Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Dokument i reportaż | Podróże | Po godzinach | 08.05.2014 | Średnio zaawansowani | Powiększ tekst:

Jak zrobiłem to zdjęcie – Jacek Fota, czyli portret zwyczajnej/niezwyczajnej Ameryki

Jacek Fota

W cyklu „Jak zrobiłem to zdjęcie" oddajemy głos fotografom, którzy opowiadają o kulisach powstania jednej ze swoich prac. Postanowiliśmy zwrócić uwagę czytelników na ujęcia nietypowe, niekoniecznie największe hity bohaterów artykułu. W zależności od preferowanego gatunku każdy fotograf skupia się na innych aspektach powstawania obrazu. W dwudziestej siódmej części serii rozmawiamy z dokumentalistą Jackiem Fotą.

Dodaj do schowka Komentarze: 3

W ostatnich latach dwukrotnie odwiedzałem w celach fotograficznych Stany Zjednoczone. W 2012 roku pojechałem na ponad dwa miesiące, a zeszłego lata spędziłem tam około miesiąca. Trochę pracowałem według planu, ale spotkało mnie również kilka niespodzianek. Jak w każdej dużej podróży miałem kilka przygód. W niniejszym artykule opowiem o okolicznościach powstania dwóch zdjęć, które przywiozłem ze sobą z USA, a które weszły do dwóch odrębnych projektów fotograficznych.

Opuszczony dom

W 2012 roku przyjechałem do Stanów z zamiarem pracy nad dwoma projektami. Miałem zacząć od dokumentacji obchodów 50-lecia dziecięcego konkursu piękności Little Miss Beauty, czyli wyborom małych miss. Zgodę na fotografowanie tego wydarzenia załatwiałem jeszcze przed wyjazdem z Polski. Wszystko było na dobrej drodze, uzyskałem zgodę organizatorów na fotografowanie, ale na miejscu okazało się, że ją cofnięto. Potem usłyszałem, że mam wrócić następnego dnia, bo pozwolenie będzie. Nazajutrz zjawiłem się i dość długo czekałem na zgodę. Po jakimś czasie asystent szefowej konkursu przysłał do mnie szeryfa, który zakuł mnie w kajdanki i wyprowadził na zewnątrz hotelu. Dodatkowo poinformował mnie, że mam zakaz zbliżania się do hotelu, w którym odbywał się konkurs, na odległość mniejszą niż osiemset metrów. Mówi się trudno, jedzie się dalej. Wyglądało na to, że będę miał więcej czasu na drugi zaplanowany projekt.

Moim drugim projektem na Florydzie była dokumentacja pustych domów przejętych przez banki w wyniku załamania się rynku kredytowego. Wybrałem Florydę, ponieważ jest to jeden ze stanów, gdzie takich domów znajduje się najwięcej. Zamieszkałem u znajomych i codziennie jeździłem po okolicy w poszukiwaniu odpowiednich miejsc, wybrałem się też na dwie dłuższe wyprawy w tym samym celu. Zależało mi na sfotografowaniu śladów po ludziach, którzy mieszkali w tych domach.

Codziennie znajdowałem i odwiedzałem nawet kilkadziesiąt (!) takich posiadłości, zazwyczaj na przedmieściach miast. Najpierw wchodziłem do środka bez aparatu na rekonesans. Wracałem z aparatem (fotografowałem dalmierzowym średnim formatem 6×7 cm), dopiero kiedy uznawałem zastaną sytuację za fotogeniczną. Warto pamiętać, że większość amerykańskich domów wygląda praktycznie tak samo, dlatego odpowiednie (z czysto fotograficznego/wizualnego punktu widzenia) wnętrza zdarzały się dość rzadko. Musiałem się nieźle nachodzić, żeby zrobić ciekawe zdjęcia. Z tego samego powodu zdarzało się, że kiedy już znalazłem interesujące wnętrze, robiłem w nim często kilka zdjęć, starając się w pełni wykorzystać jego potencjał. W ciągu miesiąca naświetliłem 250 klatek, z czego najpierw wybrałem 38 klatek, a 29 wejdzie do zestawu na wystawę.

Początkowo popełniłem błąd i – wbrew rozsądkowi – chodziłem w klapkach, ale po kilku dniach miałem stopy tak pogryzione przez wszelkiego rodzaju owady, że poszedłem po rozum do głowy i mimo upału zacząłem nosić buty. Po jakimś czasie nauczyłem się z daleka rozpoznawać opuszczone domy. Bardzo często miały zaniedbane trawniki, czasami zaklejone okna, przed drzwiami frontowymi wielu z nich leżały całe sterty książek telefonicznych. Nie mam pojęcia, czemu listonosze zostawiali kolejne książki w miejscach, w których ewidentnie nikt nie mieszkał (nowe egzemplarze lądowały przecież tuż obok starych, których nikt nawet nie podniósł z ziemi – czasem było ich aż dziesięć!), ale tak to wyglądało.

Fotografowanie wiązało się z lekkim przypływem adrenaliny i dreszczykiem emocji, ponieważ w USA prawo własności, a zwłaszcza własności ziemi, jest dość mocno przestrzegane. Co prawda fotografowałem domy opuszczone, ale pomny przygody z przedstawicielami prawa na początku podróży wolałem nie zostać złapany na czyjejś posesji. Dlatego zawsze na początku starałem się nawiązać kontakt z sąsiadami. Zazwyczaj opowiadałem im po prostu o swoim projekcie, ale czasami – kiedy czułem nieprzychylność artystom – podawałem się np. za fotografa pracującego dla banku, który przejął dany dom z powodu braku spłat kredytu. Podstawowe zadanie było takie, żeby nikt nie wezwał policji. Udało mi się – przez cztery tygodnie nie wpakowałem się w żadne kłopoty i ani razu nie musiałem zrezygnować ze zrobienia zdjęcia. Raz nawet pożyczyłem od pewnej pani drabinę, żeby sfotografować basen z góry.

Bardzo dużo domów było zniszczonych. Nie tylko przez czas, ale często przez poprzednich właścicieli, którzy zanim stracili domy, zrobili wszystko, żeby jak najbardziej obniżyć ich wartość, niszcząc, co tylko się dało, z wyrywaniem kabli, robieniem dziur w ścianach, a czasami nawet mazaniem ścian fekaliami włącznie. Zabierali ze sobą rzeczy wartościowe, a zostawili za sobą rzeczy często osobiste, które jednak nie miały dla nich zupełnie żadnej wartości, a mnie akurat interesowały najbardziej – stare ciuchy, zepsute zabawki. To właśnie one nadawały fotografowanym miejscom ludzki rys. To właśnie te ślady były dla mnie ważne, ponieważ pokazują, że te fotografie tak naprawdę nie opowiadają o budynkach, lecz o ludziach, których marzenia legły w gruzach. O skali tego zjawiska niech świadczy fakt, że w miejscowości Cape Coral trafiłem na ulicę, na której zamieszkały był tylko jeden dom. Całą resztę przejęły banki…

Mgła

Podczas zeszłorocznej podróży po Stanach jechałem samochodem z Los Angeles do Tahoe (nieco ponad 700 km). Zamierzaliśmy dotrzeć do Doliny Śmierci. Na drodze, którą wybraliśmy, mijaliśmy wiele samochodów oraz ludzi, którzy odradzali nam tę podróż ze względu na powódź w tamtym rejonie (powódź w Dolinie Śmierci?), ale nie posłuchaliśmy. I dostaliśmy za swoje – w pewnym momencie dojechaliśmy do miejsca, w którym trzeba było po prostu zawrócić, i ostatecznie musieliśmy nadrobić ponad 160 kilometrów.

Długie fragmenty drogi (już przed Tahoe) pokonywaliśmy jakby w lekkiej mgle, która nie była biała, lecz szarawa. Okazało się, że to nie mgła, tylko dym z pożarów lasów. Co prawda o tej porze roku w Kalifornii pożary są dość częste, ale ten był wyjątkowy – płonął słynny Park Narodowy Yosemite. Zatrzymaliśmy się w Tahoe na dwa dni i przez cały ten czas wszędzie było pełno dymu, wypełniał powietrze. Jednego dnia mój kolega Rafał zabrał nas na wycieczkę motorówką po jeziorze, które było całe w tej dymnej mgle. Nie było widać drugiego brzegu. Przy sprzyjającym wietrze potrafi się nieść nawet na 150 kilometrów. Przy okazji takich pożarów okolica bardzo długo jest pogrążona w takiej czarnej mgle. Gdy siedzieliśmy wieczorem na tarasie, na głowę sypał się z nieba popiół…

Prezentowane zdjęcia to zaprzeczenie przekonania, że „dobra fotografia powinna się bronić sama, bez opisu”. Tymczasem w tym wypadku bez kontekstu nie ma historii, a bez historii to po prostu fotografie mgły nad prerią.

Planowałem jeszcze opowiedzieć o pewnej fotografii z tej samej podróży – tym razem z mojej wizyty w Kansas City, ale byłaby to historia zdjęcia, którego… nie zrobiłem, więc trudno byłoby je pokazać. Może innym razem.

O autorze

Jacek Fota – pochodzący z Trójmiasta, a obecnie mieszkający w Warszawie fotograf freelancer. Po powrocie ze studiów w USA do Polski w 2009 roku zajął się fotografią, a od trzech lat jego główne pole zainteresowań to fotografia dokumentalna. Pracuje głównie nad długoterminowymi projektami fotograficznymi, a od stycznia 2013 roku jest związany z agencją Anzenberger.

Obecnie w ramach stypendium Urzędu Kultury m.st. Warszawy zbiera materiał do książki PKiN. Publikacja realizowana jest wspólnie z fundacją Centrum Architektury, a premierę zaplanowano na koniec września 2014 roku. Jacek jako pierwszy fotograf w Polsce podjął się sfotografowania całego budynku Pałacu Kultury i Nauki oraz uzyskał dostęp do wszystkich zakamarków tego najbardziej rozpoznawalnego budynku w Polsce.

Najnowszy projekt Jacka Foty to książka Some Things Are Quieter than Others, która ukaże się na przełomie maja i czerwca.

Obejrzyj wywiad z Jackiem Fotą w naszym dziale „Fotograf miesiąca”.

Strona fotografa: www.jacekfota.com.

Tekst: Jacek Fota, wysłuchał Łukasz Kacperczyk
Zdjęcia: Jacek Fota

Oznacz jako przeczytane
Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

jacekfota

Chciałem tylko wspomnieć, że wszystkie trzy zdjęcia z serii o pustych domach zostały zrobione w jednym domu przy 4109 Johnson St., Hollywood, FL.

2014-05-11 14:36:42

Bardzo fajny artykuł. Pozdrawiam

krzysztof.jan

oglądając zdjęcia czuję się trochę jak na wizji lokalnej na miejscu przestępstwa. Klimat "wykradania" kadrów dodaje smaczku tej pracy. Natomiast cykl preria przyznam się szczerze nie powala na kolana.

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

silk17

Ja jestem innym Tobą2018-08-17 14:43:08 silk17

Ja również dopiero w lipcu założyłam konto i nagrodzone zdjęcie jest moim pierwszym, które…

motownieznane

Ja jestem innym Tobą2018-08-16 18:31:28 motownieznane

Dziękuję! Odpowiedź jest banalnie prosta - dopiero założyłem konto na Szerokim Kadrze i…

silk17

Ja jestem innym Tobą2018-08-16 13:11:29 silk17

Gratulacje dla zwycięzcy w pełni zasłużone I miejsce, pięknie pokazane emocje.…

Redakcja-SK

Ja jestem innym Tobą2018-08-16 10:48:02 Redakcja-SK

Użytkownicy Szerokiego Kadru sami decydują co ma być widoczne w ich profilu ...…