Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Sposoby fotografowania | Dokument i reportaż | Ludzie | Podróże | 17.06.2019 | Średnio zaawansowani | Powiększ tekst:

Fotograficzne wakacje – porady i wyzwania

Łukasz Kacperczyk

Rzutem na taśmę w ostatnich dniach czerwca postanowiłem zaserwować czytelnikom kilka fotograficznych pomysłów na wakacje. Tradycyjnie nie będzie tak pięknie, jak można by się spodziewać – nie liczcie na listę „najpiękniejszych plaż Europy" czy „fotograficzne Eldorado w zasięgu ręki – zawodowi fotografowie ich nienawidzą – obejrzyj memy!". Wierni czytelnicy Szerokiego Kadru już wiedzą, że znów będę proponował wyrzeczenia, przełamywanie przyzwyczajeń, zaciskanie zębów i wychodzenie ze strefy komfortu. Ale może nie będzie aż tak strasznie. Dla każdego coś (równie nie-) miłego. Uwaga: poniższe propozycje się nie wykluczają; można je łączyć i mieszać do woli. Zapraszam.

Dodaj do schowka Komentarze: 0
01 02 03 01 02 03 Manualne obiektywy miały na obudowie skalę głębi ostrości przy danej odległości ogniskowania i przysłonie, dzięki czemu ustawienie odległości hiperfokalnej było bardzo łatwe. Na powyższym przykładzie widać, że obiektyw 50 mm po ustawieniu ostrości na ok. 5 m z przysłoną f/16 obejmie głębią ostrości zakres od ok. 2,5 m do nieskończoności. Z obiektywem 24 mm wystarczyłaby bezpieczniejsza przysłona f/8, by zwiększyć ten zakres do przedziału od 1,5 m do nieskończoności.

1. Odległość hiperfokalna

Zacznę delikatnie, bo od ułatwienia. Proponuję fotografowanie z odległością hiperfokalną ustawioną na obiektywie. Co to takiego? Jest to odległość ogniskowania, która dla danego obiektywu i danej wartości przysłony daje największą możliwą głębię ostrości. Z obiektywami szerokokątnymi możliwe jest uzyskanie głębi ostrości, która obejmuje wszystkie plany fotografowanej sceny – zapewnia ostrość od pierwszego planu po nieskończoność. Na przykład dla obiektywu 28 mm i przysłony f/8 (powyżej f/11 nie ma co wchodzić, żeby uniknąć dyfrakcji i obniżenia rozdzielczości/ostrości).

W czasach fotografii analogowej (nie przepadam za tym określeniem, ale co tam) i manualnego ustawiania ostrości obiektywy miały na korpusie oznaczoną skalę głębi ostrości w zależności od wybranej przysłony i odległości ogniskowania. Można było łatwo ustawić odległość hiperfokalną i w miarę beztrosko pstrykać bez konieczności ustawiania ostrości. Szybko i bez wahania. Shoot first, ask questions later. Nic dziwnego, że odległość hiperfokalną upodobali sobie klasycy fotografii ulicznej i reportażowej. Jednak street photo to nie jedyny gatunek, w którym przydaje się odległość hiperfokalna. Korzystamy z niej np. w fotografii krajobrazowej, w której liczy się ostrość od pierwszego planu aż do najdalszych elementów tła.

Dlaczego więc odległość hiperfokalna na wakacje? Ponieważ na wakacjach najczęściej nie jesteśmy w 100% skupieni na fotografii, a zdjęcia robimy niejako przy okazji. Jeśli więc zamontujemy w aparacie obiektyw szerokokątny (np. odpowiednik 24 lub 28 mm w małym obrazku), ustawimy na nim odległość hiperfokalną i wybierzemy nieduży otwór przysłony (np. f/8), łatwo będzie zrobić ciekawe zdjęcie bez przygotowania. Wystarczy zareagować na sytuację, skupić się na kompozycji i gotowe.

01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 Małoobrazkowe pamiątki z zimowego wyjazdu do Londynu. Nie pokazują, jak wygląda to miasto. Nawet z punktu widzenia edycji można się do nich przyczepić (Joanna Kinowska na pewno zbeształaby mnie za pionowe otarcie i zamknięcie serii… ;-), ale są to zdjęcia osobiste i niekoniecznie przeznaczone do pokazywania innym. Czytelne dla mnie i najbliższych, z którymi odwiedziłem stolicę Anglii, przywołują wspomnienia lepiej niż klarowne fotografie najważniejszych zabytków.

2. Fotografuj na kliszy

To propozycja dla zaawansowanych, ale oczywiście – jak zawsze – nie tylko. Zalet jest kilka. Podstawową to odsunięcie momentu oglądania zdjęć w czasie. Jedną z umiejętności niezbędnych fotografowi jest sprawna i bezlitosna edycja. Pisałem to już wiele razy, napiszę jeszcze raz – nie wystarczy zrobić dobre zdjęcie, trzeba jeszcze umieć je wyłuskać spośród setek takich, które nie zasługują na pokazanie. W skutecznej edycji przeszkadza jednak emocjonalne przywiązanie do okoliczności powstania zdjęcia. Może trudno było je zrobić? Może wspaniale się wtedy czuliśmy? Może fotografowaliśmy z kimś bliskim? Może ktoś bliski jest na zdjęciu? Tymczasem dobra edycja wymaga dystansu, a najłatwiej o dystans, kiedy wspomnienia się zacierają. Chodzi o to, żeby podczas przeglądania zdjęć czuć się, niemal jakbyśmy oglądali cudze prace. Znakomity Garry Winogrand, mistrz fotografii ulicznej, potrafił wiele miesięcy nie wywoływać filmów, dzięki czemu oglądał je świeżym okiem. Nie namawiam do takich poświęceń, ale wiecie, o co mi chodzi.

Dodatkową zaletą fotografowania na kliszy jest wstrzemięźliwość wymuszona przez koszty takiej pracy. Zapełniając kartę pamięci aparatu cyfrowego, zużywamy jedynie prąd z akumulatorów. Tymczasem każda rolka kliszy to realny koszt: najpierw zakupu filmu, potem wywołania i odbitek. Po kilku takich cyklach łatwo zmienić cyfrowe przyzwyczajenia. Większa wstrzemięźliwość to z kolei większe skupienie w trakcie fotografowania, czyli lepsze zdjęcia (zakładam, że jak się człowiek bardziej stara, to mu lepiej wychodzi). Aha – wielkim plusem wstrzemięźliwości jest znaczne ułatwienie argumentu z pierwszego akapitu, bo im mniej zdjęć, tym łatwiejsza edycja.

Każdy film ma swój charakter – czułość, ostrość, sposób reprodukcji kolorów, wielkość i rodzaj ziarna. Z artystycznego punktu widzenia wybór kliszy jest więc tak samo ważny jak wybór obiektywu, ponieważ bezpośrednio wpływa na wydźwięk i oryginalność zdjęć. Wiąże się też z dużą dozą ostateczności – niewiele da się „naprawić" w postprodukcji. Dlatego jest to propozycja dla zaawansowanych, którzy radzą sobie z samodzielną kontrolą parametrów ekspozycji. To nie są RAW-y, z którymi możemy po naświetleniu zrobić praktycznie wszystko. Jeśli ktoś nie potrzebuje takiej kontroli, może się zaopatrzyć w stary kompakt ze stałoogniskowym obiektywem i korzystać z automatyki ekspozycji. Ze względu na mniejszy wpływ na parametry ekspozycji może być więcej zdjęć nieudanych technicznie, ale zdarzą się też szczęśliwe przypadki. Takie rozwiązanie pozwala już w 100% skupić się na kadrze i odpowiednim momencie wyzwolenia migawki.

Dlaczego proponuję takie utrudnienie akurat na wakacje? Bo lepsze zdjęcia – dzięki skupieniu i traktowaniu każdego ujęcia z osobna. Bo mniej zdjęć – łatwiejsza edycja, mniej pstrykania na oślep, więcej czasu na wakacjowanie się. Bo ciekawsze zdjęcia – każda klisza ma swój charakter, inaczej reaguje na niedoświetlenie/prześwietlenie, zmianę temperatury barwowej itd. Bo lepsza i łatwiejsza edycja – nie zanudzimy widzów (rodziny, znajomych). Minus: nie wrzucimy zdjęć na bieżąco na fejsika ;-)

01 02 01 02 Czasem po prostu nie ma sensu robić zdjęć. Powyższy przykład to podwórko z balkonem Szekspirowskiej Julii w Weronie. Tam nigdy nie jest pusto.

3. Nie unikaj ludzi

W tym punkcie dla odmiany kilka słów nie o tym „jak" i „czym", ale „co" – a w zasadzie kogo. Kiedy wyjeżdżamy na wakacje, próbujemy pokazać na zdjęciach piękno zwiedzanych miejsc. A skoro cieszymy się pięknem przyrody czy imponującej architektury, to chcemy je pokazać sauté, bez tych okropnych turystów. Czekamy więc i czekamy, aż wszyscy przejdą (co oczywiście nigdy nie nastąpi). Złorzeczymy, zapominając, że sami jesteśmy turystami, że my również tworzymy ten zupełnie niefotogeniczny tłum.

Kiedy rozglądamy się dookoła, filtrujemy to, co widzimy, nie zwracając uwagi na przechodniów, ciesząc się wyjątkowością miejsca. Tymczasem fotografia jest bezlitosna i wymaga umiejętności syntezy, przeniesienia na dwuwymiarowy obraz nie tylko tego, co widzimy, ale też tego, co czujemy. Proponuję więc pogodzić się z tym, że na naszych pamiątkowych zdjęciach z turystycznych atrakcji będą widoczni inni turyści. (Zresztą w sumie to będzie dość wierne oddanie rzeczywistości – robimy przecież relację z podróży, więc skoro zastaliśmy tłumy, niech te tłumy trafią na nasze zdjęcia). Nie tylko wakacje staną się tę odrobinę przyjemniejsze i mniej stresujące, ale też unikniemy obcowania ze światem za pośrednictwem wizjera/ekranu aparatu. I tak nie wygramy z miejscowymi fotografami, którzy mogą wrócić na miejsce wielokrotnie, np. bardzo wcześnie rano, kiedy jeszcze nie ma zwiedzających, czy w lepszym świetle. Nie kopmy się z koniem. Jeśli chcemy zabrać do domu pamiątkę pokazującą piękno okolicy, którą odwiedziliśmy w wakacje, kupmy album ze zdjęciami.

Oczywiście nie zniechęcam zapaleńców do porannego wstawania, gonienia za światłem i wożenia tony sprzętu. Powyższe uwagi są skierowane bardziej do osób, dla których fotografowanie nie jest głównym celem wyjazdu.

Tłumy prowadzą nas do następnej porady poniżej – można ją potraktować jako wyzwanie.

4. Nie rób selfie i zdjęć na tle

Czemu? Bo nie. No dobra, wytłumaczę się. Pierwszy powód jest prozaiczny i samolubny – nie znoszę takich zdjęć. Nie rozumiem potrzeby fotografowania się kilka razy dziennie. Uważam aparat umieszczony nad ekranem telefonu komórkowego za wynalazek szatana. Nie cierpię też zdjęć „na tle". Czy mają one stanowić dowód, że rzeczywiście na własne oczy widzieliśmy wieżę Eiffla, krzywą wieżę w Pizie, Koloseum czy inną Bramę Brandenburską? Czy naprawdę bez tych zdjęć znajomi i rodzina nie uwierzą?

Wracając do selfie i tego, dlaczego tak bardzo ich nie lubię i dlaczego zniechęcam do robienia takich zdjęć. Otóż one wszystkie są takie same. Pomijam już nawet te idiotyczne dzióbki i selfie sticki, którymi tabuny turystów próbują wydłubać oczy innym turystom. Pal licho, jeśli z tyłu majaczy jakaś atrakcja. Niestety zazwyczaj takie fotki są zupełnie pozbawione kontekstu, naturalnie, jeśli nie liczyć obowiązkowych hashtagów w mediach społecznościowych. Zdecydowanie więcej o wyjeździe powiedzą fotki mamy na leżaku czy synka kopiącego dołki na plaży niż ta sama maska na kolejnych zdjęciach (nie oszukujmy się – to nie są portrety). Może moja niechęć wynika z tego, że lubię, kiedy zdjęcie ma jakieś znaczenie, coś ze sobą niesie. I nie mówię o wydumanej wartości artystycznej, która wcale nie jest niezbędnym składnikiem dobrej fotografii.

Wyzwanie – czy uda ci się przetrwać całe wakacje bez selfie i fotek na tle Bardzo Ważnego Zabytku? A jeśli się nie uda bez zrobienia takiego zdjęcia, umówmy się, że wyzwanie zostanie zaliczone, jeśli nikt inny poza samym fotografem go nie obejrzy.

01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 Tematów na wakacyjną relację z kluczem jest mnóstwo. Możemy się np. zdecydować na mocne, nasycone kolory i nieoczywiste kompozycje (nieoczywiste w sensie: niestarające się pokazać fotografowanej sytuacji „obiektywnie”). Ważna jest spójność zarówno w trakcie fotografowania, jak i późniejszej edycji.

5. Zdjęcia z kluczem – może być klucz ptaków ;-)

To chyba ambitniejsze wyzwanie niż numer dwa z dzisiejszej listy, ponieważ wymaga nie tylko opanowania podstaw prawidłowej ekspozycji, ale przede wszystkim pomysłu i cierpliwości. Ważnym aspektem, który wpływa na odbiór fotografii (czy to wakacyjnych pamiątek czy jakichkolwiek innych), jest ich dobór, czyli edycja/selekcja. Właściwy wybór zdjęć sprawia, że widz nie jest zdziwiony i odbiera naszą opowieść jako coś więcej niż zestaw pojedynczych zdjęć. Zestaw nie może być rozstrzelony od Sasa do Lasa (chyba że zdecydujemy się na full opcję, czyli każde zdjęcie z innej parafii). Ja proponuję spójność do kwadratu, ograniczenie pomagające na skupienie, czyli wakacyjną relację z kluczem, dzięki któremu już na początku zakładamy, że tworzymy serię.

Klucz, według którego fotografujemy, może być techniczny albo koncepcyjny. Pierwsza opcja opiera się na założeniach związanych z parametrami ekspozycji lub np. wyborem sprzętu. Możemy się zdecydować na fotografowanie samych zbliżeń lub wręcz przeciwnie – same szerokie plany. Możemy fotografować pod światło albo tylko w niekorzystnym (ale idealnie przystającym do wakacyjnych podróży) górnym światłem słońca w zenicie. Opcja koncepcyjna zakłada wybór jednego tematu lub wręcz motywu. Niech to będą obcy ludzie w kontrastowych ubraniach, niebieskie i czerwone samochody, psy na ulicy, ludzie jedzący lody. To tylko przykłady, które przyszły mi na szybko do głowy. Inspiracji możemy poszukać choćby na zdjęciach fotografów, których cenimy. Możliwości jest mnóstwo.

Zdaję sobie sprawę, że moja propozycja jest dość nieortodoksyjna, zwłaszcza w kontekście wakacji, ale takie wspominki z kluczem na pewno będą miały swój urok i założę się, zapadną w pamięć widzom na dłużej niż standardowe materiały dowodowe z wakacyjnych wyjazdów. Zresztą spójrzmy na to z drugiej strony. Nie bójmy się zaskoczenia i podniesionych brwi. Konsekwencja to klucz do sukcesu, bo dzięki niej wiadomo, że „tak ma być" (jak dziwnie i nieoczywiście by nie było). Pewien znakomity muzyk jazzowy przekonywał, że kiedy zdarzy mu się pomylić, natychmiast powtarza „pomyłkę" kilkakrotnie, dzięki czemu wszyscy myślą, że zagranie było celowe. Kto wie – może wakacyjna relacja z kluczem będzie początkiem pięknej przyjaźni i zaowocuje nowym, już niewakacyjnym projektem?

Na koniec jeszcze zastrzeżenie. Tak jak w punkcie nr 4 – nie ma zakazu robienia innych zdjęć, jest tylko zakaz pokazywania innych zdjęć ;-)

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

buvv

Tomasz Tomaszewski2019-09-13 12:27:13 buvv

Niesamowite fotografie. Prawdziwy talent.…

magdalenasz.

Mateusz Gzik2019-09-13 10:13:23 magdalenasz.

Dziękuję za inspirację - odkrywanie porządku w chaosie miasta.…

koincydencje

Człowiek w przestrzeni2019-09-09 14:41:56 koincydencje

świetne prace - mój faworyt to pani z kapustą oraz pan w pokoju z obrazkami - ogromne gratulacje!…

klaudia

Joanna Chudy2019-09-06 21:25:07 klaudia

Moja nauczycielka fotografii ze szkoły foto! Dużo jej zawdzieczam. To, jaki styl jaki styl mają…