Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Sposoby fotografowania | Dokument i reportaż | Ludzie | 29.03.2016 | Początkujący | Powiększ tekst:

Jak fotografować w teatrze

Wojtek Szabelski

Dowiedz się, jak zacząć przygodę z fotografią teatralną

Dodaj do schowka Komentarze: 3

Fotografia teatralna – fotografia wykonana w teatrze czy autorskie dzieło fotografa?

Niejeden raz zadawałem sobie pytanie, czym jest fotografia teatralna. Okazuje się, że wiele osób, także tych związanych z teatrem, nie ma jednoznacznej definicji. Powiem więcej, nawet dla mnie samego część spośród moich fotografii wykonanych na zlecenie teatrów nie mieści się w tej kategorii. Na szczęście fotografuję także po swojemu. Krótko mówiąc, moja definicja fotografii teatralnej obejmuje te zdjęcia z teatru, które mogą istnieć samodzielnie, wisieć na ścianie w galerii, dawać ciekawość i radość oglądania obrazu fotograficznego. Będące moją interpretacją samej sztuki czy tego, co się wokół niej działo, łącznie z życiem okołoteatralnym. Innymi słowy, są przeciwieństwem typowych filmowych fotosów. Nie jest też fotografia teatralna sensu stricto dokumentacją spektaklu, bo od tego mamy dziś zapis wideo.

Między młotem a kowadłem – kiedy w teatrze pojawia się fotograf

Fotograf zjawia się w teatrze zwykle na kilka dni przed premierą sztuki. Rzadko towarzyszy jej powstawaniu od samego początku. Trafia więc w najgorętszy moment pracy. Musi wejść pomiędzy reżysera, scenografa, choreografa czy oświetleniowca a zespół aktorski. Najlepiej, gdyby był niewidzialny. Ale tak nie jest. I tu bardzo dużo zależy właśnie ode mnie samego. Od mojego wyczucia sytuacji, tej mentalnej i scenicznej. Od znalezienia tej niewidzialnej „cienkiej czerwonej linii”, której nie mogę i nie chcę przekroczyć. Czasami pytam reżysera, jak głęboko mogę wejść w przestrzeń sceniczną, ale bardzo rzadko ingeruję w nią swoją osobą. Moje fotografowanie przypomina bardziej delikatny taniec wokół sceny, zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Fotografuję też z miejsc, które nie są dostępne dla zwykłego widza. Ot, choćby z technicznej rampy znajdującej się bezpośrednio nad sceną czy tak zwanego horyzontu. Wszystko zależy od tego, jaki obraz zobaczę we własnej wyobraźni. W końcu ze scenicznego ruchu, dźwięku, światła, aktorskich osobowości – czasami nawet zapachu, zostanie tylko płaski nieruchomy obraz.

Już dawno skończyły się czasy fotografowania na specjalnie ustawianych próbach, „odgrywania” przed aparatem wybranych scen, doświetlania ich dodatkowymi reflektorami i w końcu „zamierania” w ustawionych pozach. Wynikało to po części z ówczesnej techniki fotograficznej, filmów o niskiej czułości, wolnych średnioformatowych aparatów i samej estetyki fotograficznej. Na dodatek liczba fotografów tak naprawdę ograniczała się do niewielkiego grona nazwisk, wśród nich choćby Edwarda Hartwiga, Wojciecha Plewińskiego, Stefana Okołowicza.

Z czym do ludzi – sprzęt tak, ale czy to jest najważniejsze?

Wybór sprzętu fotograficznego na rynku jest dziś ogromny. I ja, jak każdy fotograf, dobieram go sobie według własnych preferencji. Z powodzeniem używam zarówno lustrzanek, jak i bezlusterkowców. Ba, czasem nawet wyciągam z kieszeni smartfona. Najważniejsze dla mnie cechy aparatów to jak najlepsza praca na wysokich czułościach. W końcu pracuję ze światłem zastanym (myślę, że tak samo jak praktycznie wszyscy fotografowie teatralni). Nie bez znaczenia jest też głośność mojego sprzętu. Świadomie zrezygnowałem z topowych aparatów typu D3, D4 właśnie ze względu na hałas. Wolę aparaty z odrobinę niższej półki, ale z dźwiękiem jak najmniej absorbującym. Bo choć fotografuję głównie podczas prób, to jednak mam dyskomfort, kiedy muszę nacisnąć spust migawki i wiem, że w panującej ciszy to będzie jedyny lub dominujący dźwięk. Bywa też tak, na przykład podczas spektakli festiwalowych fotografowanych na żywo, że z tego powodu powstrzymuję się od zrobienia zdjęcia. Ale tu z pomocą przyszły mi właśnie bezlusterkowce. Mogę fotografować niemal niezauważenie, pod warunkiem, czego zawsze przestrzegam, nieużywania ekranów w aparacie. Nie ma nic gorszego w teatrze niż widok rozświetlonej twarzy fotografa w owianej mrokiem widowni. Dobre bezlusterkowce z przyzwoitymi wizjerami elektronicznymi mają jeszcze tę zaletę, że radzą sobie z bardzo trudnym niekiedy oświetleniem scenicznym, a właściwie z pomiarem ekspozycji. Nie muszę przeprowadzać kontroli po zrobieniu zdjęcia, ponieważ mogę na żywo korygować parametry naświetlenia. Zwłaszcza że zawsze pracuję w trybie manualnym.

O niektórych z tych rzeczy można za to zapomnieć, fotografując teatry uliczne i spektakle plenerowe. Tam jest taka ilość różnego rodzaju bodźców, że nasze znikną zupełnie. Nie oznacza to, że skoro w teatrze podczas przedstawienia siedzimy w jednym miejscu, to w plenerze możemy być wszędzie. Nie róbmy z siebie konkurencyjnego spektaklu. Przestrzegajmy mniej lub bardziej umownej granicy sceny. Pamiętajmy też o widzach. To dla nich w pierwszej kolejności grają aktorzy.

Mój fotograficzny zestaw to najczęściej dwa body i trzy, czasami cztery obiektywy – najczęściej jasne i stałoogniskowe. W zależności od wielkości sceny jednym ze szkieł może być zoom o zakresie 24–70 lub 70–200 mm.

Jak zacząć przygodę z fotografią teatralną?

Najlepiej zacząć od teatrów plenerowych, które często są wdzięcznym tematem fotograficznym. Warto zainteresować się też teatrami nieinstytucjonalnymi, a nawet tymi – nazwijmy je umownie – szkolnymi. One w końcu też operują podobnymi podstawowymi elementami, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć w prawdziwym teatrze. Jest reżyser, scena, światło, ruch, są aktorzy. Namiastką prawdziwej fotografii teatralnej mogą być też próby prasowe nowych premier, podczas których można robić zdjęcia wybranej sceny. Co prawda są one stosunkowo krótkie i bywa, że tłoczne, ale zawsze to coś. W końcu przyjdzie też czas na rozmowę z kimś „ważnym” z prawdziwego teatru. Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Kto nie zapyta, ten nie dostanie swojej szansy. Zwłaszcza że wciąż są jeszcze w Polsce teatry, które nie zdecydowały się na korzystanie z umiejętności prawdziwych teatralnych fotografów. Z różnych, nie tylko finansowych, powodów. Pamiętajmy bowiem, że w teatrze nie fotografujemy bez zgody gospodarzy.

Teatr to nie tylko fotograficzny temat. Żeby go dobrze fotografować, trzeba w nim bywać, trzeba próbować go zrozumieć, trzeba go na swój sposób przeżywać i uczyć się. Bardzo lubię po kilku dniach przepracowanych na próbach z aparatem usiąść w teatralnym fotelu i obejrzeć premierowy spektakl w całości. Za każdym razem doznaję tego samego uczucia, że widzę coś dla mnie zupełnie nieznanego, nowego. W końcu podczas fotograficznej pracy umyka mi wiele drobnych, niekoniecznie wizualnych rzeczy. Rzeczy, które w świecie teatru razem dają to coś.

Tekst i zdjęcia: Wojtek Szabelski
Redakcja: Łukasz Kacperczyk

Oznacz jako przeczytane
Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

artus

artus 2016-03-30 23:52:24

Oby więcej takich fotografów, którzy mają świadomość, że ich sprzęt mocno ingeruje w otoczenie! Gratulacje!
Niestety większość, to po prostu buraki, które siadają w pierwszym rzędzie i przez cały spektakl nawalają swoją lustrzanką z częstotliwością 30 zdjęć na minutę. Człowiek kupuje bilety, idzie na spektakl i klops, bo obok siedzi taki "artysta", który musi zrobić zdjęcie każdego grymasu twarzy i każdego ruchu aktora.

Bezlusterkowce, a nawet niektóre kompakty, są już teraz tak dobre, że pozwalają cicho robić fajne foty. Są też dostępne specjalne "kubraczki" na lustrzankę, które ją nieco wyciszają. A jak ktoś nie ma, to po prostu można obwinąć ręcznikiem i też jest dużo ciszej.
Myślę, że ważne jest też, żeby nie siadać w publiczności, ale jak ktoś zaprasza fotografa na spektakl, to powinien mieć wydzielone miejsce i wiedzieć kiedy w spektaklu są głośniejsze sceny i będzie można robić zdjęcia. No i świetny pomysł z robieniem na próbach.

obserwatortorunski

Ten artykuł powinien być lekturą obowiązkową na w s z y s t k i c h kursach fotograficznych.
Autorowi za jego opracowanie się dziękuje.
- Żywiołowo!

czarny

czarny 2016-09-10 02:25:39

A ja się zastanawiam który z bezlusterkowców może się równać np z Nikonem. D 750 czy z canon 5 d. Co do nikona D3 czy D 4 fakt są strasznie głośne.

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

sagitarius777

Kuba Sobczyk2017-05-25 20:28:36 sagitarius777

Ciekawe te ręce na cmentarzu i ten dym na ostatniej fotografii.…

wikac

Fotografowanie nocą2017-05-25 13:58:33 wikac

Bardzo przejrzyście i zrozumiale!…

wikac

JPEG czy RAW?2017-05-25 12:20:04 wikac

Jak dla mnie bardzo przejrzyście i w 100% wyjaśnione!…

ania

Kinga Błaszczyk-Wójcicka2017-05-23 20:38:38 ania

Miałam ta ogromną przyjemność aby uczyć się od Kingi :) to wspaniała osoba i niesamowicie i…