Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Po godzinach | 10.11.2011 | Zaawansowani | Powiększ tekst:

Surrealizm i kolaż w fotografii

Arek Kempka

Poznaj tajniki fotografowania tego, co nie istnieje
Dodaj do schowka Komentarze: 13

Wstęp

Niełatwo jest dziś obrazem czy zdjęciem zadziwić ludzi, szczególnie mieszkańców rozwiniętych regionów świata, mających dostęp do telewizji, kina oraz chyba najbogatszego źródła, jakim jest obecnie internet. A jednak wciąż jest to możliwe - właśnie tym zajmuje się surrealizm. Autorzy takich prac sięgają w głąb swojej wyobraźni, aby stworzyć dzieło jednocześnie oderwane od rzeczywistości i na tyle z nią związane, że do złudzenia przypomina sen, gdzie świat realny miesza się z ułudą. Cele są różne: czasem takie zdjęcia mają nas bawić, czasem zaintrygować, kiedy indziej nawet zaniepokoić. Tak czy inaczej, prawie nie sposób przejść obok nich obojętnie. Nie dziwi zatem fakt, że twórcy reklam dość często sięgają po to narzędzie, dodając w ten sposób swoim produktom intrygującego charakteru. Produkcje te, choć dość popularne, zdają się nigdy nie nudzić odbiorcom.

Postaram się przybliżyć czytelnikom temat surrealizmu i blisko związanego z nim kolażu jako form ekspresji, które już na dobre zagościły w fotografii. W drugiej części opiszę sesję zdjęciową nawiązującą do tego nurtu.

Sen czy jawa

Zacznę dość podręcznikowo, czyli od definicji pojęć i odrobiny historii. Surrealizm wypłynął z dadaizmu, ruchu odrzucającego wszelkie wcześniejsze ograniczenia w sztuce. Był to kolejny nurt sprzeciwiający się dotychczasowym standardom i konwencjom artystycznym.

Wszystko zaczęło się w 1924 roku od Manifestu Surrealistycznego André Bretona. Zaczęło się oficjalnie, bo inspiratorem dla surrealistów był przypuszczalnie nie kto inny jak sam Hieronim Bosch, żyjący 400 lat wcześniej. Termin "surrealizm" został stworzony w 1917 roku, przez awangardowego poetę polskiego pochodzenia Guillaume'a Apollinaire'a.

Surrealistów fascynowała podświadomość, która według nich tak naprawdę kieruje człowiekiem. Szczególnie interesowała ich psychoanaliza - lecz bez wzajemności. A ściślej mówiąc, Zygmunt Freud nie traktował ich poważnie.

W twórczości surrealistów przeważały wizje z pogranicza jawy i snu, przypadkowe skojarzenia, co często dawało groteskowe efekty. Obrazy odrealnione, kreacje burzące logiczny porządek rzeczywistości, nierzadko absurdalne i prowokacyjne - to znaki rozpoznawcze nurtu.

Najbardziej znanymi przedstawicielami tego kierunku są malarze. Cóż, sztuka wizualna dominuje w naszej kulturze, zatem nie ma ma się co dziwić. Pozwólcie, że wymienię kilka nazwisk, których moim zdaniem nie można pominąć w tym artykule.

O prekursorach słów kilka

Myślę, że tego malarza nie trzeba nikomu przedstawiać - Salvador Dalí, ze swoją metodą "paranoiczno-krytyczną", jest powszechnie uważany za głównego przedstawiciela surrealizmu, przez niektórych zaś za zdolnego malarza, ale kabotyna. Sam André Breton odciął się od jego osoby i stworzył anagram z jego nazwiska: Avida Dollars, czyli "chciwy dolarów", po tym jak Dali "skomercjalizował się" podczas pobytu w Ameryce. Niemniej jednak jego ekscentryczna postać nierozłącznie kojarzy się z tym stylem. I choć rozumiem punkt widzenia Bretona, to sam nie widzę powodów, dla których artysta nie miałby otrzymywać godziwej zapłaty za swoją pracę.

Z najbardziej reprezentatywnych artystów tamtego okresu należy jeszcze wspomnieć René Magritte'a. Belg malował charakterystyczne, bardzo estetyczne obrazy. Wszystko było ugładzone, niemalże sterylne, a kompozycja starannie przemyślana. W swoich pracach umieszczał obiekty w kontekście obcym widzowi, co dziś jest często wykorzystywane w reklamie. I głównie przez tę technikę konfrontacyjnego zestawienia pozostaje on jednym z najbardziej inspirujących surrealistów.

Jest jeszcze Max Ernst - niemiecki malarz, znany także z charakterystycznych kolaży. Kolaż, tak jak surrealizm, to termin francuski. Oznacza technikę artystyczną polegającą na łączeniu malarstwa lub rysunku z kompozycjami stworzonymi z naklejanych fotografii, innych rysunków, grafik, tkanin oraz przedmiotów. Efekty są różne, niekiedy całość jest dość spójna, ale najczęściej kolaż przypomina przypadkową kompozycję różnych elementów.

Max Ernst to prawdziwy mistrz kolażu

Wymieniłem tylko garstkę artystów, wybaczcie, że pominąłem innych, którzy z pewnością również zasługują na miejsce w panteonie surrealizmu. Pamiętajmy jednak, że ten artykuł to nie podręcznik sztuki współczesnej.

Portret Davida Lyncha autorstwa Andrzeja Dragana, czyli surrealistyczne spojrzenie na surrealistę. Portret Davida Lyncha autorstwa Andrzeja Dragana, czyli surrealistyczne spojrzenie na surrealistę.

Krótki film o surrealizmie

Poza literaturą i malarstwem surrealizm dość wcześnie zaistniał także w kinie. Salvador Dalí współpracował przy debiutanckim filmie Luisa Bunuela Pies andaluzyjski. Z pewnością długo można by debatować nad jego symboliką. Jednym ze współczesnych twórców kina, dla których surrealizm niewątpliwie ma duże znaczenie, jest David Lynch. Twin Peaks to klasyczny już serial opowiadający o pozornie zwyczajnym amerykańskim miasteczku. Jednak rzeczywistość przeplata się z wizjami rodem z sennego koszmaru, nic nie jest jasne i oczywiste. Bohaterowie skrywają mroczne sekrety, co krok niespodziewanie pojawiają się nierealne okoliczności i groteskowe postacie. Dlatego też sportretowanie reżysera przez Andrzeja Dragana w widocznej obok kompozycji nie powinno nikogo dziwić. Nieistotne, dlaczego widać na nim akurat kurę. Ważne jest za to zaskakujące i absurdalne zestawienie. A to właśnie istota nadrealizmu, jak po polsku nazywa się surrealizm.

Nareszcie o zdjęciach

Omawiany kierunek szybko zaadaptował nowe środki wyrazu - wspomniany już film oraz fotografię. Dobrym przykładem może być praca Philipa Halsmana z 1948 roku. Na zdjęciu nie kto inny, tylko sam senor Dalí. Ujęcie, przez postać charakterystycznego artysty, kompozycję lewitujących przedmiotów, zestawienie przypadkowych elementów, idealnie wpisuje się w charakter stylu. Nie należy się tu doszukiwać większego sensu - to po prostu obraz, który wymyślili sobie twórcy zainspirowani innym zdjęciem (podobno chodziło o pracę Harolda Edgertona, Mleczny diadem - The Milk Drop Coronet - z 1936 r.), dodając elementy, które przyszły im w danej chwili do głowy. Z ciekawostek można dodać, że dla końcowego efektu wszystko trzeba było powtarzać 26 razy, a sesja trwała ponad 5 godzin. Pamiętajmy, że to było grubo przed erą cyfrowej fotografii i Photoshopa. Retusz oznaczał ręczne zamalowywanie partii obrazu, a ujęcie musiało się udać za jednym pstryknięciem migawki.

Wykonane wspólnie z fotografem Philippem Halsmanem zdjęcie Dalí Atomicus powstało w 1948 roku. Widoczne dwie wersje – przed retuszem i po retuszu.

Wpływ surrealizmu na współczesną sztukę i reklamę jest przemożny, lecz nie zawsze oczywisty. Dziś najczęściej mamy do czynienia ze swoistym postmodernistycznym melanżem, którego dobrym przykładem są fotografie Davida LaChapella. Ten niegdysiejszy protegowany Andy'ego Warhola balansuje na granicy kiczu i tworzy zdjęcia gwiazd, mocno zahaczając o surrealizm, dodając sporą dawkę pop-artu. Fotografował m.in. dla Lavazzy, marki znanej niektórym bardziej z wyjątkowych kalendarzy niż z kawy. Firma od 20 lat zatrudnia topowych fotografów do realizacji sesji, których wynikiem są zdjęcia niejednokrotnie nawiązujące do omawianego kierunku.

Często występujące u LaChapella nagość i symbole seksualne są powszechnie wykorzystywane do sprzedaży wszystkiego, niezależnie od konotacji produktu z erotyką. Weźmy choćby inny znany kalendarz - zamawiany przez firmę Pirelli, również tworzony przez wielkich fotografów. Wiadomo, że jego odbiorcą są głównie mężczyźni, a na ich wyobraźnię zwykle działają rozebrane kobiety, które nie mają nic wspólnego z oponami. Jedno jest pewne - kiedyś nikomu nie przyszłoby do głowy tak reklamować markę mającą z erotyką tyle wspólnego co ryba z rowerem. I nie chodzi mi tu tylko o purytańską obyczajowość lat ubiegłych. Podteksty tej natury w reklamie, mniej lub bardziej subtelne, są wynikiem działania trendu wypływającego z surrealizmu, a rozwijającego się szczególnie od drugiej połowy lat 70. ubiegłego wieku.

Trochę po polsku

Rodzimy akcent w historii fotografii niekonwencjonalnej to pionier cyfrowego przetwarzania zdjęć Ryszard Horowitz, fotograf zamieszkały w Nowym Jorku, wielokrotnie nagradzany i wyróżniany na całym świecie. Nazywa siebie fotokompozytorem:

"Moja fotografia to wyobraźnia inspirowana z zewnątrz. Odnośniki są realistyczne, bo są to fragmenty z życia. Nazywam ją fotokompozycją, gdyż jest to kompozycja niezależnych od siebie elementów fotograficznych, podobna do akordu stwarzanego przez kompozytora z niezależnych od siebie dźwięków".

Faktycznie - to, co mówi, ma odzwierciedlenie w tworzonych przez niego fantastycznych wizjach. Wypracował charakterystyczny styl, który nieco odstaje od dzisiejszych standardów fotomontażu, ale jednoznacznie identyfikuje twórcę.
Wiele prac Horowitza stanowi idealne przykłady cyfrowych kolaży. Widoczna i zapewne zamierzona sztuczność kompozycji, czyli niezgodność perspektywiczna i niespójność oświetlenia poszczególnych elementów, sprawia, że całość wygląda jak układanka wycinanek zestawionych niekiedy zupełnie przypadkowo. Toż to czysty surrealizm, nawet jeśli ociera się o kicz. Niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy nie, trzeba przyznać, że fotograf ten tworzy w duchu surrealizmu i że inspirują do prace z tego nurtu.

Surrealistyczne fotomontaże tworzył także Zdzisław Beksiński, znany głównie z niesamowitego malarstwa fantastycznego. Wykształcenie architektoniczne sprawiło, że jego prace cechuje dbałość o detale oraz nienaganna perspektywa i światło. Jego przygoda z fotomontażem zaczęła się już w czasach tradycyjnej fotografii. Rozwinęła się ponownie w epoce Photoshopa, ale i tak artysta najpełniej wypowiadał się w malarstwie. Nie tworzył dla potrzeb reklamy, a swoim dziełom, rodem z mrocznego snu, nie nadawał nawet tytułów.

Prace René Magritte’a nieustannie inspirują m.in. twórców reklam. Powyżej reprodukcja słynnego obrazu Zamek w Pirenejach. Prace René Magritte’a nieustannie inspirują m.in. twórców reklam. Powyżej reprodukcja słynnego obrazu Zamek w Pirenejach.

Reklama post surreal

Surrealizm ze swoim zgłębianiem podświadomości wywarł wielki wpływ na oblicze reklamy. Tu kilka słów o reklamie dnia dzisiejszego. Obecnie nie wystarczy już zaprezentować produkt i jego zalety. Aby konsument zapamiętał główne przesłanie, czyli wizerunek i kojarzenie marki, reklama musi być na tyle kreatywna, by wyróżniała się na tle wielu podobnych. Chodzi o zakotwiczenie wizerunku brandu w umyśle potencjalnego klienta poprzez oddziaływanie na jego emocje. Reklamy sugerują lub wręcz ukazują, jak samopoczucie lub życie konsumenta danego produktu może zostać odmienione i poprawione. Nieważna jest spójność intrygi samej reklamy, istotne jest przesłanie - zasianie w świadomości, a najlepiej podświadomości odbiorcy pozytywnego skojarzenia z reklamodawcą. Wykorzystuje się np. konfrontacyjne zestawienie: nielatający normalnie obiekt unoszący się w powietrzu może sugerować lekkość smakową, kaloryczną czy nawet psychiczną. Jak widać, Zamek w Pirenejach Rene Magritte'a jest inspiracją dla wielu współczesnych twórców.

Kontrastowe i zaskakujące zestawienie angażuje odbiorcę reklamy, co powoduje, że przesłanie pozostaje w jego pamięci na dłużej. A o to właśnie chodzi. Praca rzeszy ludzi: art directorów, copywriterów, psychologów, grafików i innych specjalistów musi przynieść żądany efekt, a manipulacja jest podstawowym elementem dzisiejszego marketingu. Nic nie może być przypadkowe, nieprzemyślane. Obraz może sprawiać takie wrażenie, ale tak naprawdę wszystko czemuś służy, wszystko ma zadziałać w określony sposób.

Zwyczajne, wierne prawdzie zdjęcia zazwyczaj nie mają szans na zaistnienie w świecie reklamy. Rysowany przeze mnie wizerunek współczesnego biznesu reklamowego może się wydać niektórym nieco demoniczny, ale firmy wydają dziś więcej na marketing niż na rozwój i są to ogromne pieniądze. A duże pieniądze mają zapewnić konkretne efekty (czytaj: większe wpływy od konsumentów).

Kolaż czy nie kolaż

Mimo że w tytule artykułu umieściłem kolaż na równorzędnym miejscu z surrealizmem, skupiłem się przede wszystkim na tym drugim. To właśnie z tego źródła niezwykle często czerpią inspirację współcześni twórcy. Nie sposób nie zauważyć, że kolaż pozostał raczej narzędziem niż odrębnym gatunkiem.

Większość dzisiejszych zdjęć reklamowych z punktu widzenia techniki jest kolażem. Ich kompozycja składa się z elementów stworzonych oddzielnie. Najczęściej efekt jest niezauważalny, a całość sprawia wrażenie jednego ujęcia. Kiedyś technicznie było to bardzo trudne, wymagało żmudnej pracy manualnej: wycinania, klejenia i domalowywania. Dziś - dzięki doskonałym narzędziom komputerowym - staje się to coraz łatwiejsze, niemniej nadal jest czasochłonne. Przejdźmy już do części wyczekiwanej, mam nadzieję, przez amatorów fotografii stosowanej, czyli do opisu konkretnej sesji.

Lecimy w kosmos

Skąd pomysł na takie zdjęcie? Człowiek przez wiele stuleci bezskutecznie marzył o lataniu, możemy znaleźć tego odbicie przykładowo w mitologii greckiej. Choć umożliwiają to już współczesne wynalazki, nie do końca uważam to marzenie za spełnione. Samoloty, balony, lotnie czy spadochrony nie pozwalają na niczym nie skrępowane przemieszczanie się w przestworzach, o jakim śnił chyba każdy człowiek. Może namiastkę tego pragnienia realizują nieliczni goście przestrzeni kosmicznej, którzy wyrwani z zasięgu grawitacji mogą unosić się swobodnie. Jeżeli jednak przeciętni ludzie nie mogą w realnym świecie zaspokoić tych fantazji, warto choć poudawać, że jest to wykonalne, że choć na chwilę siła trzymająca nas przy ziemi może zniknąć.

Wykonanie fotografii w stylu surrealistycznym może być i łatwe, i trudne zarazem. Inspiracji i pomysłów nie brakuje, ale przezwyciężenie technicznych trudności to już inna sprawa. Pomyślałem o sesji, która już od dawna czekała na realizację. Miało to być zdjęcie szklanej kuli-pozytywki, ale zamiast figurek chciałem w niej zamknąć realne postacie. Pomysł postanowiłem wzbogacić o nieważkość, która ograniczona byłaby do przestrzeni zamkniętej szklaną sferą. Była to jedna z bardziej pracochłonnych sesji w mojej karierze. Nie było sponsora, a poprzeczkę ustawiłem sobie dość wysoko. Choć zwykle doradzam stawianie przed sobą trudnych wyzwań, nieograniczanie wyobraźni, szczególnie gdy pragniemy stworzyć zdjęcie nietuzinkowe, to w wypadku tej sesji sam musiałem nieco obniżyć oczekiwania.

Schodzimy na ziemię

Wyzwanie stanowił nie tylko brak budżetu, koniecznego zwykle do realizacji dość zaawansowanej produkcji. Problem tkwił raczej w organizacji zbyt wielu rzeczy w bardzo ograniczonym czasie. Najwięcej zachodu było z modelkami, kostiumami i meblami.

Tu rada do wszystkich fotografujących - upewnijcie się, że podołacie zadaniu jeszcze przed sesją, bo w przeciwnym razie zostaniecie autorami kolejnego przeciętnego zdjęcia, jakich powstało już całkiem sporo. Jak tego uniknąć? Po pierwsze, nie ma co porywać się z motyką na słońce, a jeśli już, to trzeba zaopatrzyć się w dość solidną motykę. Pisząc to, mam na myśli plany związane ze stylizacją. Znalezienie modelek to tylko część sukcesu, choć i to bywa niełatwe. Wybranie stylu i rekwizytów to już prawdziwe wyzwanie. Pewnie, że można puścić wodze fantazji i wybrać bajkową scenografię żywcem wziętą Alicji w krainie czarów. Ale chyba nie skłamię, twierdząc, że oczekiwania widzów po ostatniej doskonałej ekranizacji w reżyserii Tima Burtona są tak wysokie, że bez budżetu z minimum czterema zerami nawet z najlepszą motyką nie da rady. Równie dobrze można wynająć samolot pozwalający uzyskać pozorną nieważkość i tam zrealizować zdjęcia albo po prostu polecieć w kosmos ze sztabem ekspertów. To w przyszłości, na razie zejdźmy na ziemię.

Modelki fotografowaliśmy oddzielnie – w ten sposób łatwiej zapanować nad wszystkimi detalami. Fot. Grzegorz Sylla

Wiedząc, że sam nie podołam zadaniu, skorzystałem z kilku dostępnych kontaktów i rozpocząłem kompletowanie zespołu. Asystenta i retuszera już w studiu mam, więc do sesji potrzebowałem jeszcze kilku osób - stylistki, wizażystki, rekwizytora. Dwie pierwsze osoby zwykle łatwiej zachęcić do udziału w "portfoliowym", a więc pozbawionym wynagrodzenia, przedsięwzięciu. Jednakże rekwizytora rzadko skusi taka perspektywa. Tu kolejna wskazówka dla fotografujących - nie wahajcie się korzystać z pomocy rodziny czy znajomych. Od czego ich w końcu macie? Ja zrobiłem podobnie i propozycję nie do odrzucenia złożyłem żonie, która specjalizuje się w zupełnie innej dziedzinie, jaką jest stylizacja żywności. Po długim przekonywaniu w końcu się zgodziła i zostały mi już do "skompletowania" tylko modelki.

W wypadku takich zdjęć makijaż, fryzury i stylizacja są równie ważne jak praca fotografa. Fot. Grzegorz Sylla W wypadku takich zdjęć makijaż, fryzury i stylizacja są równie ważne jak praca fotografa. Fot. Grzegorz Sylla

Gdy prababcie były młode

Na tym etapie wiedziałem już, jak bardzo cofniemy się w czasie z klimatem stylizacji. Postanowiłem, że za natchnienie dla sesji posłuży stylistyka pin-up, a więc na zdjęciu pojawi się odrobina erotyki. Podobnie jak na rysunkach Gila Elvgrena - najbardziej znanego przedstawiciela tego stylu - nie mogło na przykład zabraknąć przypadkowo zadartej sukienki oraz widocznego pasa do pończoch. Chciałem, aby cała scenka rozgrywająca się w kuli była odrealniona, lecz miała jeden temat, którym w tym wypadku miał być "tea time". Potrzebny więc był stolik, dwa krzesła, dzbanek, filiżanki i kilka drobiazgów nad stół.

Trzeba też było ubrać modelki, niestety - jak to w mojej profesji zwykle bywa, sesja nie trafia z tematem we właściwą porę roku. Pin-up to przede wszystkim letnie stroje, a w sklepach wisiały już kolekcje jesienno-zimowe, więc stylistka nie miała łatwego zadania.

Powtórzę teraz to, o czym nieraz się już przekonałem - dobrze jest mieć choć jednego prawdziwego eksperta, kogoś, kto "siedzi" w temacie realizowanej sesji. Na szczęście mieliśmy Betty Q, znającą temat od podszewki (dosłownie!). Prawdziwą miłośniczkę pin-upu i burleski: organizatorkę i uczestniczkę wielu przedstawień tego typu. Jej udział w sesji okazał się nieoceniony. Oprócz pozowania aktywnie pomagała i rzeczowo udzielała rad przy doborze garderoby, makijażu i fryzur. Muszę przyznać, że dobranie dobrego zespołu to połowa sukcesu, reszta zależy już od fotografa.

Tu kolejna rada skierowana szczególnie do fotografów dopiero tworzących portfolia: zapomnijcie, wymażcie z pamięci, powiedzenie, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Oczywiście, że się zagląda! Nie miejcie skrupułów, oceniajcie i decydujcie, jakby to była sesja za duże pieniądze, a na szali leżała wasza budowana latami reputacja. Jeżeli trzeba coś zmienić, odrzucić modelkę, komuś z ekipy dać większe kompetencje, a innemu je ograniczyć - śmiało, zróbcie to. Liczy się dobre zdjęcie, a i tak wszystkich nie zadowolicie.

Kolejno odlicz

Znane powiedzenie "porządek musi być" ma szczególne znaczenie podczas pracy nad wieloelementowymi kompozycjami. Warto najpierw przygotować plan sesji, w którym rozpisuje się ujęcia w kolejności ich wykonywania. Dobrze, aby podczas zdjęć ktoś zaufany, na przykład asystent, zaznaczał ujęcia już wykonane, by uniknąć pominięcia któregoś etapu. Przydają się też rysunki, które pozwalają łatwiej sobie wyobrazić zamierzony efekt końcowy. Nie należy się jednak zbytnio przywiązywać do tych wyobrażeń, ponieważ czasem już nawet podczas sesji zdarza się, że koncepcja ewoluuje.

Przy tej realizacji już dzień przed sesją zaczęliśmy ustawiać scenografię, czyli w tym wypadku stolik z krzesłami. Pod nogami mebli umieściliśmy podkładki, żeby wszystko znajdowało się w docelowej pozycji. Jest to szczególnie ważne, jeśli fotografujemy obiektywami o krótkich ogniskowych, ponieważ każde przesunięcie czy obrót pociąga za sobą zmianę perspektywy. Poza tym niemałą rolę odgrywają też zmiany w świetle. Ustawienie to pomogło w doprecyzowaniu kompozycji i przetestowaniu jej w finalnym oświetleniu.

Jeśli tylko istnieje taka możliwość, polecam wykonanie zdjęć próbnych, w których nie muszą wystąpić modelki - może to być dowolna osoba, od biedy nawet innej płci. W tym konkretnym wypadku padło na asystenta, który świetnie wcielił się w rolę obu dziewczyn.

Wszystko już było

Kiedy zastanawiam się nad oświetleniem danej sceny, mam wrażenie, że nie da się nic nowego wymyślić. Może to i racja, ale można chociaż wybrać odpowiednie oświetlenie. Brałem pod uwagę kilka scenariuszy. Dlaczego ostatecznie wybrałem ten? Jak widać na zdjęciu i schemacie, nie zaszalałem. Ustawiłem przednio-boczne, miękkie oświetlenie wypełniające i kilka świateł kontrujących. Szczerze mówiąc, w mniejszym i białym studiu za światło wypełniające wystarczyłaby jedna lampa z czaszą i dyfuzorem umieszczona przy fotografie i skierowana na ścianę i sufit. Praca w dużym studiu często wymaga od fotografa bardziej świadomego operowania światłem.

Dlaczego tak prosto i bez udziwnień? Moim zdaniem, aby choć po części oddać klimat tamtych czasów, nie można zupełnie odciąć się od fotografii z epoki. Porównując pin-upowe rysunki Gila Elvgrena ze zdjęciami, na których były wzorowane, można dostrzec, że oświetlenie nie było kluczowym parametrem. Czasami do światła wypełniającego dodawano jeszcze kontrę lub używano światła asymetrycznie. Generalnie jednak fotograf starał się po prostu jak najlepiej wyeksponować wdzięki modelki. Mnie też przyświecał podobny cel, dodatkowo chciałem podkreślić zaburzenie grawitacji poprzez podkreślenie cieni na podłożu. Wystarczyła do tego jedna najwyżej ustawiona kontra. Po ostatecznym zaakceptowaniu strojów, fryzur i makijażu przeszedłem do fotografowania modelek. Fotografowałem je oddzielnie - robię tak zawsze, gdy to możliwe, bo o wiele łatwiej kontrolować układ ciała i mimikę jednej modelki.

Latać każdy może

Kluczowym zadaniem na sesji było zwalczenie siły grawitacji, która jak zwykle ciągnie nas w dół. Po wielu latach pracy w studiu miałem na to już kilka sprawdzonych patentów. Zacznę od zdjęcia modelek: Betty po prostu stała w swojej pozie, przytrzymując jedną dłonią filiżankę, a drugą podwiewaną przez asystenta spódniczkę. Patti starałem się uchwycić w trakcie siadania. Nogi oczywiście fotografowałem oddzielnie po wybraniu ujęć, do których mieliśmy je dopasować. Nie było potrzeby podwieszania modelek, wystarczyło posadzić je na wyższym stołku. Zadbałem jedynie, by układ nóg pasował do układu ciała w wybranych ujęciach.

Trzeba było jeszcze wykonać zdjęcia wszystkich unoszących się rekwizytów. Z kostkami cukru było najprościej - po prostu podrzucaliśmy je do zdjęć. Porcelana stanowiła większe wyzwanie. Musieliśmy ją podwiesić na żyłkach nad stołem, dzięki czemu uzyskaliśmy naturalne cienie na stole. Podobnie było z różami. Wstążka naturalnie też została sfotografowana oddzielnie, nie wspominając już o pozytywce, która de facto była porcelanowym puzderkiem, na które, po zdjęciu pokrywki, postawiłem szklany wazon o kulistym kształcie. I to już chyba wszystkie tajemnice. A świnię po prostu ktoś mi podłożył. I na tym koniec. Jak surrealizm, to surrealizm.

Dziękuję wszystkim, bez których ta sesja nie byłaby tak udana. Przy sesji pracowały:
Kamila Adamowicz - wizażystka
Agata Pal - stylistka
Betty Q - modelka, stylistka
Paulina Matuszczak - modelka
Zoyka Zielińska - wizażystka

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Zobacz podobne poradniki

rozwiń

Komentarze

Gosia

Gosia 2011-11-25 16:18:03

Świetny tekst... Nic dodac nic ująć.

kuniu

kuniu 2011-12-02 18:24:41

świetny artykuł :)  można gdzieś znaleźć efekt końcowy?

hilda

hilda 2014-07-10 03:01:03

Przydatny dla mnie tekst, wiele mogłam się z niego nauczyć ;) Dziękuję!

vardenafil

vardenafil 2014-09-20 10:02:53

Thank you very much for that glorious article

propecia

propecia 2014-10-21 02:29:26

Very enjoyed this! Well done!

silagra

silagra 2014-10-21 02:37:04

useful information. It’s really good

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

marian_f

Podziały w społeczeństwie2018-02-20 15:42:12 marian_f

Gratulacje dla wyróżnionych…

jojas

Krok po kroku – 5 minut przy komputerze – 7 błędów edycji2018-02-18 07:49:44 jojas

Fajny artykuł. A tak celem wyjaśnienia co niektórym. Artykuł jest o tym że proces twórczy…

Redakcja-SK

Artur Nyk2018-02-15 15:50:08 Redakcja-SK

niestety żaden wpis nie oczekuje na akceptację. Prosimy o ponowny komentarz.…

lenek77

Artur Nyk2018-02-15 11:21:12 lenek77

Mi również wywiad bardzo się podobał - szczery naturalny przekaz bez napinki chyba odrobię…