Wstęp
Większość czasu spędzonego na nauce podstaw fotografii początkujący poświęcają dążeniu do zdjęć jak najbardziej poprawnych technicznie. I słusznie - tylko osiągnąwszy pewną biegłość, można w pełni świadomie wybrać technikę, sprzęt i kompozycję odpowiednie dla danej sytuacji zdjęciowej. Tylko wtedy będziemy potrafili bronić naszych twórczych decyzji.
Co prawda na pewnym etapie nauki zasady są niezwykle ważne, ale w pewnym momencie, na określonym poziomie zaawansowania możemy z czystym sumieniem przypomnieć sobie nieco przewrotną maksymę, która przekonuje, że reguły istnieją po to, żeby je łamać. I właśnie do pójścia pod prąd, gloryfikacji i twórczego wykorzystania estetyki błędu będę was dziś namawiał.
Wykorzystanie niedoskonałości
- TekstŁukasz KacperczykO autorze
- ZdjęciaKrystian BielatowiczO autorze
- Zobacz dyskusję o tym temacie

Bliki, które zazwyczaj staramy się ograniczyć lub wyeliminować, mogą stać się głównym elementem budującym obraz.

Przekłamane kolory lub zdecydowana dominanta jednej barwy często lepiej oddają nastrój chwili niż nawet najlepiej zrównoważony balans bieli.
Przypadek - wina sprzętu, wina fotografa
Do najważniejszych czynników, które staramy się wyeliminować w poprawnej technicznie fotografii, należy przypadek. Tymczasem, stawiając na fotografowanie wolne od nakazów i zakazów, musimy się z przypadkiem zaprzyjaźnić. Można postawić na błogą nieświadomość lub celowe zaniedbanie, które spowoduje efekty różne od tych, do których zwykle dążymy. Na potrzeby niniejszego artykułu załóżmy, że przypadkowi warto pomóc.
Jednym ze sposobów uwolnienia się od wyuczonych reguł jest swobodne kadrowanie bez kontroli zawartości zdjęcia, czyli bez patrzenia przez wizjer aparatu. Początkowo trudno się przestawić – przyzwyczajenie to druga natura, ale po dłuższej chwili zaczynamy odczuwać radość wyzwolenia z ograniczających nas zazwyczaj zasad fotografowania. Jeśli myśl o całkowitym braku kontroli nad kompozycją jest dla was nie do przyjęcia (choć w końcu to my decydujemy, w którą stronę skierujemy aparat), z premedytacją złamcie którąś z podstawowych reguł – wytrąćcie horyzont z równowagi, pochylcie aparat do przodu lub zadrzyjcie obiektyw do góry (celowo rezygnując z zachowania pionów). Zresztą nie zawsze potrzebne jest mocne przerysowanie, czasem
Wieroność rzeczywistości i przewidywalność rezultatów
Na potrzeby niniejszego artykułu załóżmy, że białe jest czarne, a czarne - białe. I tak jak zazwyczaj (przynajmniej na etapie nauki) dążymy do zdjęć jak najostrzejszych, najbardziej klarownych i wiernych rzeczywistości, tak tym razem celem będą efekty, których staramy się wystrzegać. Nieprzejednani wrogowie stają się sojusznikami.
Oczywiście nie unikniemy nieprzewidywalności w stu procentach - wszak liczymy właśnie na efekt zaskoczenia, zgodnie z maksymą: „spodziewaj się niespodziewanego”. Kluczowe jest jednak przede wszystkim odejście od schematu. Ostrości przeciwstawmy nieostrość, neutralnym kolorom - przesunięcie barwne lub wręcz dominantę jednego koloru, idealnie skorygowanej optyce - zniekształcenia albo brak obiektywu, precyzyjnie dobranym parametrom ekspozycji - mocne prześwietlenie lub niedoświetlenie, wysokiej rozdzielczości matrycy lustrzanki cyfrowej - niską jakość aparatów wbudowanych w telefony komórkowe itd. itp. Możliwości są praktycznie nieograniczone. Zresztą wystarczy pomyśleć, na ile sposobów można się pomylić i zepsuć zdjęcie, a temat gotowy.
Kto powiedział, że rybim okiem nie powinno się fotografować ludzi i architektury?



Fotografując w deszczowy dzień przez szybę samochodu, podkreślimy niżowy nastrój jesiennej szarugi (pierwsze zdjęcie), a dzięki przesunięciu kolorów, dużym szumom i oświetleniu od dołu zwykłe palmy przy śródziemnomorskim bulwarze nabierają charakteru rodem z filmu Davida Lyncha (drugie zdjęcie).
wystarczy niewielkie zaburzenie perfekcji zdjęcia, żeby wprowadzić nastrój niepokoju i wywołać u widza zainteresowanie. Zacznijmy jednak od fajerwerków, czyli spektakularnych „porażek”, które pozwolą nam poznać siłę zepsutego zdjęcia.
Kolejną strategią może być decyzja o fotografowaniu w warunkach, w których zdjęcia rzekomo nie wyjdą – w końcu o to właśnie nam chodzi. Nie bójmy się robić ich po ciemku, kiedy sami niewiele widzimy, a aparat „widzi” jeszcze mniej. Kiedy nie staramy się przedstawić na zdjęciu nocy jako dnia i nie liczymy na zachowanie wszystkich szczegółów w cieniach, łatwiej spojrzeć na fotografowaną sytuację pod kątem jej artystycznego potencjału. Jeśli czas niezbędny do odpowiedniego naświetlenia zdjęcia jest zbyt długi, by fotografując z ręki uniknąć poruszenia, przywitajmy rozmazanie obrazu z otwartymi ramionami i wykorzystajmy je do podkreślenia dynamizmu sytuacji lub stworzenia abstrakcji (np. kreśląc efektowne zygzaki światłami ulicznych latarni).
Aby w pełni wykorzystać efekt przypadku i zaskoczenia, zrezygnujmy z jednej z podstawowych zalet fotografii cyfrowej i zabawmy się w symulację robienia zdjęć na filmie. Krótko mówiąc, wyłączmy podgląd zdjęcia na ekranie LCD aparatu bezpośrednio po jego wykonaniu. Obejrzyjmy efekty naszej pracy dopiero w domu po zgraniu ich na komputer. Pozwoli to dodatkowo docenić wygodę pracy i korygowania parametrów zdjęciowych podczas fotografowania, jaką zapewnia cyfra.
Najlepiej w ogóle wyłączyć wszystkie systemy automatyki ułatwiające wykonanie poprawnego zdjęcia – np. optyczną stabilizację obrazu. Pamiętajmy jednak, że w pewnych sytuacjach niektóre z nich mogą być naszymi sprzymierzeńcami – przykładowo automatyka balansu bieli nie radzi sobie w oświetleniu o temperaturze barwowej ze skrajnych granic spektrum (choćby w świetle żarowym) i zawsze da wtedy przekłamane kolory. Innym sposobem na utrudnienie sobie życia i osiągnięcie ciekawych rezultatów jest wybór ustawień właściwych dla światła dziennego – niezależnie od rodzaju oświetlenia, w którym fotografujemy. To kolejny krok wstecz, symulujący pracę aparatem na film.

Ziarno, brak ostrości, winieta – to wszystko wady, gdybyśmy liczyli na zdjęcie poprawne technicznie. Tymczasem w tym wypadku wszystkie te elementy stały się atutami, dzięki którym trafnie oddano nastrój mglistego poranka.
Szumy, analizowane zazwyczaj przy stuprocentowym powiększeniu obrazu na ekranie monitora, mogą stać się elementem budującym nastrój zdjęcia. Połączone z niskim kontrastem i redukcją tonacji kolorystycznej do skali szarości wprowadzają atmosferę tajemniczości, odrealniają fotografowaną scenę. Mimo widocznej na pierwszy rzut oka niepoprawności ujęcia, nawet amator doceni ten zabieg i zorientuje się, że to nie błąd, lecz celowe działanie fotografa.
Jak widać, wiele ciekawych rezultatów osiągniemy, ograniczając działanie systemów ułatwiających prawidłowe naświetlenie fotografii, dobór odpowiedniego ustawienia równoważenia bieli itd. Ale może zupełnie zrezygnować z możliwości wykonania dobrego – ale szablonowego, stereotypowego – zdjęcia, decydując się na wykorzystanie słabego sprzętu? Warto zabawić się w fotografowanie zaimprowizowaną kamerą otworkową (patrz: ramka) lub na jakiś czas zamienić lustrzankę cyfrową na aparat wbudowany w telefon komórkowy – najlepiej jak

Długi czas otwarcia migawki połączony z błyskiem flesza zamienił modelkę w efektownego ducha.
najprostszy, żeby nie robił za dobrych zdjęć. Jeśli kieszeń spodni wypycha nam najnowszy model komórki (wg producenta czy sprzedawcy wyróżniający się m.in. jakością fotografii), pożyczmy coś starszego od znajomych. Dzięki temu nie będziemy już musieli myśleć o ograniczaniu możliwości aparatu, ponieważ będą one i tak dość niewielkie.
Głównym celem niniejszego artykułu jest nie tyle zachęcanie, byście celowo robili „złe” zdjęcia (choć na początkowe przełamanie przyzwyczajeń zalecam poniższe ćwiczenia), lecz namówienie was, żebyście nie odrzucali automatycznie tych najbardziej nieudanych klatek (kasując je bezpowrotnie), które powstały przypadkiem. Warto spojrzeć na nie świeżym okiem w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Mogą się wśród nich kryć prawdziwe perełki.

Zdjęcia wykonane kamerą otworkową wprowadzają w bajkowy świat pełen niedomówień.
Ćwiczenie - otworek na świat
Fotografia kamerą otworkową (bez obiektywu) zawsze wymagała cierpliwości – nie tylko ze względu na konieczność wywoływania filmu, ale też przez długie czasy ekspozycji. Fotografia cyfrowa znacznie ułatwiła sprawę, umożliwiając natychmiastowe obejrzenie rezultatów. Co prawda odpada wtedy frajda z samodzielnej budowy kamery, ale przynajmniej każdy może spróbować swoich sił niskim nakładem kosztów i pracy. Wystarczy rozgrzaną igłą zrobić dziurkę w dekielku na korpus aparatu (ale oczywiście nie wtedy, gdy jest założony na body!) i mamy kamerę otworkową. Brak przewidywalnych rezultatów, nierealne kolory, niska rozdzielczość obrazu, bajkowe odrealnienie fotografowanej sceny pozwalają uwolnić się od wszechobecnej cyfrowej perfekcji.
Zdarza się, że celowe lub przypadkowe poruszenie zdjęcia podkreśla nastrój fotografowanej sceny – zwłaszcza jeśli chodzi o atmosferę grozy i niewiadomej.
Ćwiczenie - brzytwą można się zaciąć
Jednym z podstawowych obiektywnych kryteriów technicznej poprawności zdjęcia jest ocena ostrości. Tymczasem wysoka ostrość wszystkich elementów obrazu wywołuje wrażenie dosłowności, która nie do wszystkich zdjęć pasuje. Spróbuj zrobić ciekawą fotografię, która celowo będzie nieostra – czy to przez poruszenie aparatu ze względu na długi czas otwarcia migawki i fotografowanie z ręki, czy też przez celowe rozostrzenie obiektywu połączone z dużym otworem przysłony. Szukaj motywów, które dobrze wypadną, kiedy główny obiekt będzie ledwo zarysowany lub zupełnie nierozpoznawalny. Nie unikaj abstrakcji.
Ćwiczenie - z opaską na oczach
Ciekawe rezultaty daje fotografowanie „na ślepo”, czyli bez patrzenia przez wizjer aparatu lub z wyłączonym ekranem LCD (w zależności od sprzętu). Uwalniamy się w ten sposób z okowów poprawnej kompozycji i mamy okazję zrobić zdjęcia, jakich świadomie nigdy byśmy nie zrobili, wyuczeni kadrować zgodnie z kanonami. Efekty mogą pozytywnie zaskoczyć, a taki sposób fotografowania na pewno przywróci świeże spojrzenie na robienie zdjęć już zgodnie z zasadami.