Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Architektura | Dokument i reportaż | Po godzinach | 08.12.2014 | Zaawansowani | Powiększ tekst:

Jak zrobiłem to zdjęcie – Wojciech Wilczyk, czyli wygasłe kominy

Wojciech Wilczyk

W cyklu „Jak zrobiłem to zdjęcie” oddajemy głos fotografom, którzy opowiadają o kulisach powstania jednej ze swoich prac. Postanowiliśmy zwrócić uwagę czytelników na ujęcia nietypowe, niekoniecznie największe hity bohaterów artykułu. W zależności od preferowanego gatunku każdy fotograf skupia się na innych aspektach powstawania obrazu. W kolejnej części serii rozmawiamy z dokumentalistą Wojciechem Wilczykiem.

Dodaj do schowka Komentarze: 4

Kiedy poproszono mnie o znalezienie kilku fotografii, z którymi wiążą się ciekawe historie, przyszło mi do głowy parę zdjęć. Ostatecznie wybrałem dwa, o których opowiem. Pierwsze wiąże się z otwarciem się na niespodzianki podczas pracy, drugie – z pewnym zupełnie niefotograficznym wyzwaniem.

Kalwaria Zebrzydowska

Odwiedzałem to miejsce wielokrotnie na przestrzeni dziesięciu lat – od 1995 do 2004 roku. Przez ten czas naświetliłem ok. 4700 klatek (podkreślam – przez dziesięć lat), z czego zaledwie 105 trafiło do książki zatytułowanej Kalwaria. Fotografia, do której często wracam, została wykonana w kaplicy mieszczącej się w podziemiach tzw. Pałacu Kajfasza. Jest to dość ciasne piwniczne pomieszczenie, pośrodku którego stoi figura przedstawiająca Chrystusa przy pręgierzu. W Wielki Czwartek po zakończeniu nabożeństwa przez kaplicę przechodzi tłum wiernych. Pielgrzymi okrążają figurę, żegnają się, wrzucają ofiarę do drewnianej skarbonki, a niektórzy przechylają się przez barierkę i całują figurę, dotykają jej, a następnie tą samą ręką dotykają swojego ciała, zapewne wierząc, że w ten sposób przenoszą na siebie ułamek świętości.

Wszystko to wygląda zjawiskowo i wiele też mówi o sposobie przeżywania tamtejszych uroczystości, nie bez przyczyny nazywanych misteriami. Ponieważ widziałem, że w środku jest mało miejsca i nie jest tam zbyt jasno, wyjątkowo zdecydowałem się na użycie flesza (cały materiał w Kalwarii realizowałem przy naturalnym świetle). Warto jednak pamiętać, że był to rok 1997, czyli na długo przed aparatami umożliwiającymi fotografowanie z ręki niemal po ciemku. Nie chciałem być specjalnie inwazyjny wobec wiernych, ale żeby mieć dobry widok nad głowami tłumu, odsunąłem wcześniej od ściany ławkę i na niej stanąłem (dziś może skorzystałbym z przenośnej drabinki, jaką często taszczą ze sobą koledzy fotoreporterzy). Ustawiłem też palnik lampy SB-25 tak, żeby strzelał po skosie w sufit i dawał mi światło odbite.

Kobieta, którą uwieczniłem na zdjęciu, wielokrotnie okrążała figurę Chrystusa, dlatego jej postać pojawia się na wielu zdjęciach. Kobieta, którą uwieczniłem na zdjęciu, wielokrotnie okrążała figurę Chrystusa, dlatego jej postać pojawia się na wielu zdjęciach.

Robiłem zdjęcia Nikonem F90 (mój ówczesny ulubiony aparat) z szerokokątną dwudziestką ósemką – nie chciałem używać świetnej dwudziestki czwórki, żeby uniknąć problemów z perspektywą zbieżną. Naświetliłem wtedy dwie rolki filmu, czyli siedemdziesiąt dwa kadry. W pewnej chwili zorientowałem się, że w tej przepływającej nieustannie rzece ludzi jedna osoba okrąża figurę wielokrotnie. Była to starsza kobieta, która po każdym takim zatoczeniu koła przystawała i z oddaniem wpatrywała się w kamienną twarz Chrystusa. Zacząłem więc fotografować głównie ją. Sprawdziłem później na stykówce i okazało się, że mam ją na dwudziestu klatkach. Część zdjęć zrobiłem wtedy zresztą, trzymając aparat nad głową, czyli bez pełnej kontroli tego, co znajdzie się w kadrze, ale musiałem chyba działać w jakimś transie, bo wiele z nich dałoby się wykorzystać.

Industrialny spacer na wysokościach

W połowie pierwszej dekady XXI wieku pracowałem nad cyklem Postindustrial, w ramach którego fotografowałem przemysłowe ruiny. Któregoś dnia, jadąc autem z Czeladzi do Wojkowic, zobaczyłem niesamowity obiekt – cementownię w Grodźcu. Trudno byłoby jej zresztą nie zauważyć, ponieważ są to potężne betonowe silosy, nad którymi góruje sześć kominów (ciągle jeszcze stoją – sprawdziłem w Google Street View). Obiekt uruchomiono na początku drugiej połowy XIX wieku, ale obecny jego kształt pochodzi z lat dwudziestych ubiegłego stulecia, kiedy stał się własnością koncernu Solvay. Całkiem niedaleko znajdowała się też kopalnia węgla kamiennego o nazwie Grodziec (zamknięta w 1999 roku), której działanie przyczyniło się do likwidacji cementowni. W latach siedemdziesiątych po prostu zaczęto eksploatować filar oporowy pod zakładem, co skutkowało pękaniem konstrukcji hal produkcyjnych i cementownię w roku 1979 zamknięto na amen. Cały kompleks prezentuje się wyjątkowo fotogenicznie, więc wracałem na miejsce wielokrotnie o różnych porach roku i przy różnym oświetleniu.

Prezentowane zdjęcie powstało zimą. Liczyłem na to, że śnieg, który przykryje pewne elementy motywu (np. roślinność), będzie dobrze tonalnie współgrał z szarością betonu. Jak zwykle sprawdziłem różne punkty widzenia, ale najbardziej zależało mi właśnie na tym ujęciu – z żadnej innej strony kominy nie ustawiały się w tak efektownej kompozycji, zupełnie jakby ktoś specjalnie je ustawił z myślą o mających tu przybywać fotografach. Zdjęcie zrobiłem średnim formatem w następującej kombinacji: Hasselblad 500 C/M + PC Mutar Shift Conventer + Distagon CF50, co dawało ogniskową 70 mm. Skorzystałem tutaj z maksymalnego przesunięcia shifta, ale i tak było ono za małe, żeby objąć wierzchołki kominów, więc musiałem nieco przechylić kamerę do góry i uważny widz zauważy, że skrajne kominy nie są względem siebie równoległe.

Wspominam o tym, ponieważ kontrast między spokojną, harmonijnie uporządkowaną kompozycją a okolicznościami, w których powstała ta fotografia, sprawia, że idealnie pasuje ona do cyklu „Jak zrobiłem to zdjęcie”. Oczywiście zdarza mi się przyjechać na miejsce, rozstawić aparat i po prostu naświetlić klatkę. Tym razem jednak nie było tak łatwo. Nie wystarczyło bowiem stanąć gdzieś za murami cementowni. Żeby zarejestrować prezentowany kadr musiałem przejść spory kawałek po oblodzonej betonowej kładce, która pozbawiona była barierek (wszelkie metalowe części w industrialnych ruinach błyskawicznie padają łupem złomiarzy). Nie byłoby w tym może nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że po obu stronach miałem przepaść o głębokości około dziesięciu metrów… Łatwiej chyba teraz zrozumieć, dlaczego nie miałem zbyt dużej swobody w kadrowaniu.

Nie zawsze wysiłek i ryzyko ze strony fotografa się opłacają, bo chociaż ważne jest to, co znajdzie się ostatecznie na zdjęciu, to jednak warto też wrócić cało z takiej wycieczki… Mimo że na tę betonową kładkę (czy też belkę?) w Grodźcu właziłem kilkakrotnie, to przykry incydent spotkał mnie dopiero wówczas, gdy znalazłem się już na równej, aczkolwiek oblodzonej drodze. Wywinąłem wtedy orła z całym ekwipunkiem, uderzając o ziemię aparatem, który wypiął mi się ze statywu i poleciał szerokim łukiem kawałek dalej. Nie licząc kilku siniaków, nic specjalnego mi się nie stało, a w hasselu trzeba było wymienić na szczęście tylko jeden element. Bardzo się cieszę się, że nie postawiłem tego pechowego kroku kilka chwil wcześniej, bo mógłbym dziś nie pisać tego artykułu.

Cykl, z którego pochodzi to zdjęcie, zbiegł się z końcem pewnego etapu mojej fotografii. Przygotowując swój set na wystawę Nowi dokumentaliści (2006), po raz ostatni własnoręcznie wykonywałem odbitki barytowe w ciemni.

01 02 03 Ten sam kadr sfotografowany w różnych okolicznościach oświetleniowo-pogodowych.

O autorze

Wojciech Wilczyk – fotograf, poeta, autor esejów oraz tekstów krytycznych o sztuce, kurator wystaw. Autor dokumentalnych projektów fotograficznych: Czarno-biały Śląsk (1999–2003), Kalwaria (1995–2004), Życie po życiu (2004–2007), Postindustrial (2003–2007), Niewinne oko nie istnieje (2006–2008) oraz wspólnie z Elżbietą Janicką Inne miasto (2011–2012). Dwukrotnie nominowany do Deutsche Börse Photography Prize. W grudniu 2014 roku w Galerii Atlas Sztuki odbyła się premiera jego ostatniego projektu Święta wojna (2009–2014), który poświęcony jest graffiti i muralom kibiców piłki nożnej. Wykłada dokument na Akademii Fotografii w Krakowie. Od 2009 prowadzi bloga hiperrealizm.blogspot.com

Tekst: Wojciech Wilczyk, wysłuchał Łukasz Kacperczyk
Zdjęcia: Wojciech Wilczyk

Oznacz jako przeczytane
Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

bartek

bartek 2014-12-11 19:38:32

Też jestem fanem opuszczonych miejsc, głównie industrialnych.

retros

retros 2014-12-17 10:54:09

A tak właśnie pomyślałem czy prostowane było obiektywem czy programem ale analogowo od początku do końca było jednak.
Ale odbitki pewnie czasem jeszcze sobie Pan wykonuje, czy już w ogóle?

2015-01-06 23:31:32

Takie stare, opuszczone miejsca naprawdę zmuszają do wielu egzystencjalnych refleksji. Fotografowanie ich pozwala im przetrwać na zawsze :)

adam774

To miejsce kojarzy mi się z moim miastem. Miło byłoby tam jeszcze wrócić. Bardzo refleksyjne zdjęcia.

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

sleeper

Kąt widzenia obiektywu i perspektywa – wszystko, co warto wiedzieć2018-06-15 20:03:37 sleeper

Wszystko super, tylko pominięta została całkowicie kwestia jakości zdjęcia. Jasne można robić…

peter

Iván Ferrero2018-06-15 19:29:18 peter

Przepiękne fotografie, nic dodać nic ująć :-)…

mapk

Twoje zdjęcia okiem ekspertów – czerwiec 20182018-06-12 13:01:56 mapk

Bardzo Państwu dziękuję za pozytywną i także konstruktywną informację zwrotną :) Właśnie…

anisko22

Światło punktowe2018-06-08 16:21:51 anisko22

Mnie bardzo podoba się zdjęcie karolina.bedlin :)…