Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Akcja (foto)edukacja: Edycja 3 - Lekcja nr 7 | Teoria | 15.04.2015 | Powiększ tekst:

Fotografia uliczna

Edycja 3 - Lekcja 7

Dowiedz się, jak się zabrać za street photo

Realizacja: Krystian Bielatowicz

Mianem fotografii ulicznej określa się zdjęcia wykonane w mieście w sposób nieco przypominający fotoreportaż, acz reportażem niebędące. Street photo (bo tak z angielska przyjęło się określać ten gatunek) to zazwyczaj ulotne migawki rejestrujące chwile, szukające niezwykłości w codzienności, zapisujące decydujący moment, w którym z jakiegoś powodu wszystkie elementy kadru na ułamek sekundy zgrały się ze sobą, tworząc interesującą kompozycję – czasem zabawną, czasem smutną, kiedy indziej poruszającą lub dwuznaczną. Samo określenie „moment decydujący” ukuł mistrz fotografii ulicznej Henri Cartier-Bresson w roku 1952 w książce o takim właśnie tytule. Chodziło mu o umiejętność naciśnięcia spustu migawki dokładnie w momencie, w którym przed oczami fotografa pojawi się idealny kadr, o wyczucie tej chwili, przewidzenie jej, a nie odnalezienie wśród setek ujęć wykonanych w trybie seryjnym (choć muszę przyznać, że w tamtych czasach nikomu nie przyszłoby nawet do głowy, że będzie można fotografować z prędkością pięciu klatek na sekundę czy nawet szybciej – bo i po co?). Fotografia uliczna jest więc trochę podobna do reportażu, ale w przeciwieństwie do niego nie relacjonuje jednego konkretnego wydarzenia, lecz wręcz uwiecznia „niewydarzenia”, a do tego działa w pojedynkę, tzn. nie wymaga zestawu zdjęć, by przekazać sedno komunikatu.

Cierpliwość, wytrwałość i… niewidzialność

Pożądane cechy osoby zajmującej się fotografią uliczną to szybki refleks, cierpliwość i dar niewidzialności – no, a przynajmniej wtapiania się w tłum lub zlania się z otoczeniem. Nie chodzi o zdolności kameleona, lecz o umiejętność nierzucania się w oczy. Zależy nam na tym, żeby fotografować świat, nie wpływając na przebieg wydarzeń. Szykujmy się na długie godziny i niewielki połów. Wędkowanie również wymaga zachowywania spokoju, a każda złowiona ryba jest osiągnięciem i wielkim wydarzeniem. Zupełnie jak udane zdjęcia w fotografii ulicznej.

Tradycyjnie podkreślam, że nie ma obowiązku kurczowo trzymać się zasad, ponieważ liczy się przede wszystkim rezultat. Wystarczy wspomnieć Bruce’a Gildena, nowojorskiego mistrza street photo, który w ogóle się nie kryje ze swoją obecnością, aktywnie uczestniczy w fotografowanej scenie, jest w ciągłym ruchu. Fotografuje z bardzo bliska, do tego z fleszem!

Nierzadko fotografia uliczna wiąże się z długim oczekiwaniem na chwilę, w której we wcześniej wybranym kadrze wydarzy się coś ciekawego – np. pojawi się efektownie wyglądająca postać lub ktoś po prostu dopełni kompozycję, wchodząc w odpowiedni fragment kadru.

Strategie

Mamy do wyboru dwie podstawowe strategie – pasywną i aktywną. Pasywna polega na tym, że wybieramy sobie miejsce, z którego będziemy fotografować, i „na sucho” sprawdzamy potencjał kompozycyjny różnych ujęć. Najlepiej ostatecznie wybrać jeden kadr, zapamiętać go i czekać, obserwując uważnie sytuację, która rozgrywa się przed naszymi oczami. Najwygodniej będzie oczywiście oprzeć się o jakąś ścianę, a nie stać na środku ruchliwej ulicy :-) Musi to być miejsce, w którym coś się dzieje, żebyśmy nie czekali na marne. Ważne, by to, co mamy przed obiektywem, jak najlepiej spisywało się jako interesujące tło dla ciekawego – miejmy nadzieję – zdjęcia. Teraz zaczyna się czekanie.

Jeśli postanowimy fotografować w ruchu, starajmy się w pełni wykorzystać potencjał sytuacji, np. idąc przez chwilę za fotogeniczną osobą, czekając na odpowiedni moment – w tym wypadku na chwilę, w której jedna z dziewczynek się odwróci.

Pamiętajmy, że ćwiczymy dobre oko, refleks i szybkie podejmowanie decyzji. Dlatego nie strzelajmy na oślep w trybie seryjnym, licząc, że „później coś się wybierze”. Nie bójmy się porażki – fotografia uliczna to przede wszystkim porażki i zdjęcia, których nie udało się zrobić. Ale takie niezrobione zdjęcie uczy co najmniej tyle samo co udana fotografia. Obserwujmy uważnie, spróbujmy przewidzieć przebieg wypadków, analizować ruchy aktorów przedstawienia. Jeśli zaangażujemy się w odpowiednim stopniu, wpadniemy w swoisty trans i poczujemy, że świat dookoła zwalnia, a my widzimy więcej niż zazwyczaj. W dobrze wybranym miejscu można spędzić nawet kilka godzin – wszystko zależy od naszej wytrwałości.

Strategia aktywna jest oczywiście przeciwnością pasywnej. Zamiast stać w jednym miejscu, które gwarantuje efektowne tło, ruszamy w drogę na – nomen omen – aktywne poszukiwania. Owijamy pasek aparatu wokół nadgarstka, a sam aparat trzymamy w dłoni gotowy do strzału. Nie chodzimy z aparatem zawieszonym na szyi (nie jesteśmy na wakacjach… ) Ewentualnie można go sobie zawiesić na ramieniu, ale utrudniamy sobie w ten sposób szybką reakcję. Pomysł jest taki, żeby – po pierwsze – nie rzucać się w oczy jako fotograf (dlatego nie wieszamy aparatu na szyi) i po drugie, móc błyskawicznie zareagować na to, co zobaczymy. Spacerujemy pozornie bez celu, wałęsając się to tu, to tam, ale z ogromnym skupieniem rozglądając się dookoła. Starajmy się aktywnie obserwować scenę, trzymając się jednocześnie nieco z boku, by jak najmniej rzucać się w oczy i nie ingerować w to, co fotografujemy.

Sprzęt i ustawienia

Jedynym wymaganiem sprzętowym w fotografii ulicznej jest aparat, który naświetla zdjęcia dokładnie w chwili naciśnięcia spustu migawki przez fotografa (czy – w dzisiejszych czasach – w chwili dotknięcia odpowiedniego miejsca na ekranie dotykowym), bez opóźnienia, które sprawi, że ulotna chwila się ulotni. To chyba właśnie wspomniany na początku lekcji HCB mawiał, że jeśli zobaczyło się idealny kadr w wizjerze aparatu, to znaczy, że na zdjęciu już go nie będzie.

Pozostałe sprawy nie są tak ważne, choć pomagają. Do fotografii ulicznej znakomicie nadaje się lunetkowy aparat dalmierzowy, w którym – w przeciwieństwie do lustrzanki jednoobiektywowej – nie patrzymy przez obiektyw, lecz przez specjalne okienko. Widać w nim ramkę pokazującą w przybliżeniu, co znajdzie się na zdjęciu. Zaletą takiego wizjera jest to, że nie odrywając oka od aparatu, mamy podgląd na to, co dzieje się tuż poza aktualnie wybranym kadrem, np. czy ktoś za chwilę nie wejdzie przed obiektyw.

Praca z wyposażonym w wizjer lunetkowy aparatem dalmierzowym ułatwia przygotowanie się na niespodzianki. W tym wypadku kluczowy dla kompozycji jest biegnący chłopiec, który mógłby się wymknąć fotografowi, gdyby ten zauważył go dopiero w kadrze.

W zalecanym wcześniej jak największym skupieniu pomoże wybór jednego obiektywu stałoogniskowego – najlepiej neutralnej trzydziestkipiątki albo trochę dłuższej pięćdziesiątki (mowa oczywiście o ekwiwalentach ogniskowej w małym obrazku, bo chodzi przede wszystkim o kąt widzenia). Takie ogniskowe zapewnią kąt widzenia naturalny dla ludzkiego oka i neutralną perspektywę (fotografia uliczna działa najlepiej, jeśli oglądając ją, mamy wrażenie uczestnictwa w fotografowanej scenie), a brak zoomu pozwoli skupić się na kadrowaniu. Małe niedogodności – jak np. brak możliwości zmiany kąta widzenia bez ruszenia się z miejsca – działają stymulująco na wyobraźnię i mobilizują do kreatywnego myślenia.

Im mniej zmiennych, tym lepiej, ponieważ tym łatwiej podjąć właściwą decyzję. Dlatego też mistrzowie fotografii ulicznej rezygnowali zazwyczaj z ustawiania ostrości do każdego zdjęcia (choć najsprawniejsi użytkownicy dalmierzy tak dobrze znają swoje aparaty i obiektywy, że umieją trafić z ostrością, fotografując na ślepo, bez patrzenia w wizjer). Wspomniany wcześniej HCB ponoć czasem zaklejał czarną taśmą okienko dalmierza, żeby wizualny komunikat o braku idealnej ostrości nie przeszkadzał mu w kompozycji. Tutaj pojawia się kolejna przewaga aparatu dalmierzowego nad wizjerem lustrzanki lub wyświetlaczem – ponieważ nie patrzymy przez obiektyw, w wizjerze zawsze widzimy ostry obraz. Ale wracając do ustawiania ostrości: możemy oczywiście zaufać systemowi AF, acz jeśli wybierzemy punkt centralny, zanim naświetlimy zdjęcie, trzeba będzie jeszcze przekomponować kadr, a to opóźnia całą sprawę (chyba że zdecydujemy się na kompozycję centralną, nic w tym złego), a jeśli zdamy się na automatykę, nie będziemy mieli pewności, że aparat wyostrzy tam, gdzie byśmy chcieli. No dobra, już mówię – ustawiamy odległość hiperfokalną, przysłonę f/5,6 lub f/8 (jasne stałoogniskowce właśnie w tych okolicach dają największą ostrość i najmniej zniekształceń) i skupiamy się już tylko na kompozycji. Co do parametrów ekspozycji – z czystym sumieniem możemy zaufać automatyce aparatu, dobierającej czas otwarcia migawki do przysłony wybranej przez użytkownika. W przeszłości fotograficzni „ulicznicy” pracowali w trybie manualnym, na bieżąco korygując czas otwarcia migawki w zależności od zmieniających się warunków oświetleniowych – albo na oko, korzystając z doświadczenia, albo za pomocą zewnętrznego światłomierza.

Więcej szczegółów na temat fotografii ulicznej znajdziesz w naszym trzyczęściowym wideoporadniku poświęconym tej tematyce: część 1, część 2, część 3.

Dodatkowe wskazówki zawiera druga część wideoporadnika zatytułowanego „Fotografia podróżnicza”.

Zainteresowanym rolą przypadku w fotografowaniu na ulicy polecamy artykuł z cyklu „Jak zrobiłem to zdjęcie”, w którym Marcin Ryczek opowiada o kulisach powstania pewnej fotografii.

Praca domowa

Wybierz się na kilka ulicznych „sesji”. Spośród wykonanych zdjęć wybierz jedno najlepsze. Zwróć uwagę, by jak najbardziej pasowało do szeroko rozumianej konwencji fotografii ulicznej – niech będzie humorystyczne albo zaskakujące (np. ze względu na złudzenie optyczne), albo dramatyczne, albo niech działa na zasadzie krótkiej, celnej anegdoty. Czekamy na zestawy pojedynczych zdjęć wykonanych przez różnych uczniów.

Przyjmowanie zdjęć zakończono 08.05.2015 r.

Słowniczek terminów użytych w artykule

Lunetkowy aparat dalmierzowy  – aparat fotograficzny, w którym kadruje się przez „okienko”, czyli celownik lunetkowy, a nie przez obiektyw (jak w lustrzankach jednoobiektywowych lub kompaktowych cyfrówkach). Celownik lunetkowy to prosty układ optyczny, który daje wyobrażenie o kącie widzenia obiektywu za pomocą ramek wyświetlanych dla konkretnych ogniskowych. W centrum obrazu widocznego w wizjerze znajduje się plamka dalmierza służącego do ustawiania ostrości – kiedy obraz w tym miejscu jest rozdwojony, zdjęcie będzie nieostre.

Odległość hiperfokalna – dległość ogniskowania obiektywu, która przy danym ustawieniu przysłony daje największą głębię ostrości. Głębia ostrości zaczyna się w połowie odległości, na jaką jest ustawiona ostrość, i ciągnie się aż do nieskończoności. W przeszłości większość obiektywów miała na obudowie podziałkę pokazującą zakres głębi ostrości dla danej przysłony przy różnych odległościach ogniskowania.

Obiektyw stałoogniskowy – obiektyw o niezmiennej ogniskowej, a co za tym idzie – o stałym kącie widzenia.

System AF – system automatycznego ustawiania ostrości przez aparat. Inaczej: autofokus.

Tryb seryjny – tryb pracy aparatu polegający na tym, że naciśnięcie i przytrzymanie spustu migawki skutkuje naświetleniem serii zdjęć wykonywanych z wybraną uprzednio prędkością do momentu puszczenia spustu migawki lub zapełnienia bufora aparatu.

Zewnętrzny światłomierz – niewielkie urządzenie służące do pomiaru natężenia światła, umożliwiające dobór prawidłowych parametrów ekspozycji. Stosowany zazwyczaj podczas pracy aparatami, które nie mają wbudowanego układu światłomierza.

Tekst: Łukasz Kacperczyk
Zdjęcia: Krystian Bielatowicz
Konsultacja pedagogiczna: Teresa Aranowicz

 
 
muarta

Autoportret w tryptyku2018-12-12 01:19:50 muarta

Inspirujący wywiad i piękne zdjęcia.…

kamil.wlodarczyk

Anita Andrzejewska. Jestem kim jestem2018-12-11 15:48:41 kamil.wlodarczyk

Wyjątkowa fotografia , prace wspaniałe , profesjonalne i z impresją.…

bogdanw

Anita Andrzejewska. Jestem kim jestem2018-12-11 14:54:18 bogdanw

Wspaniale, że pracuje Pani na analogu!…

mondey

Anna Kawala Konik2018-12-10 16:13:39 mondey

pasja + miłość do psów = piękne zdjęcia :) Gratuluje Pani Aniu :)…