Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Dokument i reportaż | Ludzie | Po godzinach | 05.06.2014 | Zaawansowani | Powiększ tekst:

Jak zrobiłem to zdjęcie – Maciek Nabrdalik, czyli ludzie, a nie wydarzenia

Maciek Nabrdalik

W cyklu „Jak zrobiłem to zdjęcie” oddajemy głos fotografom, którzy opowiadają o kulisach powstania jednej ze swoich prac. Postanowiliśmy zwrócić uwagę czytelników na ujęcia nietypowe, niekoniecznie największe hity bohaterów artykułu. W zależności od preferowanego gatunku każdy fotograf skupia się na innych aspektach powstawania obrazu. W dwudziestej ósmej części serii rozmawiamy z fotoreporterem/dokumentalistą Maćkiem Nabrdalikiem.

Dodaj do schowka Komentarze: 1

Od kilku lat powracam na Ukrainę, żeby fotografować ludzi mieszkających na granicy zamkniętej strefy Czarnobyla. Żyją w tych samych domach, w których mieszkali ponad ćwierć wieku temu, gdy doszło do katastrofy w elektrowni. Za daleko od reaktora, by dołączyć do dziesiątków tysięcy poszkodowanych i wysiedlonych, którym przyznano zastępcze mieszkania, grupę inwalidzką i symboliczne odszkodowania. Zdecydowanie za blisko, by uniknąć tragedii. O okolicznościach powstania jednego ze zdjęć, które wykonałem w tamtej okolicy, opowiem w tym artykule.

Rozmowy przy kawie

Wielu fotografów wyjeżdża na materiał ze szczegółową listą ujęć, które zamierzają wykonać. Od razu mają w głowie gotową historię – wystarczy ją zilustrować. Jednak takie podejście oznacza zamknięcie się na niespodzianki i na to, co może nas spotkać na miejscu. Ja nigdy nie działam według takich planów. Wolę być otwarty na rozmowę z człowiekiem, otwarty na okoliczności.

Dawno temu stałem się pasjonatem dobrej kawy – sam jestem baristą i trudno mi się obejść bez przyzwoitego espresso. W 2009 roku – kiedy powstała fotografia, o której opowiadam – nie podróżowałem jeszcze z własnym miniekspresem, więc byłem skazany na to, co znajdę na miejscu. W tym wypadku był to miejscowy sklep spożywczy we wsi Straholesie, w którym poza alkoholem można było kupić gorącą herbatę i kawę, o dziwo, z ekspresu. Dość szybko udało mi się „przeszkolić” przemiłą sprzedawczynię i od tego czasu zatrzymywałem się tam codziennie.

Pewnego dnia stałem na schodach przed sklepem. Obok stał jakiś mężczyzna. Spoglądał na mnie i na mój aparat. Zaczęliśmy rozmawiać. Dziwił się, że go nie zaczepiam i nie namawiam na portret. Opowiadał, że turyści przyjeżdżają tutaj na „nuklearne safari” i fotografują mieszkańców okolicznych wsi jak rzadkie gatunki zwierząt. Często bez słowa. Okazało się, że Aleksiej (bo tak się nazywał) jest samozwańczym grabarzem (na miejscu nie było domu pogrzebowego). Ma klucze do kościoła i w razie czego, z pomocą kilku kolegów, potrafi wszystko załatwić jak należy. Następnego dnia miał pogrzeb, na który mnie zaprosił.

W zupełnie naturalny sposób, bez wcześniejszych uzgodnień Aleksiej stał się moim fixerem, czyli osobą, która niesamowicie ułatwia fotografowi kontakty na miejscu. Cierpliwie słuchał mojej łamanej ruszczyzny, mówił też na tyle wolno, że byłem w stanie go zrozumieć.

Od pogrzebu do pogrzebu

© Maciek Nabrdalik / VII

Na Ukrainie śmierć nie jest tematem tabu. Procesja z otwartą trumną przeszła przez całą wieś. Po pogrzebie zostałem zaproszony na stypę. W pewnym momencie Aleksiej odebrał telefon. Skończył rozmawiać, spojrzał na mnie i powiedział: „Jutro następny”. Okazało się, że zmarła Uljana Prokopowna – licząca sobie 96 lat najstarsza osoba we wsi. Zmartwiła mnie ta wiadomość. Byłem z nią umówiony na wywiad. Bardzo zależało mi, żeby od razu pójść do jej domu. Aleksiej niechętnie wstawał od stołu, ale się zgodził.

Moja niedoszła rozmówczyni zmarła dosłownie przed chwilą – Aleksiej był jedną z pierwszych osób, które się o tym dowiedziały. Na fotografii widać, jak synowa informuje przez telefon rodzinę o śmierci teściowej. Po lewej stronie stoi trumna, dopiero co zbita z surowych desek. We wsi mieszka mnóstwo wdów. U każdej w domu na ścianie wiszą portrety mężów, czasem też nieżyjących synów. Mówią, że ci, którym promieniowanie zaszkodziło, już dawno odeszli z tego świata. Reszta umiera ze starości i z przepicia (według miejscowych samogon jest najlepszym lekarstwem na radiację). To zdjęcie nigdy by nie powstało, gdybym w pośpiechu jeździł w poszukiwaniu zawczasu wymyślonych kadrów.

Otwartość na drugiego człowieka

Od 2008 roku odwiedziłem Ukrainę trzynaście razy. Dwa lata temu dowiedziałem się, że Aleksiej zmarł krótko przed moim przyjazdem. Bardzo mi pomógł. Można przygotować się do materiału, czytając książki i przeszukując internet, ale nic nie zastąpi otwarcia na to, co nas spotka na miejscu. Oczywiście warto zbierać informacje, np. ze względów bezpieczeństwa – ja po krótkim czasie wiedziałem już, jak poruszać się po okolicach Czarnobyla tak, by uniknąć ryzyka. Jednak przed wyjazdem mamy dostęp tylko do historii i faktów, które już wcześniej kogoś zainteresowały, niejednokrotnie są to tematy doszczętnie zgrane. Tymczasem na miejscu okazuje się, że zostało jeszcze mnóstwo do sfotografowania. Okolice Czarnobyla to nie tylko Prypeć i inne opuszczone miasta. Mnie interesują przede wszystkim ludzie – ludzie, których chcę naprawdę poznać. Nie jadę po zdjęcia, tylko do ludzi. Bardzo ważna jest odpowiednia motywacja, bo jeśli się będzie myślało o tym, czy fotografie zdobędą nagrody w prestiżowych konkursach, nie wyjdzie z tego nic dobrego. Trzeba szukać rzeczy, które nas interesują. Ja zawsze jadę po to, żeby doświadczyć czegoś nowego.

Realizowany od wielu lat projekt o Czarnobylu jest mi wyjątkowo bliski. Kiedy wydarzyła się katastrofa, miałem zaledwie sześć lat. Moja mama bardzo chciała uchronić nas przed negatywnymi skutkami tej katastrofy. W tamtych czasach nie wiedzieliśmy nawet, czego dokładnie się boimy. Przez ponad dwadzieścia lat tkwiła we mnie olbrzymia ciekawość tego zagrożenia. Kiedy miałem pojechać w tamte rejony Ukrainy, nie chciałem niepokoić tym planem mamy. Gdy podczas tej pierwszej wyprawy przyjechała do Warszawy opiekować się naszym psem, wpadł jej w ręce egzemplarz branżowego miesięcznika z wywiadem ze mną. Mówiłem w nim o planach wyjazdu do Czarnobyla… Na szczęście ja już byłem na miejscu. Czarnobyl wciągnął mnie na dobre.

O autorze

Maciek Nabrdalik – fotograf prestiżowej amerykańskiej agencji VII. Wielokrotnie nagradzany w polskich i międzynarodowych konkursach fotografii prasowej, m.in. World Press Photo (2014), Pictures of the Year International (2011, 2013), NPPA The Best of Photojournalism (2010, 2011, 2012), Grand Press Photo (2007, 2010, 2011, 2013, 2014), BZWBK Press Foto (2008, 2011, 2012, 2013, 2014). Autor Zdjęcia Roku Grand Press Photo 2007, laureat nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego, juror Grand Press Photo 2012.

Jego zdjęcia były prezentowane na wystawach w Stanach Zjednoczonych, Meksyku, Włoszech, Francji, Niemczech, Czechach, Grecji i Polsce. Jest autorem książki Nieodwracalne.

Obejrzyj wideoporadniki Maćka Nabrdalika zatytułowane Mój bohater: część 1część 2.

Tekst: Maciek Nabrdalik, wysłuchał Łukasz Kacperczyk
Zdjęcia: Maciek Nabrdalik

Oznacz jako przeczytane
Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Zobacz podobne poradniki

rozwiń

Komentarze

111lisu

Dziwny to "kraj" jeszcze bardziej niż nasz. Napisałbym więcej, ale nie czas i miejsce.
https://www.facebook.com/OddajcieNamLwow

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

krakowski_jegomosc

Instalacja2018-04-20 11:30:54 krakowski_jegomosc

To ją znajdzie :)…

kawus

Instalacja2018-04-17 16:50:26 kawus

Rozumiem ze oczekujesz modelki z jakimś rekwizytem a jak ktoś ni ma modelki?…

czaromir

Twoje zdjęcia okiem ekspertów – kwiecień 20182018-04-13 10:28:59 czaromir

Dziękuję również za wzięcie mnie pod lupę :) Miłe zaskoczenie przy piątku 13go, świetny…

joannasz

Twoje zdjęcia okiem ekspertów – kwiecień 20182018-04-11 11:40:00 joannasz

Ależ mnie ucieszyło każde Państwa słowo. Bardzo dziękuję za wnikliwą analizę. To duża…