Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Sprzęt | Zagadnienia techniczne | 18.02.2019 | Początkujący | Powiększ tekst:

Lustrzanka i komputer kontra smartfon

Michał Leja

Dodaj do schowka Komentarze: 0
01 02 03 04 05 01 02 03 04 05 Czy warto jeszcze nosić ze sobą lustrzankę?

1. Cóż za piękne dla fotografii czasy nastały! Codziennie powstają miliardy zdjęć. W mgnieniu oka możemy dzielić się nimi z bliskimi i z resztą świata. Idąc tropem Annie Leibovitz, wszyscy mamy „najlepsze” aparaty, czyli telefony. Czemu najlepsze? Bo są z nami nierozłączne. Co nam po wspaniałym nikonie, kiedy leży w domu? Czy namawiam do fotografowania telefonem? Zależy. Telefon na pewno nie zastąpi lustrzanki. Mimo że rozdzielczości matryc sięgają już 16, a nawet 48 milionów pikseli, to jednak nie jest to samo. 

Przede wszystkim inna jest wielkość przetwornika, a co za tym idzie, optyka użyta do obrazowania. Na przykład iPhone 8, którym zostało zrobione zdjęcie nr 1, ma realną ogniskową 3,99 mm, co w połączeniu z rozmiarem matrycy (6×4,80 mm) daje kąt widzenia taki jak obiektyw 28 mm w pełnej klatce. Jak zapewne doskonale wiecie, ogniskowa to jeden z trzech parametrów wpływających na głębię ostrości. Kolejny argument za noszeniem ze sobą nikona to jakość obrazu, która wynika z bardzo wielu rzeczy, m.in. z wielkości punktów światłoczułych matrycy. We wspomnianym wcześniej iPhonie 8 punkt światłoczuły ma wielkość 1,22 μm, w Nikonie Z7 – 4,34 μm, a w modelu Z6 5,92 μm. Im większą powierzchnię ma „piksel” matrycy, tym więcej fotonów (przechodzących przez obiektyw) na niego pada, a wewnętrzny komputer aparatu może dokonać precyzyjniejszych obliczeń poziomów jasności i co za tym idzie, wygenerować obraz lepszej jakości. Do tego dochodzą wewnętrzne komponenty przetwarzające obraz. Licytować się można długo i zaciekle, ale jak dla mnie dzisiejsze telefony nie zastąpią aparatu, tak jak algorytmy AI rozmywające tło w smartfonowych trybach portretowych, które rozostrzają obszar wokół głowy, imitując małą głębię ostrości, nie zastąpią fizyki i optycznych właściwości obiektywów.

Gdybyście tylko zobaczyli, ile obliczeń wykonują procesory smartfona, żeby tylko zidentyfikować twarz, obliczyć co ma być ostre, a co nie! A w tradycyjnym aparacie? Obraz padający na matrycę najpierw przechodzi przez obiektyw, którego właściwości fizyczne (ogniskowa i jasność) wpływają na plastykę zdjęcia. Nie oznacza to, że nie fotografuję telefonem. Robię to bardzo chętnie, a moje dwa konta na Instagramie wypełniają tylko i wyłącznie fotografie z telefonu (trzecie w przygotowaniu). Zawsze było tak, że fotografowie używali wielu różnych typów aparatów (od poręcznego małego obrazka po zachwycający plastyką wielki format). Ja też postanowiłem używać różnych formatów i telefon jest jednym z nich. Daje pretekst do konsekwentnego prowadzenia projektu na wspomnianej platformie. Inne kanały (Facebook, Twitter czy strona WWW) prezentują zdjęcia wykonane prawie wyłącznie aparatem z dużą matrycą.


01 02 03 01 02 03 Jednym ze sposobów na zgranie zdjęć z karty aparatu jest użycie odpowiedniego adaptera. Musimy tylko pamiętać o dobraniu właściwego złącza.

2. A co w sytuacji, gdy chcemy połączyć te dwa światy? Chcemy fotografować lustrzanką lub bezlusterkowcem i szybko dzielić się ze światem efektami swojej pracy. Czy są aparaty pozwalające wysyłać fotografie bezpośrednio w cyberprzestrzeń? Oprócz produkowanego kilka lat temu Nikona S800c w ofercie japońskiego producenta do tej pory nie znalazło się urządzenie z mobilnym systemem operacyjnym pozwalającym na instalowanie aplikacji typu Facebook czy Instagram. Ale to nie oznacza, że nie da się tego zrobić. Można na przykład wyciągnąć kartę z aparatu i za pomocą czytnika zgrać zdjęcia na telefon. W dzisiejszych czasach telefon może na niektórych polach zastąpić nam komputer. Nowoczesne smartfony przewyższają mocą obliczeniową podstawowe laptopy i w odróżnieniu do nich mieszczą się w kieszeni, a producenci sprzętu co jakiś czas próbują nas przekonać do komputerów, które są tak naprawdę prototypowymi stacjami dokującymi dla smartfona – korzystają z jego systemu operacyjnego (odpowiednio przystosowanego) i jego mocy obliczeniowej. Oznacza to, że coraz śmielej można pomyśleć o rezygnacji z wożenia ze sobą ciężkiego i nieporęcznego laptopa. Ja sam z tego zrezygnowałem i podczas wyjazdów fotograficznych korzystam tylko z urządzeń mobilnych (tabletu i telefonu) zarówno do tworzenia kopii zapasowych, jak i do szybkiej obróbki zdjęć i publikacji w mediach społecznościowych. Głównym problemem, który musimy rozwiązać, jest przegranie zdjęć z aparatu na telefon. Tu musimy odpowiednio dobrać akcesoria w rodzaju gniazda przesyłu danych w urządzeniu mobilnym. Inny kłopot to format zapisu plików. Jeśli fotografujemy w JPEG-ach, to system operacyjny telefonu nie będzie miał trudności z odczytem zdjęć. Gorzej, jeśli zapisujemy RAW-y, które nie dość, że zajmują dużo miejsca, to rzadko są odczytywane przez systemy operacyjne. No dobrze – to RAW czy JPEG? RAW! Wyłącznie. O tym, jak zmienić go w JPEG-a bez użycia komputera, za chwilę. 

Innym rozwiązaniem jest użycie dysku zewnętrznego zaprojektowanego na potrzeby mobilnego stylu pracy. Nie są to urządzenia stworzone do udostępniania zdjęć w mediach społecznościowych, lecz do tworzenia backupu podczas podróży z poziomu smartfona i tabletu. Tyle że dzięki obsłudze za pomocą aplikacji mogą służyć do jednego i drugiego. Takich rozwiązań na rynku jest kilka: WD My Passport Wireless Pro czy LaCie DJI Copilot. Miałem przyjemność (w jednym wypadku wątpliwą) korzystać z obu. Pierwszy system łączy się z urządzeniem mobilnym przez Wi-Fi. Niestety połączenie jest bardzo niestabilne i potrafi się zerwać, a aplikacja miała problemy z pracą w tle. Dopiero rozwiązanie marki LaCie dało mi pewność, że wszystko zadziała. A to z jednego bardzo prostego powodu: w dobie pędu za modnym i rzekomo wygodnym (zwłaszcza na poziomie użytkowania) połączeniem bezprzewodowym francuska firma wybrała najstabilniejszy sposób połączenia… kabel! I wiecie co? Działa. Po prostu działa.

01 02 03 01 02 03 Jeśli nie dysponujemy odpowiednimi adapterami, możemy spróbować podłączyć aparat bezpośrednio do telefonu lub tabletu. Na szczęście nie powinno to być zbyt trudne, bo technologiczny świat coraz szybciej zmierza ku standardowi USB-C. Jednak na razie kluczowe będzie dobranie odpowiedniego kabla.

3. No dobrze, ale co, jeśli nie mamy takiego dysku ani wspomnianego wcześniej czytnika? Wtedy… no właśnie: kabel? To niestety nie zadziała ze wszystkimi aparatami. Działa z Nikonem Z, ale z D850 już nie. Prozaicznym problemem może okazać się przewód mający odpowiednie końcówki. Kiedy USB-C już rzeczywiście stanie się standardem, wówczas komunikacja po kablu będzie uproszczona, ale póki co musimy przeprosić się z falami radiowymi i połączyć urządzenia bezprzewodowo. W dzisiejszych czasach każdy rozsądny producent oferuje narzędzia i aplikacje obsługujące taki transfer. Nikon montuje w aparatach nadajniki Bluetooth oraz Wi-Fi, udostępnia również użytkownikom systemów Android i iOS aplikację SnapBridge. Możemy dzięki niej ściągnąć zdjęcia zapisane na karcie aparatu. Jedynym ograniczeniem będzie format zapisu: aplikacja nie pozwala na ściągnięcie plików NEF/NRW (RAW) ani TIFF. Jeśli fotografujemy tylko w RAW-ach (do czego namawiam), zdjęcie, które nas interesuje, należy przekonwertować do formatu JPEG, korzystając z menu retuszu dostępnego w każdym nikonie. Możemy w nim również wprowadzić podstawowe korekcje zdjęcia, według których zostanie stworzony nowy plik. Należy pamiętać o zabezpieczeniu odpowiedniej ilości miejsca na karcie, wywołane zdjęcia zostaną bowiem zachowane jako kopie oryginałów – będą miały tę samą nazwę, ale inne rozszerzenie.

01 02 03 04 05 06 01 02 03 04 05 06 Żeby sparować smartfon z aparatem, musimy uruchomić aplikację SnapBridge w tym pierwszym, a w drugim przejść do menu ustawień aparatu i wybrać pozycję „Połącz z urządzeniem inteligentnym”. Na ekranie aparatu pojawi się komunikat powitalny. W aplikacji natomiast musimy przejść do menu oznaczonego trzema kropkami w prawym górnym rogu, po czym wybrać opcję „Add camera” (dodaj aparat).

4. A co z RAW-ami? Pisałem wcześniej, że SnapBridge ich nie widzi – to prawda, ale to i tak powinien być nasz standardowy format zapisu. JPEG-a można wywołać, przesłać, opublikować w internecie i usunąć. No, chyba że zamierzamy go obrobić w smartfonie. Ja wtedy zapisuję gotowe zdjęcie jako nowy plik (kopię), po czym w swoim archiwum umieszczam obok oryginalnego RAW-a. Surowe pliki można również rejestrować telefonem. Nie jest to natywna funkcja, ale warto poszukać informacji, czy jest to możliwe. Ja w swoim telefonie musiałem zainstalować aplikację, która ma taką funkcję – nazywa się Moment. Po jej instalacji zobaczyłem, jakiej tak naprawdę jakości są moje zdjęcia i, mówiąc bardzo dyplomatycznie, nie byłem zadowolony. Myślę, że klasyczne aparaty mogą póki co spać spokojnie.

Możecie uznać, że się czepiam, że nie ma co zapisywać RAW-y czy przyglądać się ich jakości. Jest to zasadne tak długo, jak długo planujemy tylko cyfrowy żywot naszych zdjęć. Jeśli chcemy je drukować, polecam wyciskanie maksymalnej jakości z aparatu. Fizyczny rozmiar zdjęć nam na to pozwala, problemem może być ilość informacji zawarta w pliku – wtedy zęby pokazuje RAW.

Łączenie z urządzeniem mobilnym nie jest takie trudne, należy tylko uzbroić się w cierpliwość – jak zawsze, gdy parujemy coś bezprzewodowo. Nasze telefony mają zapisane w pamięci dziesiątki urządzeń (routery, słuchawki, drukarki itd.) i mogą uparcie łączyć się nie z tym co trzeba. Po udanej próbie połączenia będziemy mieli dostęp do zdjęć zapisanych na karcie (przypominam: JPEG-ów) i do drugiej niezwykle przydatnej funkcji: aplikacja SnapBrigde służy także do sterowania aparatem. Z jej poziomu możemy wybrać tryb fotografowania (P, S, A, M), balans bieli czy parametry ekspozycji. Może dzięki temu służyć zarówno jako pilot przy dłuższych czasach naświetlania i przy pracy ze statywem, jak i podgląd w sytuacjach, gdy aparat będzie w miejscu trudno dostępnym, np. kiedy robimy zdjęcie grupowe lub zaawansowane selfie ;-)

01 02 01 02 Pobieranie zdjęcia ze SnapBridge’a (2 MB kontra oryginał)

5. Każde zdjęcie wymaga obróbki – czy tego chcemy, czy nie. Nawet jeśli znajdzie się ktoś, kto twierdzi, że nie obrabia swoich zdjęć, bo chce, żeby były „obiektywnie naturalne”, to nie wie, że aparat/smartfon obrobi je za niego. Ja wolę przejąć stery i dopracować zdjęcie samodzielnie. Nic nie działa tak dobrze, jak pełna kontrola fotografa nad procesem obróbki. W urządzeniach mobilnych korzystam z kilku aplikacji, ale najpopularniejszym wyborem jest darmowy Snapseed firmy Google (tak naprawdę to oprogramowanie dawno temu stworzyła firma Nik Software, która programowała rozwiązania dla Nikona, ale została kupiona przez giganta z Mountain View). Poza parametrami dotyczącymi ekspozycji Snapseed daje możliwość korygowania perspektywy, usuwania plam czy selektywnej poprawy wyglądu zdjęcia. Kolejną przydatną aplikacją jest Lightroom. Możemy zaimportować do niego dużą liczbę zdjęć jednocześnie, a potem wysłać je do chmury i otworzyć na komputerze. Ja wolę odwrotną kolejność: wgrywać zdjęcia do biblioteki Lightrooma w komputerze już po powrocie z sesji lub wyprawy fotograficznej, następnie tworzyć kolekcję, synchronizować ją z Adobe Creative Cloud i iPadem, a następnie zacząć wstępne prace (selekcja, prostowanie i inne rzeczy niewymagające referencyjnego obrazu z monitora Eizo). W takiej konfiguracji domyślnie wysyłam na urządzenie mobilne same podglądy, a nie RAW-y (choć to też jest możliwe). Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, gdy chcemy pozostać mobilni – możemy pracować z kawiarni czy chociażby siedząc na wygodnej kanapie. Niemniej jednak na samym końcu i tak musimy usiąść przy komputerze, żeby obejrzeć zdjęcie na porządnym monitorze i dopieścić je w Photoshopie.

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

buvv

Tomasz Tomaszewski2019-09-13 12:27:13 buvv

Niesamowite fotografie. Prawdziwy talent.…

magdalenasz.

Mateusz Gzik2019-09-13 10:13:23 magdalenasz.

Dziękuję za inspirację - odkrywanie porządku w chaosie miasta.…

koincydencje

Człowiek w przestrzeni2019-09-09 14:41:56 koincydencje

świetne prace - mój faworyt to pani z kapustą oraz pan w pokoju z obrazkami - ogromne gratulacje!…

klaudia

Joanna Chudy2019-09-06 21:25:07 klaudia

Moja nauczycielka fotografii ze szkoły foto! Dużo jej zawdzieczam. To, jaki styl jaki styl mają…