Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Sposoby fotografowania | Postedycja | Po godzinach | 26.01.2015 | Średnio zaawansowani | Powiększ tekst:

Trening fotografa kontratakuje – ciemną zimową nocą

Łukasz Kacperczyk

Dowiedz się, jak rozwijać się fotograficznie bez aparatu w dłoni

Dodaj do schowka Komentarze: 3

Dwa miesiące temu zachęcałem do praktycznych ćwiczeń, które mają za zadanie rozwijać umiejętności fotograficzne – uczyć wstrzemięźliwości (by nie strzelać bezmyślnie setek niczym nie różniących się od siebie zdjęć), podejmowania odpowiednich decyzji (przez ponoszenie ich konsekwencji bez możliwości powtórki), szacunku dla własnych wyborów, dla cudzej twórczości itd., itp. Założenie było takie jak w każdej dobrej diecie czy skutecznym treningu – narzucić sobie reżim/ograniczenia i wytrwać aż do szczęśliwego zakończenia. Najlepiej by było, gdyby w trakcie tych wyrzeczeń pacjent zapałał do nich sympatią, co znacznie zmniejsza męki. W drugiej części Treningu fotografa będzie nieco łatwiej – w każdym razie bez wychodzenia z domu.

Ze względu na pogodę zima nie zachęca do spacerów fotograficznych (a niech to – już późną jesienią robi się trudno…), zwłaszcza jeśli mrozom i wiatrom nie towarzyszy śnieg, który potrafi w niezwykle efektowny sposób uporządkować przestrzeń zarówno kolorystycznie, jak i fakturowo. Kiedy zimą śniegu nie ma, znacznie trudniej się zebrać, by wyjść z domu z aparatem – nawet na zalecane dwa miesiące temu ćwiczenia. Nie znaczy to, że możemy z czystym sumieniem zaniedbać własny rozwój fotograficzny. Poniżej znajdziecie kilka wskazówek na długie zimowe wieczory.

Znajdź wygodny fotel, czyli ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy

Ponoć najlepszym towarzyszem kulturalnego człowieka jesienno-zimową wieczorową porą jest dobra książka (i oczywiście wygodny fotel). W naszym wypadku będzie to oczywiście książka fotograficzna. Wiem, że niektórzy artyści przekonują, że nie oglądają prac innych (nie słuchają ich muzyki, nie oglądają filmów – w zależności od swojej profesji), żeby się za bardzo nie inspirować i nie próbować ich naśladować/kopiować, nawet nieświadomie. Jednak po pierwsze, zakładam, że czytelnikowi Szerokiego Kadru zależy na rozwoju, a po drugie – odrobina oczytania i opatrzenia jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Może przynajmniej pozwoli uniknąć wyważania otwartych drzwi i ulegania samozachwytowi nad swoimi osiągnięciami (bo istnieje duża szansa, że ktoś już wcześniej zrobił to samo, i to lepiej). Tak czy siak – warto oglądać cudze zdjęcia. Ale nie pobieżnie, na szybko i powierzchownie, lecz dogłębnie i z zastanowieniem.

Oglądając zdjęcia w albumach, starajmy się zadawać pytania i szukajmy na nie odpowiedzi. Pochylmy się nad pojedynczymi fotografiami – jak są skomponowane? Którędy oko widza wędruje po kadrze? Które elementy obrazu są najważniejsze i w jaki sposób fotograf zwrócił na nie naszą uwagę? Zastanówmy się, które z oglądanych zdjęć najbardziej nam się podobają? Dlaczego nam się podobają? Dlaczego inne ujęcia nie robią na nas takiego wrażenia? Nie zatrzymujmy się jednak na pojedynczych ujęciach. Skoro mamy w rękach cały album, skończoną całość, przeanalizujmy jego konstrukcję. W jakiej kolejności zostały ułożone zdjęcia? Czy książka ma czytelną narrację? Jak rozłożono akcenty? Jak format i objętość albumu wpływają na jego odbiór? W jaki sposób wydrukowano zdjęcia – czy mają dookoła ramkę, miejsce na oddech, czy zajmują całą powierzchnię strony?

Wbrew pozorom są to zagadnienia ważne dla fotografa, ponieważ wpływają na odbiór jego pracy. Nawet jeśli w najbliższej przyszłości nie grozi nam publikacja albumu, takie analityczne podejście sprawi, że nie tylko spojrzymy na cudze zdjęcia bardziej świadomie, ale też sami zaczniemy bardziej świadomie fotografować.

A co, jeśli znamy swoje albumy na pamięć? No cóż – zawsze można coś pożyczyć od znajomego (np. album fotografa, którego nie znamy lub za którym nie przepadamy), kupić nowy (dobry pretekst na pogwiazdkowe zakupy!), w ostateczności pooglądać w księgarni, a najlepiej w księgarnio-kawiarni, bo wtedy mamy nawet szansę na wygodny fotel.

Nie samą fotografią człowiek żyje

Jak widać, namawiam na spędzanie czasu bez aparatu w ręku na wnikliwym oglądaniu zdjęć. Jednak może powinienem powiedzieć: „obrazów”. Nie warto się bowiem ograniczać wyłącznie do fotografii. Wizualne inspiracje i materiał do analizy znajdziemy np. w malarstwie, grafice, rysunku. Przyjrzyjmy się czarno-białym grafikom i porównajmy środki wyrazu wykorzystane przez autorów z czarno-białą fotografią. To samo dotyczy prac kolorowych. Zwróćmy uwagę na to, jak malarze operują perspektywą, by osiągnąć rezultaty różnych ogniskowych obiektywów (no, w każdym razie, jeśli spojrzymy na tę kwestię ze współczesnej perspektywy). Pamiętajmy, że o ile w wypadku fotografa kompozycja/kadrowanie to nierzadko kwestia chwili, instynktu (zwłaszcza np. w reportażu lub fotografii ulicznej), o tyle malarz czy grafik – ze względu na pracochłonność swojej dziedziny – wszystko, każdy najdrobniejszy szczegół musi sobie zaplanować. Warto uszanować te decyzje i nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, postarać się zrozumieć, dlaczego zostały podjęte.

Polecam zacząć od wielkich mistrzów, ale w naszym treningu wcale nie chodzi o to, by oglądać prace najlepsze. Świadomość, dlaczego coś nam się nie podoba, jest równie cenna jak świadomość, dlaczego coś innego od razu do nas przemawia. Malarstwo najlepiej oglądać w oryginale – na ścianach muzeum, żeby zobaczyć je w formie, w jakiej stworzył je artysta (np. jeśli chodzi o wielkość, fakturę itd.). Oczywiście to samo można by powiedzieć o zdjęciach, ale albumy fotograficzne, o których pisałem wcześniej, to nieco inna sprawa – są czymś więcej niż sumą swoich części.

Weź się do roboty

Na koniec propozycja nieco mniej teoretyczna i oparta na obserwacji. W dawnych czasach, kiedy fotoamatorzy, którzy chcieli mieć pełną kontrolę nad wyglądem zdjęcia, fotografowali na czarno-białej kliszy, ponieważ z różnych względów tylko ten materiał pozwalał na samodzielne przygotowanie odbitek, wielu fotografów późną jesień i zimę spędzało w ciemni. Dziś przeciętny fotoamator nie musi już wąchać chemikaliów, bo całą pracę wykonuje w komputerze, ale praktyka nadal czyni mistrza. Dlatego, jeśli nie pociąga nas fotografowanie we wnętrzach (portret studyjny, martwa natura itp.), usiądźmy do komputera (oczywiście z odpowiednio skalibrowanym monitorem) i weźmy się do roboty.

01 02 Jednym z ćwiczeń z obróbki graficznej może być podjęcie próby uratowania fotografii, która w oryginalnej formie niczym się nie wyróżnia. Nie stworzymy tak arcydzieła, ale zdobyte w ten sposób umiejętności mogą się przydać podczas pracy nad ujęciami, które są dla nas cenniejsze.

Możliwości jest oczywiście mnóstwo. Z jednej strony, można poświęcić ten czas na doskonalenie wypracowanej wcześniej metody pracy; z drugiej strony – zachęcam oczywiście do eksperymentów i prób wbrew sobie (wiadomo). Ale niech będzie, nie musi być tak zupełnie pod włos. Wystarczy, że wymyślimy sobie jakieś konkretne wyzwania i spróbujemy je zrealizować – np. przygotujmy zestaw przeznaczony do wydruku w małym formacie (np. 10×15 cm). I odwrotnie – pokombinujmy nad fotografiami, które wymagają prezentacji w dużym formacie. W małym formacie sprawdzą się mocne, wyraziste kompozycje, a w dużym mamy okazję docenić detale i subtelności.

To podpowiedzi edytorskie, ale zachęcam też do ćwiczeń z obróbki fotografii, tradycyjnie najlepiej, by były to sposoby, jeśli nie obce, to przynajmniej uwierające i niewygodne. Jeśli nasze archiwum zapełniają zdjęcia kolorowe, zajmijmy się konwersją do skali szarości. Jeśli wyznajemy zasadę niekadrowania fotografii już po naświetleniu zdjęcia, poszukajmy w zbiorach obrazów, które dzięki odpowiedniemu przycięciu zyskają nowe życie.

Opisane wyżej pomysły to ledwie ułamek możliwości fotograficznego doskonalenia się „na sucho” – bez aparatu w ręku. Jeśli ktoś uczciwie przepracuje opisane w pierwszej części Treningu ćwiczenie z ograniczeniem się do jednej ogniskowej, po jakimś czasie nawet bez aparatu zacznie widzieć świat jakby przez tę ogniskową. To samo dotyczy oglądania cudzych zdjęć – mistrzów i amatorów. U tych pierwszych zaczynamy zauważać powtarzalność pewnych zabiegów, które zapewniają sukces; u tych drugich zidentyfikujemy najczęściej popełniane błędy. Tak czy siak – nasz umysłowy arsenał fotograficzny stale się wzbogaca. Wystarczy „konsumować” fotografię i inne sztuki wizualne w krytyczny sposób, by z każdego zetknięcia się z obrazem wyciągnąć coś dla siebie. Pamiętajcie, że kto pyta, nie błądzi.

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

bartus_m

Dobrze sie czytalo, takie "wez sie w garsc i skoncz biadolic" :)

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

jojas

Krok po kroku – 5 minut przy komputerze – 7 błędów edycji2018-02-18 07:49:44 jojas

Fajny artykuł. A tak celem wyjaśnienia co niektórym. Artykuł jest o tym że proces twórczy…

Redakcja-SK

Artur Nyk2018-02-15 15:50:08 Redakcja-SK

niestety żaden wpis nie oczekuje na akceptację. Prosimy o ponowny komentarz.…

lenek77

Artur Nyk2018-02-15 11:21:12 lenek77

Mi również wywiad bardzo się podobał - szczery naturalny przekaz bez napinki chyba odrobię…

opti

Artur Nyk2018-02-15 02:39:04 opti

Ciekaw jestem , czy i kiedy zamieści admin zamieści mój post /byłem nie zalogowany/…