Sprawdzanie
Szeroki Kadr
Fotograf miesiąca: Dokument i reportaż | Ludzie | Przyroda i krajobraz | Sierpień 2020 | Kolor tła:

Jacek Kusz

„Kto nauczy się wytrzymywać disco polo, nie usłyszy już niczego z najwyższej półki."

Fotografem Miesiąca w sierpniu 2020 r. jest Jacek Kusz — wyjątkowy fotograf, przyrodnik, wrażliwy człowiek zakochany w tym, co piękne.

W czasach szkoły podstawowej uciekał przed nauczycielami do zoo. Kiedy dorósł, wrócił w to miejsce z aparatem, chcąc jeszcze raz przyjrzeć się dawnym towarzyszom. Ostatnio wrócił też do szkoły i tym razem także po to, aby ją sfotografować.

Przez rok mieszkał w Puszczy Białowieskiej, gdzie brał udział w jej obronie. I znów, jego orężem był aparat. Za cykl zdjęć dokumentujący to wydarzenie otrzymał 1. nagrodę w kategorii „Środowisko” w konkursie Grand Press Photo 2018 oraz nagrodę finałową na konkursie im. Krzysztofa Millera 2018. I chociaż jesteśmy sąsiadami z Wrocławia, to poznaliśmy się sześć lat temu w Londynie, na rozdaniu nagród Sony World Photography Awards, gdzie zdobył 1. miejsce w kategorii „Natura i dzikie zwierzęta” za swoją serię portretów małp z wrocławskiego zoo. Ostatnio spotkaliśmy się ponownie, aby porozmawiać o fotografowaniu i obcowaniu z przyrodą, trudnych i pięknych emocjach, byciu profesjonalnym fotografem, ale i o tym, jak radził sobie w czasach pandemii koronawirusa.

Rozmowę przeprowadził Krzysztof Basel

Dodaj do schowka
fot. K. Basel  

Twój fotoreportaż z wrocławskiego zoo to trochę dowód na to, że nie trzeba jechać na drugi koniec świata, aby zrobić dobre zdjęcia.

Mam to szczęście, że obiekty moich zainteresowań znajdują się blisko, więc nie muszę nigdzie jechać. Jeżeli jednak interesuje nas coś, co niefortunnie znajduje się na drugim końcu świata, to niestety musimy się tam udać. Fotografowanie bliżej domu ma tę zaletę, że zawsze możemy coś poprawić i zakończyć, dopiero gdy poczujemy, że nasze zdjęcia są już dojrzałe, a nie wtedy, kiedy musimy wracać na lotnisko.

Z tego wynika, że aby zrobić wartościowe fotografie, trzeba być danym tematem naprawdę zainteresowanym.

Zdecydowanie tak. Spotkałem jednak fotografów i dziennikarzy, którzy szukali tematów na siłę. Musieli wymyślać sobie jakieś zainteresowania. Próbowali pytać: „Poradź no, kolego, czym by się tu zainteresować albo czym by się tu porządnie wkurzyć, abym mógł się z tym rozprawić jak należy”. To jak biegać z nożyczkami i nie wiedzieć, co by tu uciąć.

Co zatem powinien zrobić fotograf, który nie wie, co fotografować?

Przed ukończeniem dziesięciu lat byliśmy niesamowicie zainteresowani światem. Z pewnością są jakieś sposoby, aby to sobie przypomnieć. Gdyby tylko sobie to przypomnieć i ożywić, to fotografia nie musiałaby być wykombinowana i wszystko szłoby gładko. Jest jeszcze jeden ważny warunek. Wielcy pisarze to nie byli jacyś wybitnie utalentowani ludzie – to byli ludzie, którzy zmagali się z każdą kolejną książką, jakby zaczynali za każdym razem od początku. Wielkie dzieła powstawały w mękach. Pracowali bez wytchnienia jak woły. Z muzykami było podobnie. Więc i z fotografami nie sądzę, aby miało być inaczej. Włożenie siły początkowej jest najgorsze, potem idzie już łatwiej. Kolejny temat to znów zaczynanie wszystkiego od zera, jakby się w ogóle nie potrafiło fotografować.

Wiem, czego fotograf nie powinien robić. Nie powinien naśladować nikogo ani poddawać się dyktatowi mody fotograficznej. Sztuki nie należy wykonywać pod klucz.

Co zrobić, aby robić lepsze zdjęcia?

Oprócz tego zadziwienia światem trzeba mieć wiedzę. Bo jeżeli widzę zdjęcie pola rzepaku, to po pierwsze myślę o tych herbicydach, które w ten rzepak wlano. Gdyby fotograf wiedział, co się dzieje z pszczołami, trzmielami i ptakami, to nie zachwycałby się taką ilością żółci, lecz poszukał, czy w pobliżu nie czołgają się jakieś małe zwierzęta, i zwrócił uwagę, dlaczego tu nic nie bzyczy. Powstaje wiele reportaży, które ślizgają się po temacie, w których oprócz dobrego oka i sprawności fotograficznej nie ma niczego więcej, a jak pisał Ryszard Kapuściński: „dla kogoś, kto uprawia surfing, niebezpieczna jest tylko głębia”.

Mam w głowie wiele rad i przepisów na dobre zdjęcia, ale wydaje mi się, że nie o to tu chodzi.

To o co chodzi?

Jest wielu artystów, którzy jak kucharze, świetnie znają przepisy – wiedzą, ile czego dodać, ile dokładnie ma być tajemniczości, niedomówienia, ile jakiego stylu i kierunku, ile nieostrości, a ile wpakować w tę swoją sztukę ducha. Jeśli nawet końcowy efekt wygląda świetnie, to coś w nim jednak nie działa. Czy chcielibyśmy mieć pięknego konia zupełnie jak prawdziwego, ale mechanicznego, ze świetnym oprogramowaniem, podgrzewanego, pachnącego koniem? Ja wolę sztukę mniej sprawną, nawet kulawą, ale prawdziwą. Można naszemu koniowi zainstalować jeszcze aplikację gnicia strzałki, puszczania bąków i potykania się, ale nadal będą to zabiegi, jakich używają artyści, aby dodać sobie autentyzmu. Ta sztuczna naturalność jest niestety widoczna i męczy.

Bycie od początku do końca twórcą uczciwym wobec siebie dotyczy nie tylko momentu wykonywania zdjęć, ale też późniejszego etapu edycji. Wtedy zaczyna się badanie własnych reakcji, obserwowanie, co się tam nam dzieje z żołądkiem, gdy patrzymy na swoje prace, nasłuchiwanie podszeptów – czy wybrać to, czy co innego. I które z tych podszeptów są naszym wewnętrznym głosem, a które nie naszym. Ostatecznie skłaniam się do takiego efektu, który jest prosty i sam w sobie ma siłę docierania do odbiorców. Ludzie to nie maszyny do rozszyfrowywania, co artysta miał na myśli.

Uprawiasz bardzo osobistą fotografię. Nie fotografujesz na zlecenie?

Przemysł profesjonalny wymusza pośpiech i ta tendencja się nasila. To zrozumiałe w fotografii prasowej, ale ten pośpiech przekłada się na jakość. Kiedyś to amatorzy robili zdjęcia szybko, obecnie jest odwrotnie. To właśnie amatorzy mają czas na swoje długoterminowe projekty. W efekcie często w pewnych rodzajach zdjęć to fotografia amatorska jest lepsza niż profesjonalna.

Mój profesjonalizm to tylko sprzedaż odbitek, wydruków do oprawienia i powieszenia na ścianie, a także czasem zdjęć do prasy, lecz nie na zamówienie.

Fotografujesz tylko to, co cię interesuje.

Tak, na szczęście szkoła nie zabiła we mnie naturalnej ciekawości świata, zachwytu, nie dałem się wmanewrować w grę zdobywania ocen. W ogóle oceny szkolne są przeszkodą w ćwiczeniu kreatywności. Długo jeszcze moje nazwisko kojarzyło mi się z drugim członem, jaki zazwyczaj mu towarzyszył: „Kusz-Niedostateczny”. Wszystkie moje zainteresowania i pasje, jakie miałem w wieku lat ośmiu, pozostały i nadal je rozwijam. Świat pozostał dla mnie zdumiewający ponad moją pojemność przyjęcia takiego ładunku zdumienia. Muszę się raczej powstrzymywać, aby nie zabierać się fotograficznie za wszystko naraz.

Co najbardziej cię fascynuje?

Najbardziej przyroda. Ciekawią mnie wszelkie jej tajemnice, ale też nauka, która usuwa tę tajemniczość z wielu miejsc i te miejsca wcale nie tracą na niesamowitości. Nauka też jest piękna.

01 02 03 04 01 02 03 04

Jak udało ci się wykonać portrety zwierząt, na których wyglądają one bardziej ludzko niż niektórzy ludzie?

To były bardzo bliskie mi istoty, kiedy w dzieciństwie wagarowałem w zoo. Miały w sobie spokój, grację, skromność, wysoką kulturę osobistą i delikatność, przeciwną do nauczycieli, od których uciekałem. Dlatego wtedy fascynowałem się bardziej zwierzętami niż ludźmi.

Przychodziłem do zoo często. Z czasem zacząłem poznawać zwierzęta coraz bliżej, wtedy zobaczyłem, jak mglista i nieokreślona jest granica między nami.

Najlepiej znamy zwierzęta z własnego domu, więc idąc tym tokiem myślenia, powinno się je najłatwiej fotografować.

Tak, ale spróbuj sfotografować w interesujący sposób kota. To wbrew pozorom nie jest łatwe zadanie, zwłaszcza że powstają miliardy zdjęć kotów i psów.

Gdyby tak wszyscy fotografowali małpy i inne zwierzęta w zoo jak ja, to moje zdjęcia pewnie też by zbladły.

Ucieszyłbym się, jednak gdyby moje zdjęcia z zoo stały się kiedyś banałem. Oznaczałoby to, że moja myśl, stała się oczywistością. Tak zapewne się kiedyś stanie.

Czy myślisz, że natura odżyła w czasie narodowej kwarantanny?

To jeszcze za krótki okres, aby natura naprawdę odżyła. Są takie miejsca na świecie, które zostały wysiedlone, objęte zakazem wstępu i nagle wróciły gatunki, których nie widziano tam od wielu lat.

Masz na myśli Czarnobyl?

To jeden z dobrych przykładów. Po ulicach miasta Prypeć chodzą zwierzęta. W sali gimnastycznej spod parkietu wyrosły brzozy, niedługo przebiją sufit. Widziano puchacza, jak wyleciał przez okno, okazało się, że ma gniazdo na tapczanie.

A ty jak wykorzystałeś ten okres zamknięcia?

Chodziłem w moje ulubione lasy, czyli Grądy Odrzańskie koło Jelcza i nad rzekę Oławę. Zyskałem przestrzeń, skoro nie mogłem nic innego robić, bo wszystko stanęło. Dla fotografów przyrody to był z pewnością przyjemny czas.

01 02 03 04 05 06 07 01 02 03 04 05 06 07 Szkoła

Czym zajmowałeś się przed pandemią?

Jeszcze przed jej początkiem zacząłem odwiedzać szkoły podstawowe w mojej okolicy. Dostałem wszystkie zgody, co było sporym wyczynem, i chodziłem na lekcje, aby fotografować codzienne życie w szkole. Siadałem z uczniami w ławce, prosiłem tylko, żeby nie zwracano na mnie uwagi. Na początku przychodziło im to z trudem, było sporo zamieszania i śmiechu, ale potem się do mnie przyzwyczajali, a ja wtapiałem się w otoczenie. Raz nawet tak się wtopiłem, że nauczycielka walnęła w stół i krzyknęła do mnie „cisza!”, bo gadałem z uczniami na lekcji.

Co ciekawego jest w podstawówce?

Najciekawsza jest nuda. Ciekawe są, doprowadzone do perfekcji, metody pozorowania nauki. Telefony włączone pod ławkami i cały system udzielania poprawnych odpowiedzi, przy jednoczesnym myśleniu o czymś innym. Mam nadzieję, że uda mi się pokazać też coś pięknego, czyli żywotność, kreatywność, potencjał, jaki w młodych ludziach przecież jest. Tak więc jeszcze raz, i to z bardzo bliska, przyglądam się swemu życiu z wczesnej młodości.

Jesteś raczej krytyczny względem systemu szkolnictwa.

Nie mam zamiaru zostawić suchej nitki na systemie wywodzącym się ze szkoły pruskiej, nie uczy on kreatywności ani krytycznego myślenia. Wyzwania przyszłości będą się właśnie opierać na kreatywności, tworzeniu i przekraczaniu starych wzorców, bo klimat i sytuacja na świecie właśnie są w fazie gwałtownej zmiany.

Czyżbyś wolał jednak fotografować ludzi niż zwierzęta?

Nie widzę wielkiej różnicy między fotografowaniem zwierząt i ludzi. Widzę różnice między gatunkami, ale postrzeganie tych różnic i tak jest obarczone błędami perspektywicznymi. Spotykam oczywiście wielu ciekawych ludzi, którym robię zdjęcia, ale patrzące w obiektyw oko, które widzę w wizjerze, u wszystkich ssaków wygląda prawie takie samo.

 

W Chinach kontakt z dzikimi zwierzętami przybrał nieco inną formę. Podobno przez to mamy dzisiaj pandemię koronawirusa.

Nie wiem wiele o koronawirusie. Wiem jednak, że zbyt bliskie kontakty z dzikimi zwierzętami, żywymi czy martwymi, mogą być bardzo niebezpieczne właśnie z powodu obcych nam drobnoustrojów. Żyjemy w tak wielkim już zagęszczeniu, a przy tym hodujemy i handlujemy zwierzętami na taką skalę, że epidemie, i to o wiele gorsze, mogą pojawiać się z dużym prawdopodobieństwem.

Chciałbyś wejść z aparatem na mokry targ w Wuhanie, jeszcze przed wybuchem pandemii?

Zaglądałem wielokrotnie w czeluści piekielne, ale bałbym się chyba zajrzeć tam. Nie chciałbym robić reportażu o takim targu ani reportażu o rzeźni, jak zrobił Tommaso Ausili, za co zdobył nagrodę na World Press Photo. Jestem mu wdzięczny, że to zrobił, ale ciekawi mnie, jak to zniósł.

Wielu fotografów myślało, że poradzą sobie z fotografowaniem cierpienia, ale potem sami cierpieli. Stali się w pewnym sensie największymi ofiarami swojej ofiarności.

W tradycji Wschodu istnieje mit bohatera, który jest na tyle silny psychicznie, że potrafi zejść do piekieł, zobaczyć, co tam się dzieje, a nawet jakimś diabełkom przynieść ulgę w cierpieniu i wrócić bez pękniętego serca. Niektórzy fotografowie wojenni to potrafią, ale nie wszyscy. Nasz wspaniały reporter Krzysztof Miller nie wyszedł z traumy wojennej.

Jak fotografowie wchodzą w rolę tych bohaterów? Jak sobie radzą z takimi emocjami?

Na przykład można się nie angażować emocjonalnie w to, co się widzi. Jak to się robi, tego nie wiem. Jeśli przytniemy sobie wrażliwość na okropieństwa, to tym samym zniknie nam wrażliwość na subtelności. Innymi słowy: kto nauczy się wytrzymywać disco polo, nie usłyszy już niczego z najwyższej półki. Pozostać człowiekiem wrażliwym, a jednak nie odwracać głowy od rzeczy strasznych. Czy istnieje inny rodzaj adaptacji do bólu niż znieczulenie?

 

Jak sobie radzisz z tym, co przeżyłeś w trakcie realizacji materiału o obronie Puszczy Białowieskiej?

Przeżyłem duży stres i chwilowo nie skupiam się na bolesnych tematach, dopóki nie zregeneruję się całkowicie. Myślałem, że jestem bardziej wytrzymały psychicznie, ale się myliłem. Odpoczywam i fotografuję teraz raczej jasną stronę życia.

Jak wyglądało twoje życie w Puszczy?

W Puszczy Białowieskiej mieszkałem przez rok, kiedy trwały wycinki. Miałem nadzieję, że dotrę do serc ludzi, którzy zobaczą zdjęcia i staną po stronie ochrony, a nie eksploatacji. W tej całej akcji chodziło też o pokazanie sprzeciwu społecznego i wysłanie wyraźnego sygnału do Unii Europejskiej. Protesty z 2017 roku mogą jeszcze w przyszłości zaowocować budowaniem społeczeństwa obywatelskiego. Niestety również straż leśna dostała sygnał, że właściwie jest bezkarna.

Chcesz jeszcze wrócić z aparatem do Puszczy?

Jak najbardziej. Do tej pory sfotografowałem jej obronę. Teraz chcę kontynuować fotografowanie samej Puszczy.

Czy twoim zdaniem fotografie rzeczywiście mogą sprawić, że będzie lepiej?

Mój wuj zwykł mawiać: „Nowe idzie, ale stare biegnie”. Wiele kultur starożytnych nie znało czasu linearnego. W starożytnych Chinach używano czasu cyklicznego i było jasne, że stare czasy wracają. Widać to wyraźnie w ostatnich latach. To czas powrotu do dziewiętanstowiecznej intensywnej eksploatacji przyrody.

Dokumentacja fotograficzna, którą dzisiaj tworzymy, będzie ogromnym dowodem dla przyszłych pokoleń na to, jak bardzo niszczyliśmy środowisko. Jestem przekonany, że to, co człowiek robi dzisiaj z przyrodą, na przykład z lasami, w niedalekiej przyszłości będzie uznane za zbrodnie.

Co tobie osobiście daje fotografia?

No właśnie daje mi te fotografie. Mogę sobie na nie popatrzeć i się z nich cieszyć. Czasem oprawię, powieszę na ścianie i obserwuje, jak wygląda w różnych promieniach słońca o różnych porach dnia.

Fotografia to też transfer uczuć z mojej głowy do głowy drugiej osoby. Delfiny za pomocą dźwięku wysyłają innym delfinom obrazy. Ja także jestem zwierzęciem stadnym, też chcę się dzielić obrazami.

Dziękuję za rozmowę.

01 02 03 01 02 03
 
Oceń :

Biografia

Fotograf przyrody. Urodzony w 1972 r. we Wrocławiu i już od dzieciństwa skupiony na przyrodzie. Do dziś zajmuje się ochroną lasów naturalnych w Polsce. W wieku 15 lat związał się amatorsko z Zakładem Ekologii Ptaków Uniwersytetu Wrocławskiego, a po wielu latach został honorowym współpracownikiem Zakładu Biologii, Ewolucji i Ochrony Bezkręgowców Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zarabiał jako wizażysta, ochroniarz na dyskotekach, instruktor jeździectwa, fotograf wnętrz i mody. Wykonywał też inwentaryzacje ornitologiczne, ale przede wszystkim jest fizjoterapeutą.

Otrzymał 1. nagrodę w kategorii „Środowisko” w konkursie Grand Press Photo 2018 za materiał o obronie Puszczy Białowieskiej. W 2012 roku seria portretów małp z wrocławskiego zoo zdobyła 1. miejsce w kategorii „Natura i dzikie zwierzęta” w konkursie Sony World Photography Awards. Twórca jest też finalistą Hasselblad Award 2016, Palm Springs Photo Festival 2015 oraz Wildlife Photographer of the Year 2013. Używa aparatów analogowych.

Jacek Kusz

fot. Krzysztof Basel

Strony internetowe

Oznacz jako przeczytane
Masz propozycję, kto mógłby zostać fotografem miesiąca? Napisz do nas

Konkurs na pracę domową: Treść

Nagrody

Zasady konkursu są bardzo proste.

Na początku każdego miesiąca fotograf zadaje czytelnikom serwisu pracę domową. W konkursie mogą brać udział wszyscy zarejestrowani użytkownicy serwisu, przy czym każdy może przysłać tylko jedną pracę. Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 31.08.2020. Pod koniec miesiąca prezentowany fotograf wyłoni zwycięską pracę, której autor zostanie nagrodzony praktycznym zestawem Szerokiego Kadru.

Przejdź do strony konkursu, aby poznać więcej szczegółów

Powiązane tematy

rozwiń

Komentarze

piofo

piofo 2020-08-03 17:39:40

Bardzo ciekawa osobowość i bogaty dorobek, błyskotliwe zdjęcia. Jedyne co mnie trochę "ubodło na wskroś" to banalne w gruncie rzeczy narzekania na system oświaty (tak w słowach, jak na zdjęciach z najsłabszej chyba sesji autora). Jest wielu kiepskich nauczycieli (i głównie "systemowe" są tego przyczyny), ale jest też wielu, którzy na co dzień zmagają się i z systemem i z rozmaitymi brakami (polska szkoła jest wciąż biedna - chyba nawet proporcjonalnie biedniejsza niż ta "pruska"), ale dają uczniom wiele wartościowej wiedzy i cennych szans. Może trzeba się nauczyć z tego korzystać...? A program? Jakiś musi być, nawet uczelnie artystyczne mają jakiś program, bo to jest plan pracy, a nie kajdany. Z pretensjami trzeba się udać aż do Kartezjusza. Niestety, 90% młodych ludzi będzie w dorosłym życiu wykonywało pracę wymagająca przede wszystkim pracowitości, odpowiedzialności i dyscypliny służbowej. A kreatywności to na końcu, jeśli w ogóle. Ktoś musi ich do tego w skali społecznej przygotować.

lestek

Jestem tu anonimowo więc mogę być bardziej otwarty a historia fotografa miesiąca mnie zachęca bo w jego historii widzę... siebie. Byłem uczniem z największą liczbą godzin nieusprawiedliwionych, ponad 270!! Ale też byłem dobrze ułożonym, przedwcześnie dojrzałym dryblasem nadmiernie wrażliwym który codziennie pytał: ''co ja tutaj robię?'' Zenit TTL dostałem na Pierwszą Komunię (cokolwiek to znaczyło w życiu młodego chłopca) jednak Zenka zacząłem poważnie traktować kilka lat później w 1989 roku podczas czerwcowych zajść na terenie Stoczni Gdańskiej. Podczas takich wagarów, na moście z którego robiłem zdjęcia zamkniętym stoczniowcom, podeszło do mnie trzech milicjantów i nie najlepiej potraktowało mój aparat rozbijając go o barierkę. Wtedy obiecałem sobie że stworzę kolekcję aparatów.
Na drugi taki sprzęt musiałem odkładać 4 miesiące. pracując dziennie po 10 godzin. Nadal uciekałem, ale jako ciekawski początkujący fotoamator zatrzymywałem się na chwilę i mierzyłem do ludzi z aparatu ...(aby im się potem przyjrzeć)

Dodaj komentarz

Ponieważ nie jesteś zalogowany, Twój wpis będzie musiał zostać zaakceptowany przez moderatora.

Dodaj swój post

kredka

Piotr Welcz2020-12-01 07:27:54 kredka

WOOOW! Gratulacje!!!…

marekjarek777

Powtórzenia. Fotografie i archiwum Julii Pirotte.2020-11-28 20:58:09 marekjarek777

Magia starych (bardzo starych) fotografii.…

przemsky

Detal2020-11-26 18:58:14 przemsky

Ręcznik…

julo

Panorama2020-11-26 02:04:20 julo

Sami tu wybrzydzacze, centusie i bufony. Nie masz na benzynę - nie jeździsz samochodem. Wiedza…