Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Akcja i ruch | Ludzie | Po godzinach | 07.12.2012 | Zaawansowani | Powiększ tekst:

Jak zrobiłem to zdjęcie – Przemysław Pokrycki, czyli ostatnie żniwa XX wieku

Przemysław Pokrycki

W cyklu „Jak zrobiłem to zdjęcie” oddajemy głos fotografom, którzy opowiadają o kulisach powstania jednej ze swoich prac. Postanowiliśmy zwrócić uwagę czytelników na ujęcia nietypowe, niekoniecznie największe hity bohaterów artykułu. W zależności od preferowanego gatunku każdy fotograf skupia się na innych aspektach powstawania obrazu. W dziesiątej części serii rozmawiamy z Przemysławem Pokryckim.

Dodaj do schowka Komentarze: 3

Wstęp

Kiedy usłyszałem propozycję przygotowania artykułu z cyklu Jak zrobiłem to zdjęcie, od razu przyszedł mi do głowy jeden obraz. Jest to fotografia, która powstała dwanaście lat temu. Pochodzi z czasów, kiedy doskonaliłem warsztat fotoreportera, który zdobyłem kilkuletnią pracą w „Super Expressie”. Odszedłem już wtedy z gazety i pracowałem dla Agencji Reporter, szukając kierunku dalszego rozwoju kariery zawodowego fotografa. Wsiąkłem w krąg koalicji Latarnik, która zachęcała do bardzo osobistego podejścia do fotografii.

Żniwa – dokument tamtych czasów

Pojechałem do rodzinnego Honiatyna (na granicy z Ukrainą) sfotografować żniwa. Jeździłem sobie na rowerze po okolicy i zatrzymywałem się, kiedy tylko dostrzegłem coś ciekawego. Można powiedzieć, że uprawiałem swoisty reportaż rowerowy. Były to jeszcze czasy, kiedy regulacje unijne nas nie dotyczyły, więc np. sezonowe wypalanie traw (czy w tym przypadku – słomy po żniwach) było na porządku dziennym. Zobaczyłem, że ojciec mojego kolegi wypala słomę na polu, i natychmiast zacząłem robić zdjęcia. Sytuacja była bardzo fotogeniczna – mrok nocy rozświetlany przez ogień palącej się słomy. Płonęło kilka hektarów pola – ogień, dym, a na tym tle rolnik. Wówczas to była zwykła sytuacja, dzisiaj wiem, że to już historia.

Pomyślałem sobie, że fotografuję ostatnie żniwa XX wieku i jedne z ostatnich takich żniw w ogóle. Liczyłem na udokumentowanie odchodzącego świata i właśnie to udało się osiągnąć. Co prawda nikt nie kosił już zboża kosą, ale dziś – ledwie dwanaście lat później – wszystko wygląda inaczej. Nie wypala się słomy (od razu miałoby się na karku straż pożarną, policję i inne poważne instytucje), a po polach jeżdżą kombajny z GPS-em.

Rok 2000 to był czas, kiedy moje prywatne fotografowanie polegało na wałęsaniu się z aparatem i szukaniu ciekawych sytuacji, a następnie instynktownym robieniu zdjęć. Potem następowała dość długa przerwa, zanim miałem okazję zobaczyć rezultaty – w każdym razie długa z dzisiejszej „cyfrowej” perspektywy. A w moim wypadku ten czas był jeszcze dłuższy, bo nigdy nie robiłem stykówek – przed wykonaniem odbitek wystarczał mi wywołany negatyw. Dziś moje osobiste projekty wyglądają zupełnie inaczej. Kiedy pracuję nad cyklem „Rytuały Przejścia”, zdjęcie mam szczegółowo przemyślane na długo przed naciśnięciem spustu migawki.

Proste narzędzia, łatwa praca

Ponieważ w 2000 r. pracowałem zawodowo jako fotoreporter, miałem dostęp do profesjonalnego sprzętu – np. do Nikona F4 z kompletem znakomitych obiektywów. Jednak w tym projekcie nie zależało mi na wszechstronności i elastyczności sprzętu. Zależało mi na jedności z aparatem, który nie będzie przeszkadzał ani w fotografowaniu (np. mnogością opcji, spośród których musiałbym wybierać, np. ogniskową obiektywu), ani w niefotografowaniu (kiedy po prostu wałęsałem się z aparatem zawieszonym na ramieniu). Miałem taki aparat – była to Konica Hexar AF, czyli taki duży aparat kompaktowy przypominający dalmierzowce – kompakt o enerdowskim dizajnie, jak mawiał mój kolega. Aparat miał wbudowany na stałe znakomity obiektyw 35/2. Tak dobrze czułem się z polem widzenia szkła 35 mm, że wiedziałem dokładnie, jak będzie wyglądało zdjęcie, mimo że Hexar nie pokazywał w wizjerze 100% kadru. Migawka centralna i duży otwór względny obiektywu sprawiały, że mogłem fotografować nawet w bardzo słabych warunkach oświetleniowych. Używałem wówczas czarno-białego negatywu Ilford HP5 o nominalnej czułości ISO 400, który zazwyczaj naświetlałem na ISO 800 i potem forsowałem podczas wywoływania. Jednak w wypadku tego materiału wybrałem nieco wyższą czułość ISO 1600 – stąd ziarnistość, dzięki której to ujęcie jest bardziej wyraziste.

Prezentowane zdjęcie było naświetlane 1/30 sekundy przy w pełni otwartym obiektywie (otwór względny F/2). System autofokusa Koniki Hexar korzysta z podczerwieni, dlatego nie potrzebuje kontrastowego motywu, żeby ustawić ostrość, ale w niektórych sytuacjach może się gubić – np. w gęstym dymie, którego tamtej nocy było pełno. W tym wypadku na szczęście ostrość została ustawiona idealnie w punkt. Kompozycja centralna wynika nie tylko z mojej sympatii dla takiego sposobu tworzenia kadru, lecz również z centralnego umieszczenia punktu AF oraz z dynamizmu sytuacji – łatwiej było w ten sposób śledzić modela i po prostu nacisnąć spust migawki w odpowiedniej chwili. Fotografia ta to 100% kadru zarejestrowanego na kliszy.

Fotografowałem podobną scenę wielokrotnie – zarówno wcześniej, jak i później, ale to jest najlepsze i najciekawsze zdjęcie, jakie udało mi się wykonać. Do dziś jestem z niego bardzo zadowolony.

Czym skorupka za młodu nasiąknie

Instynkt fotoreportera wyrobiony w tamtych czasach oraz umiejętności zdobyte podczas pracy w gazecie i w agencji przydają mi się do dziś, np. podczas fotografowania ślubów w Mamel Pictures. Dzięki pracy w „Super Expressie” miałem możliwość nie tylko fotografowania zawodowym sprzętem, na który na pewno nie byłoby mnie stać w tamtych czasach, ponieważ byłem studentem Filmówki i dopiero zaczynałem swoją karierę fotograficzną. Bardzo ważny był też praktycznie nieograniczony dostęp do negatywów i codzienne fotografowanie do gazety. W końcu lat 90. nie było mowy o fotografowaniu aparatem cyfrowym – trzeba było kupić filmy, wywołać je, zrobić odbitki.

Z perspektywy lat mogę powiedzieć, że była to dla mnie dobra szkoła rzemiosła. Mimo że dziś fotografuję w zupełnie inny sposób, nadal bardzo lubię zdjęcie, którego historię właśnie opisałem, i cieszę się, że miałem okazję przejść etap mojego fotograficznego rozwoju, którego ten obraz jest owocem.

O autorze

Rocznik ’74, pochodzi z Honiatyna koło Dołhobyczowa, powiat hrubieszowski. Absolwent Łódzkiej Filmówki, ukończył PWSFTViT na wydziałach: Operatorskim i Realizacji Telewizyjnej / Fotografia.

Fotografią zajmuje się zawodowo od 1998 roku. Przez wiele lat pracował jako fotoreporter. Od 2005 skupiony na dokumentacji chrztów, komunii, wesel i pogrzebów. Temu wyjątkowemu cyklowi nadał tytuł „Rytuały Przejścia”. Uważa, że fotografując te cztery wydarzenia w życiu człowieka, obrazujemy najważniejsze chwile naszego życia. Jest prezesem Fundacji .DOC zajmującej się promocją fotografii dokumentalnej. Od 2009 roku wraz z Kamilem Krajewskim prowadzi pracownię Mamel Pictures. Fotografia jest dla niego nie tylko zawodem, ale przede wszystkim pasją. Jego prace można było oglądać na licznych wystawach w Polsce i na świecie. Fotografie z realizowanego od kilku lat projektu „Rytuały Przejścia” były pokazywane na wystawach indywidualnych w Galerii Starmach w Krakowie, Galerii PF w Poznaniu oraz w galeriach na Słowacji, w Niemczech, Chinach i USA. Brał także udział w wystawach zbiorowych, które wpisały się już do najnowszej historii sztuki współczesnej, m.in. w słynnych Nowych dokumentalistach w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej w 2006 roku i w wystawie Efekt czerwonych oczu – Fotografia polska XXI wieku w CSW w 2008 roku.

Obejrzyj wywiad z Przemysławem Pokryckim w naszym dziale „Fotograf miesiąca”.

Więcej o fotografie:
www.pokrycki.com
mamelpictures.com
fundacjadoc.org

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Zobacz podobne poradniki

rozwiń

Komentarze

DeadAsFog
oceń+--1

DeadAsFog 2012-12-10 13:02:16

Mocne zdjęcie, mimo, że nie pokazuje zagrożenia tego człowieka, ale robi wrażenie. Gratuluję!

lepszezdjecie

nie pokazuje zagrożenia - bo tak jak jest napisane - kiedyś to było na porządku dziennym. Nikt tego jako zagrożenie nie odbierał "bo przecież tak każdy robi". Trzeba przyznać, że zdjęcie jest niesamowite.

mariuszd

mariuszd 2014-05-10 00:07:09

Ja pierdolę, przepraszam za expresję. Pozytywnie zazdroszczę.

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

skurczmelnowp.pl

Moja rzeczywistość2018-11-13 10:08:37 skurczmelnowp.pl

Fotografowanie pobudza wyobraźnię i zmusza do twórczego myślenia, a tym samym poszukuje się…

bettybo

Moja rzeczywistość2018-11-12 20:46:37 bettybo

Moja rzeczywistość: rozpaczliwe poszukiwanie równowagi wewnętrznej, sztuka jednocześnie w…

marek.r

Fotografia przyrodnicza okiem pasjonata2018-11-12 10:16:20 marek.r

Czekałem na kolejny film od Pana P. Chary, produkcje z nim są niezwykle sugestywne i zachęcające…

sandra

Szeroki Kadr świętuje dziesiąte urodziny!2018-11-09 19:38:52 sandra

Fotografia jest jak nowoczesne płótno....jak magia otaczającego nas świata. Życzę nam…