Przeczytaj post pomimo niskich ocen
Ocena: 0
Podstawowym wymogiem w stosunku do zdjęć wykonanych z lampą błyskową jest niezauważalność obecności flesza. Krótko mówiąc, nie powinno być widać, że fotograf korzystał z dodatkowego oświetlenia. Oglądający ma się zachwycić światłem, które pozwoliło zbudować fotografię, nie zdając sobie sprawy (przynajmniej początkowo), że scena została oświetlona lampą błyskową.

Dzięki bezprzewodowemu wyzwalaniu lamp błyskowych i wykorzystaniu systemów takich jak Nikon CLS bardzo łatwo oświetlić jednym fleszem główny obiekt, a drugim – tło.

Wykorzystanie dwóch lub więcej fleszy znacznie zwiększa szanse na zatarcie śladów, ponieważ najważniejszym sygnałem ułatwiającym zidentyfikowanie fotografii zrobionej z lampą jest płaskie oświetlenie przednie. Dotyczy to zwłaszcza zdjęć z fleszem zamontowanym na aparacie. Dodatkowe źródło światła rozszerza możliwości fotografa, jeśli chodzi o modelowanie fotografowanej sceny. Pamiętamy jednak, że nawet z jedną lampą da się zrobić zdjęcie ładnie oświetlone. Liczy się siła błysku, który nie powinien dominować nad światłem zastanym, i umiejscowienie flesza – warunkiem koniecznym jest zdjęcie go z aparatu.
Skoro już zdecydowaliśmy się skorzystać z lampy błyskowej, musimy znaleźć sposób, jak ją wyzwolić mimo zdjęcia z aparatu. Jeśli dysponujemy fleszem i aparatem wyposażonymi w gniazda synchronizacji PC, możemy połączyć oba urządzenia przewodem synchronizacyjnym. Podobnie możemy postąpić, nabywszy odpowiedni przewód podłączany do gorącej stopki aparatu i z drugiej strony do mocowania lampy błyskowej, dzięki czemu gniazdo PC staje się zbędne (w tej chwili można je znaleźć już tylko w sprzęcie z wysokiej półki). Jednak takie rozwiązanie daje dość małe możliwości, ponieważ fotograf jest niejako na uwięzi. Co prawda lampa błyskowa może zostać odsunięta od osi obiektywu, ale nie można jej ustawić nigdzie dalej, przez co możliwości kreacyjne nie zwiększają się aż tak bardzo. Kable sprawdzają się w sytuacjach, w których fotograf jest ciągle w biegu – nieustannie zmienia swoje położenie i fotografuje z bliska. Dzięki przewodom nie grozi nam problem z tym, że cudze aparaty mogą przypadkowo wyzwolić naszą lampę (np. gdy robimy zdjęcia w tłumie fotografów).
Znacznie wygodniejsze i bardziej wszechstronne są systemy bezprzewodowe. Te można podzielić na dwa rodzaje: uniwersalne (najskuteczniejsze są radiowe) i działające ze sprzętem jednego producenta (łączność oparta na podczerwieni i przedbłyskach).
Systemy bezprzewodowe nie tylko umożliwiają znacznie większe oddalenie lampy od aparatu, ale też ułatwiają fotografowanie z większą liczbą fleszy. Co więcej, systemy proponowane przez producentów aparatów są niezwykle przyjazne dla początkujących amatorów, ponieważ nie wymagają opanowania ręcznego dobierania właściwej siły błysku – regulują ją automatycznie (co dzięki zaawansowaniu technologicznemu dzisiejszych aparatów praktycznie gwarantuje prawidłowo naświetlone fotografie). Amatorzy mogą z łatwością zrobić naświetlone w punkt zdjęcia z kilkoma lampami, do tego wyzwolonymi bezprzewodowo, a zaawansowani mają do dyspozycji narzędzie automatycznie zmieniające ustawienia w zależności od sytuacji, co ułatwia pracę w dynamicznie zmieniających się warunkach. Minusem tych rozwiązań jest stosunkowo nieduży zasięg (w przypadku systemu Nikona – w zależności od wykorzystanego sprzętu i sytuacji zdjęciowej od 10 do 20 m) i konieczność umiejscowienia lamp w ograniczonym „polu widzenia” aparatu.

Brak przewodów umożliwia wykonanie zdjęć takich jak to. Mimo niesprzyjających warunków panujących w ciemnym klubie udało się stworzyć ciekawy kadr. A wszystko dzięki lampie błyskowej umieszczonej na stole i świecącej w twarz DJ-a.

Tutaj lampa błyskowa (umieszczona poniżej dolnej krawędzi kadru i skierowana do góry) została wykorzystana do zrównoważenia oświetlenia naturalnego (oświetlającego malowniczy krajobraz w tle) przy jednoczesnym zachowaniu pełnej kontroli nad oświetleniem portretowanej osoby.

Znakomity przykład wygody pracy z automatycznymi systemami bezprzewodowego sterowania błyskiem. Zdjęcie przedstawia cytrynę w szklance herbaty oświetloną fleszem umieszczonym naprzeciw aparatu (po drugiej stronie naczynia).
Nieco inaczej ma się sprawa ze sterowaniem lampami drogą radiową – np. za pomocą popularnych urządzeń marki Pocket Wizard. W przeciwieństwie do systemów powiązanych z pomiarem siły błysku przez obiektyw aparatu urządzenia służące do radiowego wyzwalania fleszy wymagają od użytkownika biegłości w manualnym ustawianiu siły błysku, co oczywiście nie oznacza, że jest to pomysł zarezerwowany wyłącznie dla profesjonalistów.
Ich ogromną zaletą jest imponujący zasięg (sięgający nawet kilkuset metrów!) i pełna dowolność w rozmieszczaniu lamp, które nie muszą się znajdować w „polu widzenia” aparatu; wadą – manualna regulacja siły błysku. To minus nie dlatego, że fotograf musi się czegoś nauczyć (od nadmiaru wiedzy jeszcze nikomu się krzywda nie stała), lecz z powodu wynikającej z tej konieczności statyczności. Nawet najsprawniejszy fachowiec będzie miał problemy z ekspozycją, jeśli sytuacja, którą fotografuje, będzie się dynamicznie zmieniała.
Jak widać, nie ma rozwiązania idealnego. Jednak, zakładając, że jesteśmy posiadaczami aparatu i lampy błyskowej obsługujących jeden z zaawansowanych systemów bezprzewodowego wyzwalania błysku (opracowanych przez danego producenta), to właśnie ta opcja wydaje się najlepsza. Wygrywa prostotą obsługi, ceną i dość dużymi możliwościami.

Takiego efektu nie udałoby się osiągnąć z lampą zamontowaną na aparacie, a brak przewodów znacznie ułatwił pracę w warunkach polowych przed występem tancerek.

Kolejne zbliżenie – tym razem zdjęcie lampy z aparatu umożliwiło stworzenie dramatycznego oświetlenia podkreślającego dynamikę sytuacji utrwalonej w porcelanowej figurce.
W czasach przed automatycznym pomiarem siły błysku (o pomiarze TTL, czyli przez obiektyw aparatu, nie wspominając), żeby zrobić prawidłowo naświetlone zdjęcie, należało uprzednio dokonać odpowiednich obliczeń, biorąc pod uwagę: liczbę przewodnią lampy (czyli jej zasięg), czułość filmu, odległość od fotografowanego obiektu i wybraną przysłonę. Na tej podstawie ustalało się (i nadal się ustala – ale to temat na osobny artykuł) siłę błysku niezbędną do uzyskania oczekiwanych rezultatów. Jest to metoda niezawodna, lecz czasochłonna. Pod względem szybkości pracy znacznie lepiej spisują się systemy automatyczne – zwłaszcza od kiedy fotografowie mają do dyspozycji zaawansowane systemy TTL oferowane przez wiodących producentów.
Automatyki nie należy się bać nie tylko ze względu na to, że współczesne systemy pomiarowe są niemal bezbłędne. Wiele osób uważa, że korzystając z nich, fotograf traci pełną kontrolę nad sposobem, w jaki powstaje obraz. Tymczasem nie ma nic złego w korzystaniu ze zdobyczy techniki, zwłaszcza że użytkownik zawsze może wprowadzić korektę siły błysku, dzięki której łatwo i szybko dostosuje ustawienia do swoich upodobań, gdyby automatyka jednak się pomyliła (lub – co bardziej prawdopodobne – gdybyśmy nie potrafili z niej odpowiednio skorzystać). Szkoda rezygnować z dobrodziejstw postępu, który pozwala nawet mało zaawansowanym fotografom osiągnąć godne profesjonalistów rezultaty, i to bez konieczności dokonywania skomplikowanych obliczeń lub korzystania z flashmetera.
Kreatywny system oświetlenia firmy Nikon (czyli CLS), a właściwie jego składnik o nazwie Advanced Wireless Lighting (czyli zaawansowany bezprzewodowy system oświetlenia), jest odpowiedzialny za prawidłowo naświetlone zdjęcia podczas pracy z zewnętrznymi lampami błyskowymi sterowanymi bezprzewodowo bez konieczności wprowadzania manualnych ustawień (choć i te są oczywiście możliwe). Pozwala on na pracę z czterema grupami lamp: główną (sterującą pracą pozostałych) i trzema oznaczonymi symbolami A, B i C. W każdej grupie poza grupą sterującą może być kilka lamp. Dzięki możliwości bezprzewodowej zmiany ustawień fleszy w poszczególnych grupach (z poziomu aparatu) praca staje się łatwa i wygodna. A wszystko to przy zachowaniu precyzyjnego pomiaru siły błysku przez obiektyw, oczywiście z możliwością wprowadzenia korekty.

Oświetlenie dolne wywołuje nienaturalne wrażenie, a w połączeniu z groźną miną i czarno-białą tonacją zdjęcia gwarantuje nastrój rodem z horroru. Tutaj również „stojakiem” na lampę jest sam model – proste pomysły często sprawdzają się najlepiej.

Jeden flesz oświetla modelkę od przodu, drugi jest odpowiedzialny za efektowne podświetlenie włosów dziewczynki. I znów – bezprzewodowe wyzwalanie lamp pozwoliło zrobić to zdjęcie szybko, łatwo i przyjemnie.


Przy tych ujęciach, ze względu na odległość i umiejscowienie lamp, niezbędne było skorzystanie z radiowych wyzwalaczy fleszy. W obu przypadkach lampy oświetlają twarze portretowanych mężczyzn. Strażnik stojący przy słupie granicznym trzyma nawet flesz własnoręcznie.
Bezprzewodowe wyzwalanie flesza może służyć dwóm diametralnie odmiennym celom. Po pierwsze, dzięki oddaleniu źródła światła od osi obiektywu, fotograf może sobie pomóc lampą błyskową, wywołując wrażenie, że zdjęcie powstało przy świetle zastanym. Rezultatem jest obraz, który wygląda bardzo naturalnie.
Drugą możliwością jest wywołanie wrażenia efektownego oświetlenia, które w naturze nie występuje zbyt często i które pozwala stworzyć równie efektowne zdjęcia. Tutaj celem jest mocny obraz. Pomysły na wykorzystanie bezprzewodowych systemów wyzwalania fleszy znajdziecie w zdjęciach ilustrujących niniejszy artykuł.
Pierwszym krokiem do udanych fotografii z lampą błyskową jest zdjęcie jej z aparatu, a najwięcej swobody daje możliwość bezprzewodowego wyzwalania fleszy. Zalety takiego systemu rosną wraz ze wzrostem liczby lamp – im więcej fleszy, tym bardziej doceniamy brak kabli i przewodów. Większość użytkowników lustrzanek cyfrowych ma bezprzewodowe wyzwalanie lamp w zasięgu ręki – wystarczy odpowiedni flesz, który wiele osób i tak by kupiło lub już go ma. Z kolei zapaleńcy zainwestują w systemy radiowe. Jednak nieważne, na które rozwiązanie się zdecydujemy – ważne, by nie bać się używania lamp błyskowych. Zaawansowane systemy, takie jak Nikon CLS, umożliwiają uzyskanie świetnych rezultatów nawet zupełnie początkującym amatorom. Do dzieła!

Nikon Creative Lighting System (CLS) umożliwia m.in. łatwe i wygodne bezprzewodowe wyzwalanie zewnętrznych lamp błyskowych. W tej chwili kompatybilne z systemem CLS są następujące lustrzanki marki Nikon: D3x, D3, D2x, D2Hs, D2H, D700, D300, D200, D90, D80, D70, D70s, D60, D5000, D50 (tylko z zewnętrznymi lampami – wbudowana nie pełni funkcji sterownika), D40x, D40. Jak widać, lista ta zawiera zarówno modele zaawansowane, jak i typowo amatorskie, więc CLS nie jest zarezerwowany dla fotoamatorów z grubymi portfelami.
Jednak sam aparat nie wystarczy – niezbędna jest jeszcze odpowiednia lampa: SB-900 (może zdalnie sterować innymi lampami), SB-800 (może zdalnie sterować innymi lampami), SB-600, SBR-200 i sterownik SU-800 (bez palnika). Oczywiście inni producenci sprzętu fotograficznego oferują użytkownikom swoich aparatów podobne rozwiązania o większej lub mniejszej skuteczności i wygodzie pracy. Powyższa lista to tylko przykład propozycji jednej marki.

Wbrew pozorom nie zawsze droższy sprzęt będzie się spisywał lepiej. Jedną z cech wyróżniających profesjonalne lustrzanki jest brak wbudowanej lampy błyskowej. Przyjęło się uważać, że zawodowiec nie będzie chciał z niej korzystać, mając do dyspozycji systemowe flesze o dużej mocy i z ruchomymi palnikami. Tymczasem wbudowana lampa się przydaje – przecież nie musimy nią oświetlać fotografowanej sceny. Można jej użyć jako sterownika wyzwalającego bezprzewodowo inne flesze. W tym celu użytkownik lustrzanki profesjonalnej jest zmuszony zamontować w gorącej stopce swojego aparatu dużą zewnętrzną lampę błyskową umożliwiającą sterowanie innymi lub dedykowane urządzenie przeznaczone specjalnie do tego celu. Rozwiązanie z lampą wbudowaną jest prostsze, wygodniejsze i nie wymaga stosowania dodatkowego sprzętu. Zanim więc zaczniemy narzekać na aparat, że nie jest dla nas dostatecznie „profesjonalny”, poznajmy pełnię jego możliwości i doceńmy pewne cechy niedostępne użytkownikom najdroższego sprzętu.
Zobacz regulamin serwisu
Created by Endorfine