Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Poradnik: Sprzęt | Postedycja | 09.11.2015 | Początkujący | Powiększ tekst:

Archiwizacja zdjęć, część 2 – jak utrzymać porządek, czyli katalogowanie

Michał Leja

Dowiedz się, co zrobić, żeby już nigdy nie zgubić żadnego zdjęcia

Dodaj do schowka Komentarze: 3

Porządkowanie chaosu na dysku – katalogi

Technologia fotograficzna gna przed siebie bez sentymentów do starych czasów utrwalonych na negatywach i musimy się jakoś w chaosie spływających na dysk komputera fotografii odnaleźć. Założę się, że przynajmniej połowa z czytelników patrzy na swoje archiwum z przerażeniem, nie bardzo wiedząc, co i jak znaleźć. Drogi zagubiony czytelniku – nie przejmuj się, miałem ten sam problem! Sam nie potrafiłem się kiedyś odnaleźć w nowej dla mnie wirtualnej rzeczywistości. 

Po zgraniu pierwszych kilkunastu folderów z plikami RAW (na szczęście nigdy nie zapisywałem fotografii w innym formacie, chyba że nie mam na to wpływu – jak w telefonie) i opisaniu ich w enigmatyczny sposób w stylu „wyjazd nad morze” czy „portret ojca” sytuacja wydawała się jeszcze pod kontrolą. Problem pojawił się kilka miesięcy później, gdy folderów było już kilkadziesiąt, a potem kilkaset… Coś musiałem zmienić, bo poczułem, że wkrótce będzie to nie do ogarnięcia.

Przyjąłem następujący porządek – wszystkie moje fotografie powinny spoczywać na dysku w kolejności chronologicznej, od najstarszej do najnowszej. Żeby nie mieć wszystkiego w jednym folderze, podzieliłem całość na poszczególne dni lub tematy (jeżeli temat trwał kilka dni, cały był w jednym folderze). Każda fotografia ma swoją niepowtarzalną nazwę i jest ona możliwie najprostsza. 

Zaczynamy od zmian nazw istniejących już folderów. Załóżmy, że na dysku mamy dziesięć katalogów (w których w sumie jest ponad dziesięć tysięcy plików RAW) ponazywanych bez ładu i składu, a pliki mają nazwy przypisane przez aparat, np. _DSC1234. Foldery nie układają się w chronologii wykonania zawierających je zdjęć, lecz w chronologii utworzenia/modyfikacji lub alfabetycznie.

W moim systemie nazwa wygląda następująco: 20140923 – temat wykonania zdjęcia. Osiem cyfr w nazwie to data wykonania pierwszego zdjęcia z tego folderu, według prostego schematu RRRRMMDD. Datę bez problemu znajdziemy w informacjach o pliku. To bardzo ważne, żeby aparat miał wprowadzoną właściwą, co w szczególności przydaje się, kiedy fotografujemy dwoma zestawami naraz. Po myślniku mamy temat zdjęć lub lokalizację, jeżeli podróżujemy, imię i nazwisko portretowanej osoby itp. I tyle. Mnie to wystarcza, ale to nie oznacza, że system nie może wyglądać inaczej. Każdy z czasem zorientuje się, czego potrzebuje (można na przykład umieścić tam jeszcze nazwę pierwszego i ostatniego pliku). Ważna jest data na początku, bo jeśli będziemy zmieniali nazwy folderów w ten sposób, zaczną się one same układać chronologicznie (o ile system operacyjny ma ustawione sortowanie folderów według nazw).

Foldery poukładane, czas na zmianę nazw plików!

01 02 03 04 05 Zmiana nazw folderów może następować w dowolnej dla nich kolejności. Ważne, żeby pierwsze znaki nazwy tworzyły datę utworzenia pierwszego zdjęcia z danego katalogu. Dzięki temu foldery zaczną się układać w kolejności chronologicznej.

Porządkowanie chaosu na dysku – pliki

Każdy plik generowany przez aparat otrzymuje nazwę według wzoru (przykład dla aparatów marki Nikon): DSC_1234 (pliki RAW w przestrzeni barwnej sRGB) lub _DSC1234 (pliki RAW w przestrzeni barwnej Adobe RGB).

Skoro pliki mają już swoją nazwę, to po co ją zmieniać i tracić na to cenny czas? Z trzech powodów:

Pierwszy to lepsze samopoczucie. Czyż plik z naszymi inicjałami i sekwencją liczb/znaków zrozumiałych tylko dla nas nie wygląda profesjonalnie? Wygląda.

Drugi, ważniejszy, to wygoda. Wyobraźmy sobie, że japońska agencja reklamowa szuka fotografii do kalendarza o Fryderyku Chopinie. Znajduje w jakiejś bazie danych dwa zdjęcia naszego autorstwa przedstawiające Żelazową Wolę. Przysyła nam ofertę kupna, ale bez podglądu, tylko z nazwą pliku. Łapiemy się na tym, że byliśmy w Żelazowej Woli dwukrotnie i za każdym razem obficie ją sfotografowaliśmy. W rezultacie mamy dwie tak samo nazwane fotografie przedstawiające ten sam temat. Co teraz? Zapytać o szczegóły wyglądu zdjęcia albo poprosić o wglądówkę? Co prawda kto pyta, nie błądzi, ale przecież nasza ambicja nie pozwoli nam wyjść na amatora… Dlatego właśnie każda fotografia powinna mieć niepowtarzalną nazwę. Amen.

Nazwy plików nadane przez aparat

Trzeci, najważniejszy, powód to bezpieczeństwo danych. Pliki generowane przez aparat mają w nazwie sekwencję czterech cyfr. Czterocyfrowa sekwencja kończy się na liczbie 9999, czyli fotografia dziesięciotysięczna będzie miała numer… 0001, czyli taki jak pierwsza! Zostanie co prawda zapisana w nowym folderze na karcie aparatu, ale podczas zgrywania plików z karty możemy popełnić jakiś błąd i będąc zmęczonymi po całym dniu pracy, nieumyślnie próbować skopiować pliki do niewłaściwego folderu, gdzie już są fotografie o takich nazwach. Co wtedy? Komputer zada pytanie, czy nadpisać takie zdjęcia, a my, żeby mieć święty spokój, uderzymy, nie czytając komunikatu, w klawisz ENTER.

No więc – zmieniajmy nazwy. Dla bezpieczeństwa, dla wygody i dla lepszego samopoczucia.

Kiedyś, gdy chciałem, żeby nazwy moich plików wyglądały na bardziej profesjonalne niż same fotografie (czytaj: nie miałem wiele do powiedzenia jakością zdjęć, więc nadrabiałem czym innym), wdrożyłem system zbyt skomplikowany. Były tam: moje inicjały, nazwa katalogu, w którym się znajdował, data wykonania i czterocyfrowy numer sekwencyjny, a całość wyglądała mniej więcej tak: ML_801_20061126_0035. Bez sensu!

Minęło kilka lat, rozwinąłem się fotograficznie (mam nadzieję), odbyłem wiele rozmów z mądrzejszymi ode mnie fotografami, spokorniałem i postanowiłem zrobić wszystko od nowa.

Najnowsze zdjęcie w mojej bibliotece ma nazwę ML_072724. Inicjały, podkreślnik (nie warto stosować spacji w nazwach plików, bo niektóre systemy mogą spację odczytać jako znak niedozwolony) i sekwencja sześciocyfrowa, łącznie z zerami na początku (w przeciwnym wypadku system może zacząć układać zdjęcia w kolejności: 1, 11, 111, a nie 001, 002, 003 itd.). I tyle. A dlaczego aż (i tylko) sześć cyfr? Wspomniany mędrzec zapytał mnie kiedyś, czy jest szansa, że zrobię w życiu dziesięć tysięcy zdjęć? Ogromna! A czy jest szansa, że zrobię w życiu sto tysięcy zdjęć? Spora – odparłem mniej pewny (sekwencja pięciocyfrowa). – A milion? Czy zrobisz w życiu milion zdjęć? – wiercił mi dziurę w brzuchu. – Znikoma – odparłem oświecony.

Tym mędrcem jest Leszek Szurkowski. W Akademii Nikona prowadzi warsztaty „Tworzenie archiwum – jak opanować chaos tysięcy zdjęć?”, które serdecznie polecam.

I stąd sześć cyfr składających się na niepowtarzalną nazwę każdego pliku RAW w moim archiwum. Dlaczego nie siedem albo osiem? Ponieważ zgodnie z moją ulubioną zasadą w życiu – brzytwą Ockhama – nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę. Ja wiem, że nie zrobię więcej niż milion klatek w życiu. Nauczony oszczędności w czasach gdy 36 klatek na kliszy musiało starczyć na kilka dni wyjazdu, do dzisiaj dyscyplinuję się podczas fotografowania i utrwalam tylko te chwile warte utrwalenia. Jeżeli ktoś ma inne przeczucie co do liczby potencjalnych zdjęć, bo z każdego spaceru wraca z tysiącem fotografii, albo jego dziedzina to sport lub przyroda, albo ma po prostu chorobę ciężkiego palca, niech użyje dowolnie długiej sekwencji. Ważne (najważniejsze), żeby nie doszło do sytuacji, w której dwa pliki mają tę samą nazwę.

No dobrze, wiemy już, że musimy zmienić nazwę stu tysiącom plików w naszym archiwum. Czy mamy zmieniać nazwę każdej fotografii ręcznie? Na szczęście nie musimy! Z pomocą przychodzą programy pozwalające na seryjną zmianę nazw plików (z ang. batch rename). Moim podstawowym programem do pracy ze zdjęciami jest Adobe Lightroom. Program ten pozwala na seryjną zmianę nazw plików (wywołanie po zaznaczeniu większej liczby zdjęć klawiszem F2), ale dla mnie jest ona bezużyteczna, ponieważ największa możliwa sekwencja to pięć cyfr. Adobe Brigde z kolei (darmowy dodatek do płatnego Photoshopa) pozwala na idealny dla mnie ciąg sześciu cyfr. Innym programem (dostępnym za darmo dla użytkowników aparatów marki Nikon) jest Nikon View NX2. Program ten pozwala na wykonanie sekwencji nawet ośmiocyfrowej, ale odczytuje tylko pliki wykonane Nikonem.  Na rynku są też oczywiście inne darmowe aplikacje, które umożliwiają wsadową zmianę nazw plików (ACDSee, Irfanview). Ponieważ używam Photoshopa, korzystam z tego co, dostałem w pakiecie, czyli Bridge’a.

01 02 03 Lightroom ma wbudowane narzędzie do zmian nazw plików, ale maksymalna długość sekwencji to pięć cyfr
01 02

Można również zmienić system nazywania plików bezpośrednio w aparacie, ale np. w przypadku Nikonów do dyspozycji mamy tylko sekwencję czterocyfrową. Warto natomiast pochylić się nad tym tematem, jeśli fotografujemy dwoma korpusami. Na moim dysku fotografie z obu wylądują w jednym folderze i zostają wymieszane (początkowo), a potem ujednolicone (po zmianie nazw). W tym celu zmieniam nazewnictwo plików w aparacie w następujący sposób: Z „DSC_1234” na „DS1_1234” dla pierwszego korpusu i „DS2_1234” dla drugiego. Po zgraniu do jednego folderu wystarczy nakazać systemowi sortowanie wg daty (o synchronizacji zegarów już mówiłem) i zdjęcia ułożą się w kolejności wykonania.

Uporządkowaliśmy w ten sposób wszystkie fotografie, które mamy w komputerze. Później będzie już łatwiej, bo przy zgrywaniu fotografii wystarczy sumiennie i konsekwentnie nazywać foldery, a potem zmieniać nazwy plików. Programy zapamiętują ostatnio użyty numer zdjęcia, więc nie musimy się o to martwić. Ważne, żeby używać cały czas tego samego programu, ponieważ niestety nie wymieniają się one między sobą takimi informacjami. Użytkownicy systemu Nikona są w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ program Nikon Transfer jest świetnym pomocnikiem w układaniu nowych fotografii na dysku.

Metadane

Kolejną fundamentalną sprawą w archiwizacji fotografii są tzw. metadane (czyli dane o danych) uzupełniane przez autora. Każda fotografia zawiera dodatkowe informacje o zdjęciu zapisane w formacie EXIF (Exchangeable Image File Format): model aparatu i jego numer seryjny, obiektyw i jego ogniskowa, informacja o tym, czy błysnął flesz, i wiele, wiele innych, łącznie z jedną z najbardziej pożądanych informacji o czasie otwarcia migawki. Jak do nich dotrzeć? Są one dostępne już z poziomu aparatu (choć nie wszystkie) – wystarczy w trybie podglądu zdjęć wybierakiem wielofunkcyjnym wskazać górę lub dół (najpierw trzeba uaktywnić opcję „Informacje o zdjęciu” w menu odtwarzania).

Z poziomu komputera dostęp do metadanych oferują praktycznie wszystkie przeglądarki, łącznie z systemowymi (np. tylko tam sprawdzimy liczbę wyzwoleń migawki).

Podgląd metadanych w lustrzance marki Nikon
01 02 03 Podgląd metadanych w systemie Mac OS X

Danych EXIF nie da się edytować, można usunąć je przy eksporcie z pliku docelowego, jeżeli nie chcemy dać oglądającemu możliwości ich podglądu, ale w pliku RAW zawsze pozostaną.

Innym formatem jest IPTC (International Press Telecommunications Council). Dla fotografa to bardzo ważna sprawa, ponieważ te informacje możemy uzupełnić o wiele przydatnych danych – np. tytuł zdjęcia, autora fotografii, dane kontaktowe czy słowa kluczowe. Możliwość edycji części tych danych mamy już z poziomu aparatu. W większości modeli możemy wpisać dane fotografa, właściciela praw autorskich i dodać komentarz do zdjęcia.

Trzymając się przykładów z rodziny Nikona – w modelu D4/D4s drzemią największe możliwości, ponieważ IPTC ma swoje osobne menu, z czternastoma pozycjami do uzupełnienia (m.in. tytuł, miasto, kategoria). Dodatkowo mamy możliwość konfiguracji dziesięciu zestawów, które podczas fotografowania różnych tematów wgrają odpowiednie dane (co ma znaczenie w pozycji „Event ID”, czyli kod tematu; na przykład kod fotografii ślubnej to 10018000).

Wszystkie dane, niezależnie od modelu, można edytować z poziomu komputera za pomocą odpowiednich aplikacji. Jest ich całe mnóstwo, a większość z nich wymieniona jest na oficjalnej stronie IPTC: https://iptc.org/apps/. Użytkownicy Nikonów przywiązani do narzędzi producenta mogą dodawać informacje podczas importu zdjęć w programie Nikon Transfer lub podczas przeglądania i edycji zdjęć w programach Nikon ViewNX2, Nikon Capture NX2 i Nikon Capture NX-D.

01 02 Te ustawienia dostępne są w większości modeli marki Nikon
01 02 Wprowadzanie danych IPTC z poziomy programu Nikon Transfer

Ja, jako użytkownik programu Adobe Lightroom mam taką możliwość z poziomu okna importu fotografii oraz z poziomu modułu biblioteki. Wszystkie aplikacje, w odróżnieniu od aparatów, umożliwiają dodawanie słów kluczowych, które pomogą w przyszłości w wyszukiwaniu zdjęć.

Przed udostępnieniem zdjęć w internecie, na portalach społecznościowych czy e-mailach do znajomych możemy podczas eksportu z pliku RAW do pliku JPG usunąć wszystkie metadane (ewentualnie pozostawić te, które mówią o prawach autorskich). Nie chodzi tu o wielkość samego pliku, lecz o zablokowanie dostępu do danych o zdjęciu, aparacie itp.

Efektem działań opisanych w tej części poradnika są foldery ponazywane w prosty i spójny sposób, pliki z unikalnymi numerami, w których zaszyte są informacje chroniące nasze interesy i ułatwiające nam wyszukiwanie. Zachęcam do porządków!

Masz propozycję na temat poradnika?: Napisz do nas
Oceń :

Komentarze

kawus

kawus 2015-12-20 10:57:55

fajnie to opisałeś:) sam już zaczynam się gubić i na pewno wykorzystam część z Twojego patentu:)

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

1954

Magdalena Russocka2018-12-08 18:58:27 1954

Niesamowite! Nie mogę się napatrzeć!…

nieznjoma0001

Autoportret w tryptyku2018-12-07 17:23:21 nieznjoma0001

Czy można wykorzystać zdjęcia, które wcześniej zostały wykonane?…

AnaVera

Moja rzeczywistość2018-12-04 19:31:50 AnaVera

Z niekłamaną przyjemnością obejrzałam wszystkie zgłoszone zdjęcia. Dużo ciekawych…

magdalena

Magdalena Szczoczarz2018-12-04 10:54:45 magdalena

Bardzo dziękuje za miłe słowa :)…