Przeczytaj post pomimo niskich ocen
Ocena: +4
Jednym z najważniejszych składników oceny aparatu fotograficznego jest ocena jakości zdjęć, które nim wykonujemy. Jednak na nic zda się najwyższa nawet jakość obrazu, jeśli podczas pracy aparat przeszkadza w fotografowaniu. Abyśmy mogli zastanawiać się nad techniczną stroną zdjęcia, musimy najpierw je zrobić. A do tego niezbędny jest logiczny i ergonomiczny sposób obsługi aparatu. Najlepiej, gdy użytkownik ma bezpośredni dostęp do wszystkich funkcji (a przynajmniej do tych najważniejszych). I właśnie tym tematem zajmiemy się w niniejszym artykule.
Biorąc pod uwagę łatwość i szybkość dostępu do funkcji najlepszymi elementami interfejsu są pokrętło i przełącznik. Pozwalają one zmienić ustawienie parametru bez konieczności wywoływania menu, co znacząco skraca czas dostępu i ułatwia zorientowanie się w aktualnie wybranym ustawieniu. Jest to spuścizna po „analogowym” podejściu do pracy z aparatem fotograficznym, chwalebna pozostałość po fotografii na kliszy. Niestety, takie elementy do obsługi aparatu można znaleźć przede wszystkim w lustrzankach, a część z nich wyłącznie w modelach z górnej półki. Fotoamatorom z mniej zasobnym portfelem zostaje najczęściej spotykana odmiana pokrętła funkcyjnego, czyli tarcza trybów pracy.
Tarczę trybów pracy mają wszystkie lustrzanki cyfrowe, ale bywa też ona wykorzystywana w zaawansowanych aparatach kompaktowych. Pozwala łatwo i szybko (te słowa będą się w niniejszym tekście powtarzały bardzo często, bo o to właśnie chodzi w ergonomii obsługi) wybrać tryb ekspozycji, program tematyczny, tryb filmowania (w kompaktach). To ona ratuje nas, kiedy wręczamy aparat mniej biegłemu w obsłudze cyfrówki znajomemu z prośbą o zrobienie nam zdjęcia, ponieważ to właśnie na niej znajdziemy tryb „zielony”, w którym aparat działa w pełni automatycznie.
Dużą zaletą tarczy trybów pracy (tak jak pozostałych analogowych elementów obsługi aparatu) jest łatwość, z jaką można zorientować się, w jakim trybie działa aktualnie aparat – wystarczy rzut oka na


Bezpośredni dostęp do takich funkcji jak tryb pomiaru światła i wybór zestawu aktywnych punktów AF to niezbędna cecha zaawansowanych lustrzanek cyfrowych. Przykład z Nikona D700.


Możliwość szybkiej zmiany czułości przydaje się w sytuacjach, w których w krótkim odstępie czasu robimy zdjęcia w odmiennych warunkach oświetleniowych, np. jedno we wnętrzu (wysoka czułość), a drugie na dworze (czułość niska).
górny panel i od razu wszystko wiadomo. Jednak daje ona dostęp tylko do najważniejszych, podstawowych funkcji o niskim poziomie szczegółowości. Detalami zajmują się wyodrębnione pokrętła i przełączniki odpowiedzialne zazwyczaj za jeden parametr. Znakomitym rozwiązaniem jest, stosowana przez niektórych producentów nawet w kompaktach, tarcza czułości, która w razie potrzeby pozwala na błyskawiczną zmianę ISO.
Bezpośredni dostęp do funkcji ma szczególne znaczenie, kiedy mówimy o parametrze, który od czasu do czasu, ze względu na okoliczności, musimy zmienić jak najszybciej. Bardzo dobrze wypada pod tym względem pełnoklatkowy Nikon D700 – na korpusie aparatu znajdziemy nie tylko trzypozycyjny przełącznik trybu pomiaru światła (matrycowy, centralnie ważony i punktowy), ale też dwa przełączniki wpływające na sposób pracy systemu autofocusa: trzy opcje zestawu aktywnych punktów i tyle samo ustawień związanych z ciągłością jego działania (AF pojedynczy, AF ciągły i ręczne ustawianie ostrości). Oczywiście zazwyczaj zmiany tych ustawień można dokonać za pomocą menu, ale zdarzają się sytuacje, kiedy szybkość działania jest kluczowa. Możemy na przykład fotografować w warunkach bezproblemowych dla trybu matrycowego, ale nagle zauważamy okazję do zrobienia zdjęcia, z którym poradzi sobie tylko pomiar punktowy. Jeśli sytuacja zmienia się dynamicznie, błądzenie po menu mogłoby skutkować straconym ujęciem.
To samo dotyczy przechodzenia z pojedynczej pracy autofocusa w ostrzenie ciągłe lub śledzące. Jeśli fotografowany statyczny obiekt ma nogi lub skrzydła w każdej chwili może porzucić pozę, która nas zainteresowała, i dynamicznie ruszyć w drogę, prowokując niejednokrotnie ujęcia znacznie ciekawsze niż statyczne. I znów – przestawienie przełącznika umieszczonego tuż przy bagnecie mocującym obiektyw jest znacznie szybsze niż wybór odpowiedniej opcji w menu.
Jednak bezpośredni dostęp do funkcji to na szczęście cecha nie tylko aparatów z górnej półki – górnej nie tylko ze względu na stopień zaawansowania, ale również na cenę. Na tarczy trybów pracy umieszczonej po lewej stronie pryzmatu amatorskiego
Nikona D90 znajdziemy symbol przekreślonej błyskawicy, który oznacza pełną automatykę, ale z gwarancją nieużycia lampy błyskowej. Przydaje się ta funkcja w miejscach, w których nie wolno fotografować z fleszem (np. w muzeach, kościołach), a kiedy jednocześnie w pozostałych kwestiach chcemy zdać się na pełną automatykę aparatu. Taka ikonka pomoże też przekonać nadgorliwego stróża porządku (np. muzealnego strażnika), że nie zamierzamy łamać przepisów i nie zagrażamy cennym eksponatom.
W niektórych zaawansowanych modelach na tarczy trybów pracy można znaleźć pozycje związane z ustawieniami użytkownika. W najwyższym modelu kompaktowej linii Nikon Coolpix, czyli P6000, producent zdecydował się na zaoferowanie fotografowi dwóch ustawień – U1 i U2, które ułatwiają i przyspieszają wywołanie dwóch zapisanych uprzednio zestawów parametrów (np. rejestracji zdjęć w trybie RAW, sposobu pomiaru światła, czułości). To znakomite narzędzie świadomego użytkownika, który nie musi dzięki niemu za każdym razem wprowadzać najczęściej używanych ustawień.


Nieco mniej funkcjonalną, ale wciąż lepszą od zagłębiania się w menu, alternatywą dla pokręteł i przełączników analogowych są przyciski wywołujące menu konkretnego parametru. Co prawda nie dają one dostępu do manualnej zmiany ustawień, ale dzięki nim użytkownik wywołuje od razu interesującą go część menu, co znacznie skraca czas zmiany ustawień. Najczęściej spotykane dedykowane przyciski są związane z rodzajem pomiaru światła, balansem bieli, czułością, trybem pracy autofocusa i trybem zdjęć seryjnych – taki zestaw znajdziemy m.in. we wspomnianym wyżej Nikonie D90. W aparatach kompaktowych poszczególne przyciski wybieraka wielofunkcyjnego wywołują menu związane z pracą lampy błyskowej, kompensacją ekspozycji, samowyzwalaczem (i zdjęciami seryjnymi) oraz trybem ostrzenia (makro/AF/MF).
Zaawansowane modele czasem mają jeszcze tzw. przycisk funkcyjny (można go znaleźć m.in. we wspomnianym wcześniej Coolpiksie P6000). Jego naciśnięcie wywołuje odpowiednie menu, po którym nawigujemy, np. za pomocą pokrętła funkcyjnego. Można mu przypisać jedną z kilku funkcji, np. zmianę czułości, balansu bieli, trybu pomiaru światła, wybór pola AF, wprowadzanie kompensacji ekspozycji. To kolejny ukłon w stronę zaawansowanych użytkowników, którzy, fotografując w pełni świadomie, wiedzą, jakie parametry zmieniają najczęściej i jaki zestaw funkcji jest im niezbędny.
Takie rozwiązanie to sensowny kompromis, na który mogą zgodzić się wychowani na komputerach użytkownicy – dla nich nawigacja po menu to nie pierwszyzna. Jednak dedykowane przyciski wywołujące podmenu konkretnej funkcji to kluczowy element układanki, dzięki któremu mamy okazję poczuć, że robimy zdjęcia aparatem fotograficznym, a nie obsługujemy komputer.
Coraz większą popularnością cieszy się interfejs dotykowy – znakomita większość producentów ma w ofercie przynajmniej jeden aparat z takim systemem obsługi (u Nikona jest to stylowy kompakt Coolpix S60). Jestem wielkim zwolennikiem tego pomysłu, ponieważ uważam, że dotyk to najbardziej naturalny sposób komunikacji z maszyną. Zwłaszcza jeśli w grę wchodzi konieczność nawigacji po menu, a w przypadku kieszonkowych kompaktów nie może być inaczej.
Mimo, że cyfrówki wyposażone w dotykowe monitory LCD obsługuje się wręcz instynktownie, jeśli chodzi o szybkość dostępu do funkcji i łatwość orientacji w aktualnie wybranych ustawieniach, zdecydowanie przegrywają one z analogowymi elementami obsługi znanymi z większych aparatów. W przeciwieństwie do tych drugich nie da się z nich korzystać po omacku, niejako na pamięć – po pewnym czasie pracy z aparatem fotograf błyskawicznie odnajduje pokrętła i przełączniki odpowiedzialne za poszczególne ustawienia. W przypadku zaawansowanych lustrzanek często możliwa jest obsługa bez odrywania oka od wizjera. Z interfejsem dotykowym to niemożliwe. Nie zmienia to faktu, że aparaty z dotykowym systemem obsługi są przeznaczone dla amatorów, którym niekoniecznie zależy na tak wyćwiczonym, opartym na doświadczeniu sposobie fotografowania. Jeśli mamy czas, dotykowy ekran pozwoli nawigować po menu łatwo i przyjemnie.
Biorąc pod uwagę sposób obsługi aparatów, fotoamatorzy są zdani na inwencję producentów sprzętu. Nie znaczy to jednak, że należy się godzić na rozwiązania, które utrudniają fotografowanie i przynajmniej w pewnych sytuacjach uniemożliwiają zrobienie takiego zdjęcia, jakie nam się zamarzyło. Na szczęście firmy przyjmują odmienną filozofię, jeśli chodzi o sposób obsługi aparatów o różnych poziomach zaawansowania, więc jest w czym wybierać. Wbrew pozorom różnice potrafią być zaskakująco znaczące. Warto o tym pamiętać, wybierając następny aparat cyfrowy – nie samymi megapikselami człowiek żyje.

Zaawansowane modele umożliwiają fotografowi łatwy dostęp do najczęściej używanych ustawień najważniejszych parametrów. Przykład z Nikona Coolpix P6000.

Zestaw parametrów najczęściej dostępny w aparatach kompaktowych za pomocą wybieraka wielofunkcyjnego. Przykład z Nikona Coolpix P6000.

Kolejną funkcją, która aż się prosi o bezpośredni dostęp za pomocą analogowego przełącznika, jest podgląd głębi ostrości. W niektórych amatorskich lustrzankach użytkownik może przypisać go do przycisku funkcyjnego, ale musi wtedy zrezygnować z innych przydatnych parametrów. Najbardziej ergonomicznym rozwiązaniem jest pokrętło umieszczone współosiowo ze spustem migawki (jak np. w Nikonie D90).

Elementem związanym jednocześnie z aparatem i obiektywem (jeśli mowa o systemie z wymienną optyką) jest sposób zmiany ogniskowej. W znakomitej większości kompaktów stosuje się przełącznik W–T (z angielskiego wide–tele, czyli szeroki kąt–teleobiektyw) umieszczony zazwyczaj pod kciukiem na tylnej ściance aparatu lub współosiowo ze spustem migawki. Służy on zarówno do zoomowania, jak i do manualnego ustawiania ostrości (w modelach, które na to pozwalają). Z kolei w optyce do lustrzanek znajdziemy mechaniczny pierścień zmiany ogniskowych i osobno pierścień manualnego ostrzenia. Z punktu widzenia ergonomii i szybkości obsługi znacznie lepiej sprawdzają się pierścienie na obiektywie, ponieważ pozwalają na płynną, bezstopniową regulację i błyskawiczne przejście z jednej skrajnej pozycji w drugą. Oparty na elektronice i silniczku poruszającym soczewkami system stosowany w kompaktach jest znacznie wolniejszy i mniej precyzyjny.
Zobacz regulamin serwisu
Created by Endorfine