Tony Van Le
Jestem wietnamsko-amerykańskim fotografem, mieszkam w San Francisco. Wcześniej zajmowałem się poradnictwem psychologicznym, a dziś to doświadczenie wpływa na mój sposób postrzegania ludzi, relacji i niuansów emocjonalnych. Fotografia stała się przedłużeniem tamtej pracy – pozwoliła inaczej słuchać i doświadczać, inaczej eksplorować niewidoczną atmosferę, która powstaje pomiędzy osobami i ich otoczeniem. Koncentruję się obecnie na tworzeniu długoterminowego projektu, który będzie zarówno osobisty, jak i zbiorowy, zakorzeniony w pytaniach o pamięć, tożsamość i miejsce.
Garść przemyśleń na temat procesu i inspiracji
Do fotografowania zbliżyłem się poprzez obserwację: najpierw jako doradca pomagający ludziom zrozumieć siebie, później jako osoba zainteresowana światłem, gestem, podskórnym nurtem emocji. Z czasem fotografia zaczęła być dla mnie sposobem na stworzenie przestrzeni dla niejednoznaczności – dzięki niej wyczuwam coś, co się rodzi, zanim jeszcze do końca to zrozumiem. Inspiruje mnie poetycka powściągliwość Henriego Cartier-Bressona, wielowarstwowy surrealizm Sergio Larraína i emocjonalny eskapizm prac Josefa Koudelki. Najważniejsze dla mnie to pozostać otwartym – nie tylko wizualnie, lecz i emocjonalnie. Fotografować tak, by oddać cześć tajemnicy i równocześnie pozostawić widzowi miejsce na odczuwanie.
Prezentuję Wam 12 kadrów z mojego cyklu „Convergence" („Zbieżność"), w którym odkrywam atmosferę emocjonalną wielokulturowych miast: San Francisco, Nowego Jorku i Londynu.
Nie gonię za decydującymi chwilami, pociągają mnie raczej te niepewne: gesty, spojrzenia, odbicia, które sugerują, że coś może się zdarzyć, nawet jeśli nie wiemy co. Miastom, które fotografuję, towarzyszy mit otwartości i ciągłego stwarzania siebie, lecz ta obietnica jest zawsze krucha: z tła przezierają nierówności, napięcia kulturowe i zmiana. Nie chodzi mi o to, by moje prace dokumentowały różnorodność, ważniejsze dla mnie są ciche tarcia towarzyszące transformacji. Staram się fotografować to, co istnieje pomiędzy harmonią a rozpadem – nie jasność, tylko poetycką wieloznaczność.
Powiązane tematy
Damian Drewniak
Patrycja Łabęcka
Celia Ruiz de Castilla















