką szerokokątną). Oczywiście nie zapominamy o takiej odległości od sceny stanowiącej tło, żeby zmieścić ją w kadrze.


Ponieważ pięćdziesiątka nie ma własnej osobowości, przyjmuje osobowość, na którą wskazują inne aspekty fotografii: mała głębia ostrości i człowiek = portretówka, czyli teleobiektyw; malowniczy pejzaż lub miejsca panorama = szeroki kąt.

Nie oszukujmy się jednak, że pięćdziesiątka zastąpi optykę długo- i krótkoogniskową. I nie o to w opisywanym ćwiczeniu chodzi. Chodzi natomiast o uświadomienie sobie, jak wiele zależy od samego fotografa: jego inwencji i przedsiębiorczości.

Apelik

Po wykonaniu ćwiczenia należy oczywiście obejrzeć zrobione zdjęcia. Obejrzeć i zanalizować. Co się udało? Co się nie udało? Mam prośbę, żebyście nie nastawiali się na oszałamiające rezultaty (zresztą nie oszukujmy się – zdjęcia ilustrujące niniejszy artykuł konkursów nie wygrywały… ;-) ). Nie nastawiajcie się na „miło i przyjemnie”. Nie nastawiajcie się na szybkie efekty. Nie zrażajcie się niepowodzeniami. Bez pracy nie ma kołaczy. Nikt nie mówił, że trening to łatwa sprawa. Ale na pewno warto zainwestować ten czas, bo potem może być już tylko łatwiej, szybciej i lepiej. Zapewniam. Do następnego razu.

01 02 Odpowiednie kadrowanie i właściwe odejście wystarczają, żeby przebrać pięćdziesiątkę w szaty delikatnego szerokiego kąta.
Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

maryan

Witam. Po trzech miesiącach obserwacji Szerokiego Kadru postanowiłem jednak dołączyć do grona zarejestrowanych użytkowników portalu. Pomógł mi w tym autor tego tekstu, za co mu dziękuję. Lekcja, jaką zadał do odrobienia, ćwiczenie ze stałkami, pobudziła jedynie moje wspomnienia, gdy sam kiedyś zacząłem moją przygodę z tego typu obiektywami po latach przyzwyczajenia się do zoomów. Ale specjalnie nie zaskoczyła mnie wtedy opcja „nożnego” zooma, bo to było oczywiste od początku. Zaskoczył mnie fakt, że jakoś dziwnie „uciekała” mi ostrość, a w zasadzie jej głębia. A zaczynałem od obiektywu jasnego, bo f/1.8. Jego 35 mm miało mi posłużyć do zdjęć w mrocznych ostępach leśnych. Wybór tej ogniskowej był efektem analizy moich zdjęć plenerowych, robionych wcześniej zoomem (18-135), gdzie średnia ogniskowych miała mniej więcej tę wartość, czyli około 35 mm. Ale głównie chodziło mi w tym obiektywie o jasność, aby uciec od szumów, ale skończyło się walką nie z szumami, a z „uciekającą” głębią ostrości. I tak potem trafiłem na moje kolejne odkrycia, tj. hiperfokalną, i plenerowe zastosowanie statywu w dzień. Jednak, jakkolwiek fotografowanie stałką bywa wymagające, a korzystanie z zoomów nadal u mnie nieco przeważa w codziennej praktyce plenerowej, to ta pierwsza stałka w moim przypadku stała się czynnikiem pobudzającym do poszukiwań. Stała się katalizatorem rozwoju moich technik fotografowania. Owa 35-tka dziś służy mi już jednak nie do plenerów, a głównie do mojej domowej fotografii portretowej. Muszę tylko pamiętać, aby ujęcia postaci robić nieco „luźniej”, czyli z lekko powiększonego dystansu. Ale moje doświadczenia z 35-tką przydały się w pełni, gdy nabyłem potem drugą moją stałkę. Tym razem to był całkowicie manualny obiektyw 10 mm / f2.8. Jego kąt widzenia 109,5 st. był mi niezbędny do plenerów w ciasnych uliczkach starych miast oraz we wnętrzach (pałace, muzea, kościoły, dom), gdzie na wspomaganie zooma sprzętowego jego „nożną” opcją nie było warunków. I w tych zastosowaniach bywa używany w ok. 80-90% zdjęć. Szkiełko to daje niezwykle ostre obrazy, mimo że nie ma AF, ale ustawienia ostrości, po dojściu do wprawy, to teraz bajka. Mam w aparacie funkcję wspomagania specjalnym podglądem ustawień ostrości dla MF i w otwartych plenerach (przy przesłonie 5.6, czy więcej) tylko raz ustawiam pierścień ostrości i tylko potem pilnuję, aby go przypadkiem nie odstawić. Nieco więcej wymagają ciemne wnętrza, bo wtedy, gdy przesłonę otwieram całkowicie na 2.8, spada głębia ostrości i trzeba częściej kontrolować ostrość. Bywa niekiedy, że chcąc sfotografować jakiś detal mając podpięty tak mocno szeroki kąt i nie mając czasu zmienić na zoom, „zoomuję” nogami. Jednak świetne szkło daje mi możliwość uzyskania tak ostrego obrazu, że wycięty detal jest nadal dobrej jakości. Na koniec dodam, że dodatkową, wielką zaletą mojej stałki manualnej jest jej natychmiastowa gotowość do „strzału”. Nie ma bowiem zwłoki na łapanie AF (wybór punktu pomiaru, czas zadziałania mechanizmu AF). Ta jej cecha ratowała mnie już nie raz, gdy musiałem być szybszy niż wchodzące mi w kadr niechciane elementy kompozycji (pojazdy, ludzie).

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

a.rz.m

Pionierzy fotografii. William Henry Fox Talbot. Co fotografia ma wspólnego z pułapką na myszy?2019-03-14 07:07:31 a.rz.m

Do zgłębienia zagadnień historii fotografii dobra jest pozycja lekturowa "Historia fotografii"…

gataro

Giles Clement2019-03-12 22:19:43 gataro

Podziwiam ...:)…

kasia98

Fotografia dla początkujących – kompozycja i kadrowanie2019-03-09 19:24:55 kasia98

Jak się pogoda poprawi, zacznę testować ustawienia kadru…

kasia98

Masayasu Sakuma2019-03-09 19:19:21 kasia98

Uwielbiam takie klimaty!…