Konkurs na temat: Świat po drugiej stronie lustra. Rozstrzygnięty!
Zwyciężyła Aldona Dmowska
Pracę domową zadała Fotografka miesiąca: Kamila J.Gruss
Zobacz profile zwycięzców:
miejsce 1: Aldona Dmowska (fartfotka)
miejsce 2: 0 0 (ikuku)
miejsce 3: Vincent Tate (kinski)
Uzasadnienie fotografa
Kolejny konkurs za nami. Jak zwykle naszym jedynym jurorem jest nasz Fotograf Miesiąca. To on (lub ona) wymyśla temat i potem zupełnie niezależnie od redakcji przyznaje nagrody i wyróżnienia.
To chyba jedyny cykliczny konkurs fotograficzny, który jest równocześnie stały w zasadach a jednak za każdym razem unikalny (w sposobie wyboru i oceny zdjęć).
— redakcja Szerokiego Kadru
1 miejsce: fartfotka
Przeglądając zdjęcia, biegłam wzrokiem – jak to zwykle bywa. ADHD kieruje mnie ku temu, co błyskawicznie przyciąga uwagę, zostawiając resztę gdzieś w tle. Ten kadr najpierw minęłam. Wyhamowałam kilka kroków dalej – w myślach, nie fizycznie – i cofnęłam się. Spojrzałam jeszcze raz. A potem jeszcze raz. I jeszcze.
Wracałam do niego kilkukrotnie. Nie dawał mi spokoju. Zapisał się gdzieś pod skórą i drążył. Bo moim zdaniem właśnie takie zdjęcia są istotą fotografii i ludzkich myśli. Są czymś, co gryzie od środka, co zostaje w nas mimochodem, czy tego chcemy, czy nie.
Twarz, która pęka. Lustrzana granica biegnie przez środek, topiąc nie ciało, ale duszę. Jedna strona to uśmiech, fasada, codzienność. Druga – niby bliźniaczo podobna, a bolesna. To zdjęcie jest jak psychologiczne zwierciadło – zaglądamy przez nie nie tylko na drugą stronę lustra, ale w głąb człowieka. Cisza, kontrast i symbolika budują obraz, który zostaje w głowie długo po tym, jak zamkniemy oczy.
2 miejsce: ikuku
Ten kadr od razu zwrócił moją uwagę. Jest jak przestrzeń, na którą patrzył Kandinsky we wstępie do swojej książki „Punkt i linia a płaszczyzna" – zdekonstruowana, napięta, pełna ukrytych struktur. Linie budynków wiją się jak zapis dźwięku, jakby architektura próbowała mówić.
Zastanawiam się, co usłyszę, gdy otworzę okno i wyjrzę. Co zobaczę, gdy wyjdę w tę zniekształconą, lekko drgającą przestrzeń po drugiej stronie szkła? A może lepiej zostać tutaj, wewnątrz – w miejscu, gdzie obraz jeszcze się nie rozpada?
To zdjęcie ma w sobie niepokój – cichy, niedopowiedziany. Opowiada o świecie, który niby znamy, a który przez lustro czy szybę zaczyna wymykać się logice. Gubi kontury, traci stabilność. Odbicie staje się rzeczywistością. A rzeczywistość?
„Śniłem sen, a nie spałem" – Rafał Wojaczek
3 miejsce: Vincent Tate (kinski)
Ten kadr jest taki, jakbym sama go zrobiła. Jakby wypłynął ze mnie – z mojego spojrzenia, z mojej głowy. Wydaje się totalnie mój... a przecież mój nie jest.
Cztery różne oblicza tej samej osoby. Kontur przelewa się z jednego obrazu w drugi, z jednego wyrazu w kolejny – jakby dusza nie mogła zdecydować, którą siebie chce pokazać światu. Wszystkie te twarze przenikają się wzajemnie, by w końcu zgubić się w sobie.
W tle – echo. Niczym nieustanne bicie serca. Cichy łomot. Ślad zaprzepaszczonych wersji i tych, które nigdy nie zaistniały naprawdę.
To zdjęcie mówi nie tylko o tym, kim jesteśmy, ale też o tym, ilu nas nie było.
WYRÓŻNIENIE I – kasia19
Pierwsze skojarzenie? Portret matki artysty Rodczenki. I może to dziwne, bo tamten kadr jest prosty, surowy, oszczędny – a tu mamy złożenie dwóch twarzy, delikatne przenikanie i miękkie światło. A jednak czuję podobną bliskość. Podobne napięcie między obiektywem a emocją.
Oba zdjęcia pokazują coś bardzo osobistego – twarz nie jako powierzchnię, ale jako mapę pamięci i uczuć. Tam – wiek, zmęczenie, mądrość. Tutaj – ból, czułość, rozszczepienie. U Rodczenki oczy mówią wszystko, chociaż skąpane w mroku. Tutaj mrok wypływa z wewnątrz.
Emocja – ta cicha, zawieszona między kadrami – zostaje.
WYRÓŻNIENIE II – dominikam
To zdjęcie wybrałam dla światła. Dla jego kierunku i rytmu, który prowadzi spojrzenie dokładnie tam, gdzie ma pójść – przez cień, przez przestrzeń, przez drzwi. Lubię, kiedy kompozycja nie mówi za dużo, ale zostawia ślad. A tu wszystko działa jak trzeba: linie są precyzyjne, ale nie krzyczą. Jest cisza, pustka, wyczucie.
W tej fotografii widzę coś, co przypomina mi kadry Rogera Ballena. Może to przez ściany – obdrapane, ale z dziecięcym, niepasującym do nich rysunkiem. Może przez samotność postaci. Przez napięcie między dziewczynką a miejscem, które wydaje się nie dla niej. Przestrzeń jest chłodna, niemal martwa, a jednak coś w niej pulsuje – jakaś opowieść, która się dopiero zaczyna.
„No place for little girls"
A jednak ktoś tu był. I zostawił ślad.
WYRÓŻNIENIE III – akatowski
Kadr zbudowany z ciszy i cieni. Światło zza zasłon rozlewa się po pomieszczeniu jak mleko – tłumi kontury, zamazuje szczegóły. Sylwetka przy oknie pochyla się, jakby była zrobiona z pyłu. Nie sposób powiedzieć, kim jest, co robi, o czym myśli. I może właśnie dlatego staje się tak uniwersalna – może to ktoś, kogo znaliśmy. A może to my sami, tylko dawno temu.
To zdjęcie wygląda jak kadr z filmu, który nigdy nie został nakręcony. A jednak wszyscy go pamiętamy. To świat zamknięty w świetle, odbiciach, zadrapaniach. Przestrzeń między jawą a snem. Po drugiej stronie lustra – albo pamięci.
I tylko ten nos. Ogromny, zniekształcony, trochę jak z plastelinowej bajki „Sąsiedzi", wrzucony do melancholijnego snu. Przeszkadza? Trochę. Ale też zostaje w głowie – jak dziwny szczegół z dzieciństwa, który nagle, bez zapowiedzi, wyskakuje z szuflady pamięci. I już tam zostaje.


