Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Ludzie | Po godzinach | 08.01.2013 | Średnio zaawansowani | Powiększ tekst:

Jak zrobiłem to zdjęcie – Bogdan Krężel, czyli potknięcia przekute w sukces

Bogdan Krężel

W cyklu „Jak zrobiłem to zdjęcie” oddajemy głos fotografom, którzy opowiadają o kulisach powstania jednej ze swoich prac. Postanowiliśmy zwrócić uwagę czytelników na ujęcia nietypowe, niekoniecznie największe hity bohaterów artykułu. W zależności od preferowanego gatunku każdy fotograf skupia się na innych aspektach powstawania obrazu. W jedenastej części serii rozmawiamy z portrecistą Bogdanem Krężelem.

Dodaj do schowka Komentarze: 0

Wstęp

Postanowiłem odsłonić się nieco przed czytelnikami Szerokiego Kadru i opisać kulisy zdjęć, z których jestem co prawda zadowolony, ale okoliczności, w których powstały, sprawiają, że czasami trudno mi uwierzyć, że w ogóle udało mi się je wykonać. Będą to trzy krótkie opowieści o tym, jak fotografując na zlecenie, trzeba sobie radzić nawet w chwilach, kiedy wszystko się wali. Nie było łatwo – zwłaszcza w czasach, kiedy dostęp do tak podstawowych akcesoriów jak blendy był niezwykle ograniczony (na rynku były dostępne wyłącznie markowe produkty w cenach poza zasięgiem wielu fotografów). Dlatego długi czas musiałem sobie radzić wyłącznie z niemodyfikowanym światłem zastanym.

Czułem się trochę jak komandos, który jest zrzucany w miejsce akcji, gdzie musi się dostosować do warunków. Nie wybierałem ani miejsca sesji, ani oświetlenia – ale zdjęcia i tak trzeba było zrobić. Do tego dochodzą wypadki losowe, czyli momenty, kiedy to fotograf daje ciała – np. kiedy zapomina kabla synchronizacyjnego łączącego lampę błyskową z aparatem. Co prawda takie chwile zdarzają się bardzo rzadko, ale nawet wtedy nie można się poddać. Nie mogę powiedzieć modelowi „Proszę wybaczyć, ale zupełnie zapomniałem o jednym kabelku. Sam pan rozumie… Czy możemy się umówić na jutro?”.

Przypadkowe ujęcie, które uratowało mi skórę. Przypadkowe ujęcie, które uratowało mi skórę.

Jacek Woźniakowski – zepsuty aparat

Pierwsze z prezentowanych zdjęć wykonałem w styczniu 1996 roku, czyli równo 17 lat temu. Była zima (jak to w styczniu). Spiesząc się na sesję, poślizgnąłem się na oblodzonym chodniku i przewróciłem na ziemię. Dostało się dwuobiektywowemu rolleiflexowi, którym wtedy fotografowałem (uwielbiam kwadratowe kadry, zwłaszcza w portrecie). Jednak wtedy nie zauważyłem żadnego uszczerbku na jego sprawności. Zepsuł się natomiast zewnętrzny światłomierz, którego używałem. Ale nic to – pomyślałem, że zmierzę światło lustrzanką małoobrazkową, którą miałem ze sobą na wszelki wypadek.

Na miejscu sfotografowałem Jacka Woźniakowskiego (związanego z Krakowem historyka, pisarza i dziennikarza) moim rolleiflexem i zadowolony wróciłem do domu. Po wywołaniu filmu okazało się, że w wyniku mojego upadku aparat uległ uszkodzeniu i wszystkie zdjęcia były nieostre! Byłem zrozpaczony – nie było czasu na powtórzenie sesji, a ja musiałem dostarczyć materiał zdjęciowy do redakcji. Nagle coś mnie tknęło. Przypomniałem sobie, że na początku sesji, kiedy mierzyłem światło lustrzanką małoobrazkową, zamiast nacisnąć spust do połowy w celu przeprowadzenia pomiaru, docisnąłem go do końca, naświetlając jedną klatkę. Okazało się, że powstało w ten sposób całkiem udane zdjęcie, które uratowało mi skórę. Ten portret dostał potem całą stronę w „Przekroju”.

Dziś zauważyłbym taki poważny problem z ostrością natychmiast – podczas sprawdzania ujęć na monitorze lustrzanki cyfrowej. Wtedy było to niemożliwe. Na szczęście pomógł mi przypadek i – nie oszukujmy się – fart.

Jacek Woźniakowski zmarł pod koniec listopada minionego roku. „Tygodnik Powszechny” zapytał, czy nie miałbym dla nich jakiegoś portretu. Po latach na wszelki wypadek przejrzałem jeszcze raz średnioformatowe negatywy z tamtej sesji – okazało się, że jedna fotografia z rolleiflexa była ostra! Została już opublikowana w „Tygodniku Powszechnym” i miesięczniku „Znak”. Takie „życie po życiu” fotografii jest możliwe chyba tylko w jej analogowej odmianie.

Jan Krenz Jan Krenz

Niecierpliwy dyrygent – portrecista jako budka do zdjęć paszportowych

Kolejne zdjęcie również pochodzi z czasów, w których ze względów finansowych korzystałem wyłącznie ze światła zastanego. Lubiłem np. fotografować w bramach, które dawały ładne kierunkowe światło, a jesienią i zimą nie kapało w nich na głowę. Tym razem była to jednak sesja we wnętrzu. Była specyficzna, ponieważ odbyła się praktycznie w ciszy.

Nie zamieniłem z dyrygentem Janem Krenzem, którego portretowałem, ani jednego słowa. Zrobiłem trzy zdjęcia, traktując je w pewnym sensie jako rozgrzewkę. Tymczasem po tych trzech klatkach Krenz wstał z fotela, założył kurtkę i wyszedł. Nawet nie zdążyłem go obrazić… Poczułem się, jakbym był budką, w której kiedyś robiło się tzw. błyskawiczne zdjęcia paszportowe. Miałem szczęście, że poza, w której sfotografowałem mojego modela, była na tyle efektowna wizualnie, że spośród tych trzech naświetlonych kadrów wybrałem taki, który zadowolił zleceniodawcę.

Stanisław Lem – pochwała przygotowań

Ostatnia historia dotyczy „sesji” ze Stanisławem Lemem (cudzysłów stanie się jasny za momencik). Pojechałem na miejsce, czyli do domu pisarza razem z dziennikarzem, który miał przeprowadzić z nim wywiad dla tygodnika „Wprost”. Moim zadaniem było oczywiście wykonanie portretu. Obiecano mi dużo czasu na fotografowanie po zakończeniu rozmowy.

Dalej robiłem wtedy zdjęcia średnim formatem i wciąż sprzętem marki Rolleiflex, ale tym razem była to już lustrzanka jednoobiektywowa, model SL66. Załadowałem do niej niskoczuły film czarno-biały Agfa APX 25. Ponieważ w mieszkaniu było dość ciemno, a pomieszczenie mocno zagracone – wszędzie pełno było książek, panował wizualny chaos – postanowiłem pozbyć się tła odciągającego uwagę od modela, niedoświetlając drugi plan, a pierwszy (czyli głowę Lema) oświetlając lampą błyskową. Jak widać, nie marnowałem czasu w trakcie wywiadu. Wybrałem nawet kilka dobrych punktów widzenia.

Niestety rozmowa się przeciągnęła i kiedy nadszedł czas dla fotografa (czyli dla mnie), pisarz był już bardzo zmęczony i rozdrażniony. Zdążyłem nacisnąć spust migawki dosłownie dwa razy i usłyszałem, że więcej zdjęć nie będzie. W tej chwili dziennikarz zadał Lemowi jeszcze jedno pytanie. Ten zamyślił się na moment, a ja zrobiłem jeszcze jedno zdjęcie, które ostatecznie zostało wykorzystane. Uff, znów się udało…

W pracy na zlecenie liczy się odpowiednie przygotowanie, bez którego niektórych zdjęć po prostu nie dałoby się zrobić (np. mojego portretu Stanisława Lema). Jednak samo przygotowanie nie wystarczy, ponieważ nigdy nie wiadomo, co się wydarzy – zawsze może nas czekać niespodzianka oznaczająca zazwyczaj dodatkowe trudności. Oczywiście metodyczność i sumienność przygotowań mogą nas uchronić przed niektórymi problemami, ale każdemu zdarza się o czymś zapomnieć. Najważniejsze, żeby w takiej chwili nie tracić głowy i starać się mimo wszystko zrobić dobre zdjęcia. Trzymam kciuki za Waszą wytrwałość i głowę otwartą na niestandardowe rozwiązania.

O autorze

Fotograf portrecista, absolwent łódzkiej filmówki (PWSFTviT). Zawodowo fotografuje od 23 lat. Od wielu lat współpracuje z tygodnikiem „Przekrój”.

Jest fotografem solistą, w czasie sesji najchętniej pracuje 1 na 1. Nie boi się przypadku i często kieruje się intuicją. Jest szczerze wymagający i wymagająco szczery. Dzięki temu tworzy jedne z najlepszych fotografii portretowych w kraju.

Bohaterami zdjęć Krężela są najważniejsze postaci polskiej sceny, literatury, sztuki i polityki. Jest twórcą okładek oraz ilustracji do książek wydawnictw Znak, W.A.B. i Prószyński i S-ka. Autor licznych wystaw indywidualnych oraz zbiorowych. Laureat wielu konkursów fotograficznych.

Obejrzyj wywiad z Bogdanem Krężelem w naszym dziale „Fotograf miesiąca”.
Strona fotografa: bogdankrezel.com

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Zobacz podobne poradniki

rozwiń

Komentarze

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

mondey

Anna Kawala Konik2018-12-10 16:13:39 mondey

pasja + miłość do psów = piękne zdjęcia :) Gratuluje Pani Aniu :)…

1954

Magdalena Russocka2018-12-08 18:58:27 1954

Niesamowite! Nie mogę się napatrzeć!…

nieznjoma0001

Autoportret w tryptyku2018-12-07 17:23:21 nieznjoma0001

Czy można wykorzystać zdjęcia, które wcześniej zostały wykonane?…

AnaVera

Moja rzeczywistość2018-12-04 19:31:50 AnaVera

Z niekłamaną przyjemnością obejrzałam wszystkie zgłoszone zdjęcia. Dużo ciekawych…